Uduś barana na święta

przez Natasza w dniu 4 grudnia 2012 · 0 odpowiedzi

W Internecie znalazłam fascynujący opis egzorcystycznego alfabetu. Polega on na uczynieniu igłą kilku liter na ręku i wprowadzeniu w ranki krwi przyjaciela. Operację wymienioną należy praktykować, gdy chce się z daną osobą zachować pewien związek. Wtedy bez względu na odległość, w jakiej znajduje się dwoje ludzi, mogą oni zakomunikować sobie wzajemnie o pewnych zdarzeniach. W tym celu jedna osoba nakłuwa z lekka umówione litery, a druga natychmiast odczuwa w tychże miejscach te ukłucia i tym sposobem wie, co pierwsza pragnie jej zakomunikować.

Ja chciałabym z kolei zakomunikować, że na święta zrobię duszoną baraninę. Jej przygotowanie można podciągnąć pod starosłowiańskie obrządki czarownic, więc pasuje do powyższego alfabetu. W tym celu należy kupić albo gotowy gulasz z barana, albo – żeby było magiczniej – wielką nogę barana oklejoną soczystym mięsem i na gulasz przerobić ją osobiście. Polecam to danie wszystkim, którzy są wkurzeni, mają dość swojej pracy, partnera lub obu tych rzeczy naraz i najchętniej nakłuliby igłą pół świata. Każdy z nas ma takie dni. I to jest właśnie idealny moment na wyładowanie energii przy pomocy baraniej nogi.

Nogę (barana, ale swoją też można)  najpierw trzeba umyć, wytrzeć do sucha i dokładnie obejrzeć czy nie jest czasem mniej owłosiona od naszej! To dopiero wstyd! Następnie chwytamy tasak oraz nóż do sushi i zaczynamy łomotać. Mięso powinno rozpryskiwać się po całym blacie, tworząc na nim runowe mozaiki, aż w końcu w rękach pozostanie nam sama naga kość.

Obwąchujemy ją

i wrzucamy do wody, żeby się ugotowała. Nie dla nas – dla psa, jeśli go posiadamy. Następnie zbieramy ścierwo z blatu i wrzucamy do gara, żeby się udusiło i przestało świerzbić w nosie zapachem krwi niewinnego baranka. Następnie do mięsa dodajemy posiekaną cebulę i marchew podduszone na oliwie, odrobinę papryczki chili i startego imbiru, małą garść kolendry, szczyptę anyżu i pół litra wody z rozpuszczoną kostką rosołową. Po 20 minutach, jak baran zmięknie, dorzucamy pokrojone na ćwiartki ziemniaki, a po kolejnych 10 minutach osiem połówek małych gruszek i garść suszonych moreli. Na koniec wsadzam łeb do gara i wyjemy: uhuuu, żeby całości dodać atmosfery pewnego obrządku. Jeść będziemy dnia następnego, baran musi się przegryźć i zrozumieć, że nie wszystkim jest dane skakać po zielonych łąkach do późnej starości.

Przepis dla porządku:

pół kilo baraniny (gulasz)

2 cebule

2 marchewki

szczypta chili

pół łyżeczki startego świeżego imbiru

mała garść suszonej kolendry

szczypta anyżu

10 niewielkich ziemniaków lub 5 dużych pokrojonych w ćwiartki

osiem połówek gruszek

10 suszonych moreli

Mniam!

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: