Zmagania Kulki, czyli płetwal błękitny kontra rusałka Amelka

przez Monika w dniu 16 listopada 2012 · 7 odpowiedzi

Zaakceptuj siebie?

Wyobraźcie sobie dziewczynę. Ładną, młodą. A co tam! Niech ma! Niech ma na przykład 25 lat, oczy głęboko błękitne jak zimny ocean w maju, a włosy złote jak pszenica w lipcu. Do tego 170 cm wzrostu i… 95 kg wagi. Niech próbuje się właśnie wbić w wymarzoną kieckę, tuszując jednocześnie fałdki tu i ówdzie i właściwie wszędzie. Dziewczyna pręży się, wciąga brzuch, powietrze wstrzymuje dłużej niż zawodowy nurek. Ale w końcu musi zaczerpnąć tlenu… A teraz powiedzcie jej „zaakceptuj siebie”. Jeśli Wasza wyobraźnia tam nie sięga, to podpowiem, że Kulka właśnie spojrzała na Was tak, jakbyście przez przypadek postawili ciężką walizkę na jej przyjaciela rasy York.

Zaakceptuj siebie?

Kto to w ogóle wymyślił? Jakiś zwolennik dobrego samopoczucia za wszelką cenę? Zawodnik sumo? Ja też byłam płetwalem błękitnym, więc wiem, że nie pomogą w tym ani wyszczuplające lustra w kabinach ciuchowych sieciówek, ani umowa rządu RP z Fundacją Greenpeace, zapewniająca, że grubych ludzi nie będą wrzucać razem z morsami do morza. Akceptację podobno wymyślono, aby pomóc ssakom o kulistych kształtach zachować równowagę psychiczną. Czyżby? To z jednej strony Kulka słyszy „za-ak-cep-tuj siebieeeeeee! Uhuuu”, z drugiej zarzucana jest propozycjami ubierania się tak, żeby wyglądała jak smukła rusałka Amelka. Kiedy byłam płetwalem błękitnym, jakoś pod tymi fałdami czułam, że to akceptowanie siebie do ściema i podświadomie ubierałam się tak, żeby nie było widać ile mam do zaakceptowania…

Żeby wszyscy byli szczęśliwi!

A jeśli, teoretycznie, nasz genialny zwolennik dobrego samopoczucia ma rację i lepiej jest zaakceptować siebie? To podobny model zaproponujmy osobom uzależnionym od alkoholu czy nikotyny! I my ich, i oni siebie niech zaakceptują z przyległościami: żółtymi zębami, cuchnącym oddechem oraz strzępami płuc i wątroby. Jakaś różnica? Żadnej. Wszystko nałogi, chodzące nałogi. Ale za to wszyscy będą szczęśliwi!

Odwalcie się od Kulki!

Załóżmy, że nasza Kulka dała się wciągnąć i polubiła swoje spore ciało. Wygląda jak świeża, pachnąca i seksowna bułeczka! Tylko co z tego? Choćby w swej puszystości wyglądała jak jajko Faberge… Miałam nie być żywieniową faszystką, więc groźby w dużym skrócie: cukrzyca, udar, zawał, rak (ponad wszelką wątpliwość potwierdzono związek między otyłością i występowaniem złośliwych nowotworów jelita grubego, piersi i prostaty). Ćpuny zabijają się dragami tak samo jak otyli tonami żarcia – ci ostatni jednak na dużo większą skalę. O tym jednak już wyznawcy hasła „zaakceptuj siebie!” nie informują.  Więc niech Kulka sama wybiera:

A – płetwal błękitny

Owszem, będzie szczęśliwa, że jej sukienka kosztuje tyle samo co ta w rozmiarze L, mimo, że na tę jej zużyto trzy razy tyle materiału. Ale… 1. Do końca życia wstydzić się będzie jedzenia tortu przy ludziach. 2. Jeśli spróbuje potruchtać, to tylko pod osłoną nocy, aby nie było widać rozbujanych fal, tfu… fałd. 3. A niebawem pewnie balkonik, bo wiadomo, że płetwale w środowisku lądowym poruszają się raczej niezdarnie.

B – rusałka Amelka

Zaakceptuje siebie dopiero wtedy, gdy zacznie żyć bez ciągłych rozterek, czy wystarczająco akceptuje swoje ciało i czy… krzesło wytrzyma. 1.  Bez zlewania się potem wejdzie bez trudu po schodach na – jak szaleć to szaleć – nawet trzecie piętro. 3. Nauczy się  gotować tak, żeby nie trzeba było używać trzech litrów Ludwika tygodniowo na zlikwidowanie resztek (!) tłuszczu z talerzy. 4. Na 40. lub 50. urodziny zrobi sobie prezent i przebiegnie ćwierć albo pół-maraton. Nie będziecie w stanie jej tego zabronić! 5. Bez uwłaczania własnej godności pasami obciągającymi, założy fajny ciuch (tj. mniejszy od worka na ziemniaki, niezależnie od metki). 6. Nie będzie rezygnować ze swoich największych życiowych pasji (podróże i muzyka) z powodu nie mieszczenia się w bramkach na lotnisku i przy wejściu na koncert rockowy! Tak, „taką siebie” można zaakceptować:-)

 PS. Diety online – zobacz tutaj

{ 7 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

magda Luty 11, 2013 o 8:55 am

To nie jest takie proste… :(

Odpowiedz

Monika Luty 11, 2013 o 9:01 am

Odchudzanie nie jest łatwe, ale też nie niemożliwe. Tylko naprawdę warto być z sobą szczerym. Nic Ci nie dały reklamowane diety, albo później było jojo? To więcej się nie katuj. Kto z Twojego otoczenia jest szczupły? Jak i co je? Jaki prowadzi tryb życia? Nie potrafisz tak? To spróbuj powoli wprowadzać zmiany. Warto, ja mam co do tego przekonanie:D

Odpowiedz

hajduczek Czerwiec 13, 2014 o 3:23 am

Ojej, a co zrobić w sytuacji, gdy – nie zmieniając nawyków żywieniowych (a raczej zmieniając trochę w stronę zdrowszego jedzenia) zaczyna się dośc gwałtownie tyć i po 4 latach ma się nagle o 30 kilo więcej, a potem – mimo nie podejmowania dalszych prób odchudzania (rozmaitych, przyznaję…) i nawet zaprzestania liczenia kalorii, unikania tłuszczu itp. – waga z grubsza „stoi” od 2 lat na stałym, niestety wysokim poziomie? Bo to właśnie mój przypadek. Dodam, że jedzący razem ze mną męscy członkowie rodziny są szczupli, a nawet chudzi (jako i ja dawniej byłam). Nigdy nie miałam problemów z tyciem mimo rozmaitych grzechów dietetycznych. A po 40-ce poleciałooooo! I do dziś nie wiem, dlaczego! I gdy w końcu kupiłam odzież w swoim rozmiarze, jakoś tam się pogodziłam, przestałam obsesyjnie zwracać uwagę na to, co jem (choć jako od lat wegetarianka odżywiam się raczej zdrowo, świadomie i niezbyt kalorycznie) – przyrost wagi zatrzymał się na szczęście, teraz waha się w ramach pór roku o jakieś 2-3 kg. Ale za nic nie mogę schudnąć, chyba po paru latach różnych ograniczeń jestem zmęczona i nie chce mi się już rezygnować z tej odrobiny, którą jem i smaków, które lubię…

Odpowiedz

Monika Czerwiec 13, 2014 o 8:09 am

Powodów różnistych może być mnóstwo… Po pierwsze czterdziestka to taka „magiczna” granica niestety, której przekroczenie często objawia sie właśnie kilogramami. Dlatego, że – jak pisałam – nasza przemiana materii zwalnia. Proszę zwrócić uwagę jak maleńkie porcje jedzą czasem starsi ludzie… I to dla ich przemiany materii i potrzeb jest wystarczające. Niestety, z wiekiem nasze porcje jedzenia powinny maleć, zwykle pierwszy tego objaw mamy własnie w tym wieku. Ale taka dynamiczna zmiana wagi jak u Pani może być związana z rozmaitymi chorobami, które jednak na szczęście nie skazują nas na nic;-) Po prostu po wdrożeniu leczenia jest łatwiej schudnąć. Prosze sprawdzić przede wszystkim hormony tarczycy (głównie tsh, choć nie zawsze samo tsh daje odpowiedz, USG tarczycy). Po 40-tce właśnie tarczyca, zwłaszcza u kobiet potrafi narozrabiać. Choc tu sygnałem byłyby także inne objawy: senność, sucha skóra, wypadanie włosów, słaba koncentracja itp. Mogą tez się z wiekiem pojawić problemy z cukrem. tez do sprawdzenia badaniami. Ale mogły tez sie zwyczajnie pojawić błędy żywieniowe, z których Pani nie zdaje sobie sprawy… Znam dziewczynę, która jadła wyłącznie sałatki i nie mogła schudnąć. Dopiero kiedy policzyłyśmy ile kalorii pochłania wraz z oliwą używana do sosów sprawa się wyjaśniła… Prosze sobie zapisywać dokładnie przez kilka dni co pani je i pije (o właśnie, znam jegomoscia, ktory z sokami pochłaniam 600 kcal dziennie;-) i przyjrzeć sie temu. Z dystansem. To czasami daje zdumiewające efekty:-) Ale tarczyce bym sprawdziła. 40tka to ulubiony wiek tarczycy… pozdrawiam!!!

Odpowiedz

hajduczek Czerwiec 13, 2014 o 1:26 pm

Bardzo proszę, nie „Pani”, internet rządzi się swoimi prawami:-)
Oczywiście przez te stresujące lata zmniejszyłam porcje, nie jadłam tłusto, nie pijam napojów słodzonych, bardzo rzadko soki, sporadycznie używam cukier, sklepowych słodyczy nie jadam wcale, a i w domu prawie przestałam piec, sama piekę chleb, żeby wiedzieć, co w nim jest, a i tak jadam go bardzo mało – na pewno nie codziennie… I mogę tak wymieniać i wymieniać, łapię się za głowę, gdy moi rodzice jedzą słodkie podwieczorki, gdy mama zabiela każdą zupę, gdy teściowa do każdej kawy i herbaty sypie po 2 łyżeczki cukru i wciąż nie pamięta, że ja nie słodzę wcale od bardzo wielu lat…

Oczywiście robiłam i badania kilka razy – cukier OK, wyniki krwi i moczu w normie, TSH też niby w normie, choć poziom dość wysoki, trafiłam nawet do endokryniologa, który przepisał jod i – zachęcił mnie do stosowania diety Dukana (była ona wtedy bardzo modna), co dla wegetarianki było wyjątkowo trudne i stresujące! I na pewno niezdrowe, bo myślę, że tylko pogorszyło mój stan.
Teraz wykluczyłam z diety nowoczesną pszenicę i przyglądam się sobie. Myślę, że po tej kilkuletniej walce nie jestem gotowa na podjęcie kolejnego wyzwania dietetycznego. Na razie cieszę się, że mnie nie przybywa, a to już coś. Może jakieś tam hormony się ustabilizowały? W każdym razie nie udało mi się poznać przyczyny wcześniejszego tycia, a lekarze też nie są pomocni. Jednak na pewno nie jest to obżarstwo czy nieświadome odżywianie.

Dziękuję za odpowiedź, pomoc i zainteresowanie moim komentarzem i pozdrawiam!

Odpowiedz

hajduczek Czerwiec 13, 2014 o 1:29 pm

Oczywiście endokrynologa, a nie endokryniologa, czytałam dwa razy przed publikacją a i tak nie zauważyłam błędu:-)

Odpowiedz

Monika Czerwiec 16, 2014 o 10:04 pm

Endokrynolog, czyli lekarz, ale zalecający Dukana. Wrrr. Ja rozumiem, że można lubić mięso albo go nie jeść z różnych powodów, ale żeby zalecać dietę, o której wiadomo, że jest szkodliwa, to już masakra:-( Dobrze, ze nie pozostały trwałe „ślady”, a mogły być i takie, jak uszkodzenie nerek czy dna moczanowa.
Ale faktycznie zastopowanie „przybywania” to już duży postęp. Z tym eliminowaniem kolejnych produktów tez lepiej ostrożnie, bo jeśli wyeliminujemy coś, na co wcale nie mamy nietolerancji, a przez dłuższy czas rzeczywiście nie będziemy tego spożywali, to przestają działać enzymy niezbędne do trawienia tego składnika. Ale poszukiwania rozumiem, sama szukam, bo mam hashimoto, ale u mnie nie ma podłoża genetycznego, więc mogło je wywołać coś w jedzeniu. Może za bardzo eksperymentuję;-)
Pomóc za wiele nie pomogłam, ale życzę, żeby za jakiś czas nadeszła motywacja:-) i siły. ale nie do walki. bo zbyt ostra walka zwykle bardzo męczy, ale żeby się udało małymi zmianami odwrócić kierunek, w jakim się dotąd zmieniała waga.
pozdrawiam!

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: