Zrzuć pięć kilo w godzinkę i bądź jak wróżka Dzwoneczek

przez Monika w dniu 28 listopada 2012 · 0 odpowiedzi

Takie majtki naprawdę są produkowane

Kulka postanawia żyć… Z tego powodu funduje sobie sama psychoterapię w postaci cierpkiego „debilka!” wyrzuconego w stronę zatuczonego oblicza w lustrze. „To nie trzeba było tyle wpier…!” – odgryza się utuczona z lustra. Pomińmy aspekty zdrowia psychicznego – najważniejsze, że obie dochodzą do jednego wniosku: „Bierzemy się za siebie!”.

Co robi Kulka, która przestaje akceptować kaszalotowate cielsko i szukać kretyńskich wymówek? Szuka diety na max 2 tygodnie, żeby w tym czasie zrzucić przynajmniej 10 kg. Przez 10, 20 lat jej się nie spieszyło, natomiast teraz z każdą sekundą ma być widać, jak słonina przetapia się na smalec spływający strumykami po łydkach. W dodatku Kulka jest w stanie oddać nerkę za cudowną kurację, która zdjęłaby z niej sadło w ciągu paru godzin. To, niestety, nierealne – żaden szanujący się szpital nie będzie zainteresowany narządem, do którego mógłby się nawet nie dokopać. To jej jednak nie zraża… Prawdopodobnie każda Kulka zaliczyła przynajmniej raz w życiu desperackie poszukiwania prostej recepty na przeskoczenie z XXXXXL do M.

Panny otumanione

Największym cyrkiem jest odchudzanie się na czas z powodu zbliżających się np. wakacji albo Sylwestra. W styczniu, lutym i październiku można jakoś opatulić pupsko, aby niemal niezauważenie podążało za resztą ciała.  Natomiast w maju i czerwcu, a potem na początku grudnia najłatwiej podbić sprzedaż babskiego pisemka, epatując na okładce „zrzuć pięć kilo w godzinkę i bądź jak wróżka Dzwoneczek!”. Zdeterminowane fanatyczki są w stanie zaakceptować najgłupszy pomysł, byle był efekt. Są i takie, które w tych magicznych terminach potrafią ściągać via Internet leki psychotropowe (w większości krajów zabronione lub dostępne wyłącznie na receptę, nie bez powodu) blokujące zupełnie apetyt. Następnie chodzą przez 2-3 tygodnie otumanione jak bocian, który właśnie pokonał szlak powietrzny przecinający farmę wiatrową z kilkunastoma wiatrakami. Świetnie. Ale nikt niestety nie uprzedził panienek (albo mężatek, nie wnikam), że jeśli organizm nie otrzymuje w ogóle, albo skrajnie mało pokarmu, to stara się dostosować do sytuacji, bo ma wolę przetrwania silniejszą, niż nasza chęć zniszczenia go. Wtedy zwalnia przemianę materii i tym bardziej uruchamia wszelkie możliwe metody na magazynowanie energii, i tylko czeka, kiedy dostanie jej więcej… W efekcie kiedy „panny otumanione” wreszcie zaczną jeść, powinny jeść sporo mniej niż wcześniej, żeby nie zamienić się szybko i efektownie w kulki. To samo dotyczy wszelkich drastycznych diet typu „wytrzymaj tydzień, jedząc 2 pomarańcze dziennie” i właściwie każdej innej, niż zdrowe odżywianie (ale o tym kiedy indziej).

Najbardziej beznadziejne sposoby na odchudzanie

(czyt.: „pod żadnym pozorem nie daj się namówić na podobne kretynizmy…”)

Zastrzyki zawierające mocz kobiet ciężarnych

Znajduje się w nim bowiem hormon wydzielany przez łożysko na początku ciąży (stąd – terapia gonadotropiną kosmówkową), który u osób nie będących w ciąży przyspiesza metabolizm i – podobno znacznie ułatwia chudniecie. Nawet na użytek tego bloga nie podejmę się sprawdzić działania.

Hydrokolonoterapia

Czyli lewatywa dla naiwnych. W dodatku stosowana regularnie wyniszcza florę bakteryjną jelit (a to od bakterii zależy – na przykład i tak w skrócie – nasza odporność, ale też prawidłowy metabolizm!). O zagrożeniu wynikającym z możliwości uszkodzenia mechanicznego jelit chyba nie muszę wspominać. W dodatku to zwykły myk marketingowy, bo – nie bardzo wiem jak się na to można złapać – tak nawet na chłopski rozum… Wypłukujemy z jelit to, co jedliśmy przez ostatnie kilkanaście godzin. I o tyle (plus ponad 1,5 kg pożytecznej flory bakteryjnej) jesteśmy lżejsi, ale nie słyszałam, żeby hydrokolonoterapia sięgała do tkanki tłuszczowej. Jeżeli coś w tej zabawie działa odchudzająco, to raczej dieta przygotowująca do zabiegu. A rura w celu… Ech, bo za samą dietę nie można tyle skasować.

Tasiemiec

Dla tych, którzy nie mają życia wewnętrznego, a chcieliby. Połknięcie kapsułki zawierającej główkę tasiemca umożliwia wprowadzenie sobie do układu pokarmowego pasożyta, który z pewnością i radością zapewni organizmowi totalne spustoszenie. W ludzkim ciele może osiągnąć długość nawet 15 metrów, a jego wągry mogą zagnieździć się w mięśniach (także sercu), płucach, mózgu, oku. Smacznego. Jeżeli leczenie nie zostanie podjęte na czas (a jest długotrwałe) skutek może być przykry, nazwijmy to – ostateczny. (A ludzie naprawdę to robią: „Odchudzanie z robalem”)

Rura doktora di Pietro

Kolejna metoda dla totalnie zdesperowanych. Pacjentowi instaluje się (przez jamę nosową) sondę/rurkę, która bezpośrednio do żołądka doprowadza płyn: koktajl z białka, tłuszczu i wody, zero węglowodanów. Przemiana materii szaleje, a w zamian otrzymujemy w gratisie kwasicę ketonową, która rzadko oszczędza nerki i wątrobę. Nie rozumiem tego paradoksu – jeśli człowiek potrafi w ogóle zrezygnować z jedzenia na 10 dni (z ulubionych smaków i aromatów, od kawy rano po pleśniejący la?Aromatique wieczorem), to skąd u niego problem z ograniczaniem porcji w codziennym jadłospisie. Jeśli ma na tyle silną wolę, żeby 10 dni śmigać z rurą w nosie i nie jeść nic, to chyba tym bardziej potrafi uszczknąć co nieco ze swoich porcji, żeby uzyskać efekt odchudzenia. Ale może ja jakaś tempa i naiwna jestem…

Implant na języku

Niewielki kawałek twardego tworzywa sprawia ból podczas posilania się czymkolwiek twardszym niż budyń… Taka odchudzająca udręka. Dla fanów sloganu „jedzenie to największa w życiu przyjemność, dlatego nie będę się ograniczać”.

Tabletki przeczyszczające

Mogą spowodować odwodnienie, natomiast na pewno nie spalą tkanki tłuszczowej… Proste.

Zwolennicy metod radykalnych, czasem udziwnionych, często głupich przekonują, że liczy się efekt. Że każde parę kilo mniej to unikanie zagrożeń dla zdrowia. Tak, ale nie efekt za wszelką cenę! Bo jeśli metoda nie jest ważna, to proponuję kumulację! Niech otyły pacjent zdecyduje się na tasiemca, trochę go połaskocze środkami przeczyszczającymi, paraduje z rurką w nosie, drugą w odbycie, to wszystko ze sprawiającym ból implantem na języku. Na to parę zastrzyków i nic tylko popić octem…

Smacznego!

PS1. Tak, wiem, w niektórych przypadkach, absolutnie ekstremalnych, lepiej reagować szybko i stanowczo, ale jedynym takim sposobem są zabiegi bariatryczne. Nie pytajcie o nie w aptece, spytajcie swojego lekarza.

PS2. I tyle straszenia… przynajmniej na razie, bo z pewnością nie wytrzymam i prędzej czy później opiszę dlaczego na dłuższą metę nie ma sensu ani Dukan, ani Dieta Light, ani inne monotematyczne wynalazki. Ale najważniejsze pułapki Kulka poznała, więc ma szansę z nich się wygramolić i zabrać za… no właśnie – o tym niebawem:-)

PS. Jeśli chcesz nauczyć się jak jeść, zapraszamy tutaj

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: