Tiramisu, czyli zabawa bez picia…

przez Monika w dniu 28 grudnia 2012 · 0 odpowiedzi

tiramisu

Nad kisielem z wódki pracujemy, a na razie tiramisu. Deser idealny, zwłaszcza dla osób, które obiecały opacznie komukolwiek, że nie będą pić procentów. A także dla tych, którzy publicznie stwierdzili, że gardzą imprezą zakrapianą, bo potrafią się bawić na trzeźwo, a teraz ten bezsensowny przypływ durnej dumy muszą czymś „zalać”. No to nie będą pić, ale będą jeść! Będą z rozkoszą memłać i ciamkać utonkane w procentach biszkopty, ukryte dla bezpieczeństwa i nie poznaki pod kremową woalką.

tiramisuPrzed przystąpieniem do stworzenia tiramisu genialnego, należy wystawić z barku wszystkie napoczęte flaszki. Postawić na stole. Kolejno otwierać i kosztować z pewną dozą nieśmiałości, aż trafimy na trunek, który godny jest wylądowania w biszkoptach. Jeśli nie mamy pewności, operację powtórzyć. Jeśli chodzi o przyjemność z fazy wstępnej projektu „deser”, to tiramisu nie ma godnego siebie przeciwnika.

Ja w moich tegorocznych rozważaniach deserowych testowałam między innymi:

- Baileys – nie, zdecydowanie nie. Za słodki, za kleisty, za gęsty, zbyt mdły. Za to z radością odkryłam, a właściwie towarzysz moich tegorocznych testów, z czym kojarzy nam się ten smak! Tabletki z lecytyną powlekane, pastylki do ssania, których smak uwielbiałam i pamiętam do dziś! Dzięki tej lecytynie zapewne. Kojarzycie?

- Kahlua – nieeeee, wszystko co kawowe odstawiamy, bo kawy będzie w przepisie dość. (Za to Kahlua dolana do Baileysa po prostu genialnie go odświeża! Proporcje idealne to 2B do 1K)

- Cointreau – cieplej, cieplej, choć wciąż zbyt słodko i pachnąco.

- Amaretto – czyli jak w oryginale, ale wciąż za słodko, to nie ta „perfuma”.

- Żubrówka – wymiata, dosłownie, to w wersji dla prawdziwych twardzieli, jak dla mnie za mało aromatu.

- Napoleon – thiaaaa, dużo lepiej:-) Przyznam szczerze, że w moich eksperymentach na tiramisu mocne koniaki i brandy zdecydowanie wygrywają!  Jest moc, jest smak, jest aromat.

Ale jak wyżej – nie odbierajcie sobie przyjemności testowania. A jeśli traficie na jakieś oryginalne i genialne połączenie – piszcie koniecznie!

pierwsza warstwaTiramisu

- 20-30 biszkoptów (ja dorwałam w sklepie te z cukrową posypką, ale mogą być bez)

- 500 g serka mascarpone

- 5 płaskich łyżek cukru

- czubata łycha kawy rozpuszczalnej (jeśli będziecie mieć gości z nadciśnieniem, to może być bezkofeinowa)

- 50 ml alkoholu (w zależności od procentów, ja daję często więcej…)

- 4 jajka

- kakao

Żółtka jajek ubijamy z częścią cukru, dodajemy ser i miksujemy. Mikserowi już dziękujemy. Dodajemy pianę ubitą z białek (ze szczyptą soli i resztą cukru). Mieszamy delikatnie łyżką.

Na głęboki talerz wlewamy ok. 1,5-2 szklanki wody, rozpuszczamy w niej kawę. Studzimy (jeśli trzeba). Dodajemy alkohol. Maczamy w miksturze najpierw palec, który oblizujemy zasysając, aby sprawdzić, czy aromat będzie odpowiedni. Następnie zanurzamy kolejno biszkopty (dosłownie sekundę, żeby namokła pierwsza warstwa, ale nie cały, bo zrobi nam się breja, a mokre gluty zlecą z paluchów na blat lub podłogę, zanim nasza dłoń znajdzie się nad odpowiednim pojemnikiem). W płaskim naczyniu układamy warstwę biszkoptów, następnie przykrywamy kremem (z małym zapasem), posypujemy kakao, znów biszkopty i krem, i kakao. Gotowe. Lepiej, aby tiramisu czekało na gości w lodówce.

tiramisuMuszę Wam się jeszcze do czegoś przyznać. Zbeszcześciłam kiedyś tiramisu doszczętnie, używając zamiast mascarpone zwykłego homo i… kurcze! Nie było źle! Co więcej, deser był mniej tłusty, bardziej wytrawny, lżejszy, aromat alkoholu i kawy nie utonął i nie został stłumiony przez mdłość mascarpone… Nie wypada mi podpowiadać takich profanacji, ale… umówmy się, że to wyłącznie dlatego, że chcemy po Świętach obciąć trochę, a raczej dużo, kalorii.

Ale na razie o odchudzaniu nie truję. Zacznę znów z pewnością po Nowym Roku. Przecież musimy się wziąć za siebie, aby – jak mawia mój sąsiad – w miejsce bojlera pojawił się kaloryfer.

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: