Zupa krem z dyni i spowiedź kiepskiego ogrodnika

przez Monika w dniu 21 października 2013 · 0 odpowiedzi

dyniowa1Żywieniowa wariatka po pierwszych ogrodowych, bardzo owocnych (dosłownie) doświadczeniach, postanowiła zabrać się za warzywa. Wzór „ziemia plus nasionko plus woda plus słońce = talerz”  wydawał się dość prosty.

Zaczęła oczywiście – jak na wariatkę przystało – od zbadania wody i ziemi. Kiedy na wyniku otrzymanym ze specjalistycznego laboratorium o bardzo długaśnej nazwie pojawiła się czerwona czcionka i jakieś tam „azotany” i „się nie nadaje” w ogrodzie pojawiły się skrzynie z eko ziemią. Miodzio. Jestem skazana na sukces!

Najpierw chciałam zasiać buraki, ale przez pomyłkę rozpędziłam się z kalarepą, za którą nie przepadam. Kiedy obserwowałam jak rośnie, zdziwiłam się, że dokładnie połowa siewek w skrzyni się nie zaokrągla. Kalarepa bez kalarepowej kulki wydała mi się zbędna, zatem wyrwałam z zapałem i dałam witaminy siwej suce. Następnie sięgnęłam do skrzynki z nasionami, żeby wolne miejsce szybko zagospodarować i wtedy w dłonie wpadło mi puste opakowanie po nasionach… brukselki. Czyli że siwa suka zeżarła łodygi brukselki, na których nic już nie urośnie, bo taki ze mnie Pan Warzywko, jak z kozich pośladków trąbka. Postanowiłam być bardziej uważna. Teść na wieść o skrzyniach w ogrodzie dostarczył sporo sadzonek niespodzianek. Niektóre przypominały kalarepę, ale także nie chciały się zaokrąglić – cierpliwie czekałam zatem na brukselkę. Ta jednak również bezczelnie nie chciała wyrosnąć. W końcu coś mnie tknęło i strząsnęłam z czubka rośliny stado tłustych gąsienic. Wtedy wypatrzyłam strzępy czegoś, co mogło być brokułem! Widząc moje wkurzenie, obżarte sulforafanem (to ten najzdrowszy składnik brokuła) owłosione tłuściochy śmignęły w popłochu w krzaki.

dyniowa3Wszystkie porażki zniosłam ze stoickim spokojem, czekając na plony dyniowe. 8 dorodnych roślin, 10 razy sprawdzone na paczce nasion „dynia olbrzymia”, kilkumetrowe łodygi przedzierające się nawet do sąsiadów i atakujące iglaki. To miały być dynie, jakiś świat nie widział. No i nie widział…  zebrałam 6 kulek 15-25 cm. Nawet wydawały mi się całkiem, całkiem, kiedy dla kontrastu położyłam je w kuchni obok jabłek. Wtedy narzeczony, w lot odgadujący zachcianki i potrzeby żywieniowej wariatki, przytargał do domu dynię giganta. O skórce tak obrzydliwej, że można by jej użyć do charakteryzacji stworów w horrorach, ale w środku cudnie miękkiej i pomarańczowej. Dyniowe szaleństwo czas start!

Zupa krem z dyni i pora

Właściwie specjalnie dla tej zupy sadziłam dynię. Serio. I pora, ale wylądował nieopatrznie obok szczypiorku, a że nie wyrósł wielgachny, to teraz mam niezłą zabawę w segregowanie.

dyniowa2- ćwiartka dużej dyni

- duuuży por

- olej rzepakowy (ok. 4 łyżki)

- pestki dyni

- świeży koperek

- kostka bulionowa wege, eko, bio i w ogóle (bez glutaminianu i tłuszczu utwardzonego – są takie, używam czasem). Zamiast niej można dodać do smaku po prostu odrobinę suszonej sproszkowanej włoszczyzny.

Pokrojony por usmażyć na oleju. Dynię obrać, pokroić i ugotować w niezbyt dużej ilości wody. Por do dyni hop. Traktujemy towarzystwo blenderem i doprawiamy: sól, pieprz, kostka bulionowa lub suszona włoszczyzna. Dodajemy wodę, jeśli istnieje taka potrzeba (ja lubię dość gęsty krem). Na koniec świeży koperek i uprażone pestki dyni.

W wersji oryginalnej przepisu otrzymanego od koleżanki na końcu znajdował się jeszcze rytuał zabielania śmietaną. Ale to już wyłącznie dla chodzących okazów zdrowia, z absolutnie czystymi i elastycznymi tętnicami. Ja ostatnio swoich nie sprawdzałam, więc śmietany nie daję. I tak jest pycha!

W wersji dla osób na diecie antyrakowej i antymiażdżycowej oczywiście dziękujemy za współpracę olejowi (w ogóle rezygnujemy z tłuszczu), a składniki po prostu razem gotujemy.  

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: