Truskawkowe tiramisu

przez Natasza w dniu 13 lipca 2013 · 2 odpowiedzi

tiramisu1

Szybki, prosty, mało kaloryczny i smaczny deser na lato. Zrobiony w celu pocieszenia pewnego faceta, którego wykończyła własna żona. Bo jak się okazuje – kobiety też potrafią być potworami.

Pierwszy dzień wolności, czyli orzeczenie rozwodu. A jeszcze 15 lat temu byłam na ich ślubie. Mój znajomy, łagodny szatyn o spojrzeniu labradora, oświadczył się wtedy kobiecie przeuroczej na pierwszy rzut oka, która zaraz po ślubie uległa nieprzyjemnemu przepoczwarzeniu. Oświadczył się romantycznie, bo w Walentynki, z brylantową łzą w oku, brylantowym pierścionkiem ukrytym w marcepanowym ciasteczku i nadzieją na brylantową przyszłość.

Zaczęło się niewinnie. Najpierw żona przypominająca raczej Modliszkę, zapragnęła pieska. Włochatego, biszkoptowego i z okiem niebieskim, bo taki pasował jej do koca. Piesek pojawił się zatem i Modliszka pokochała go miłością natychmiastową, która trwała równy miesiąc. Później uznała, że biszkoptowa kulka trochę za szybko urosła, zbyt często pragnie wyjść na dwór, a na dodatek paskudnie cuchnie jej z psiej mordy. Piesek został wprawdzie, ale całkowita opieka nad nim spadła na męża, zwanego Łosiem. Rok później do pieska dołączył drugi piesek, tym razem czarny, gdyż oba wyglądały pięknie pod ogrodowym kasztanowcem.

Ogród był jej kolejną miłością. Niestety jego utrzymanie przekroczyło możliwości Modliszki więc Łoś zatrudnił ogrodnika, a potem pomoc ogrodnika i na wszelki wypadek dogadał się też z panem Jasiem, który był specjalistą od kretów. Modliszka była zachwycona. Wylegiwała się pod krzewami na miękkim materacu i w skrytości ducha marzyła o Murzynku, który by wachlował jej zgrabne ciało, ale ponieważ wiedziała, że Murzynek mógłby zostać źle odebrany społecznie, wybrała wentylator. A potem urodziła dzieci, bo zawsze uważała, że matka powinna być młoda, by móc pięknie wyglądać w rodzinnym albumie i ewentualnie drażnić swą urodą inne matki.

Dzieci okazały się mądre i idealnie wkomponowały się w wizję świata Modliszki. Po pierwsze od maleńkości polubiły tiulowe sukienki (dziewczynka) i miniaturowe garniturki (chłopiec), chętnie pozowały w studiu fotograficznym i błyskawicznie opanowały naukę gry na fortepianie. Dziewczynka dodatkowo miała złote loki, czym całkowicie podbiła serce swej matki. Modliszka zajmowała się sferą duchową swych pociech i dobierała stroje pod kolor pieluch, a Łoś grzebał w kupach i szorował maluchy w wannie.

Po kilku latach Modliszka zapatrzyła się nieco dłużej w swoje lustrzane odbiecie i poczuła gwałtowy podmuch przemijania. Miała wtedy lat trzydzieści. Nim minął kolejny rok jej twarz wypełnił botoks, usta kolagen, a włosy przedłużyły się o dobre pół metra. Co więcej czesał je trzy razy w tygodniu profesjonalny stylista, gdyż Modliszka nie potrafiła dojść do ładu z suszarką, wielką szczotką i supełkami na głowie. Do fryzjera dołączyła pedikiurzystka Ula oraz pani Basia, mistrzyni tipsów i naklejania kwiatuszków na wypielęgnowane paznokcie. Gdy Łoś próbował napomknąć, że przecież uroda Modliszki nie wymaga aż takich starań, otrzymał siedmiominutowy wrzask, trzaśnięcie drzwiami i czterodniowe milczenie. Gdy zrozumiał swój błąd, natychmiast ofiarował swej żonie dwutygodniowe SPA nad morzem.

Pech chciał, że SPA zbiegło się z jego grypą. Modliszka dostała napadu histerii i zadzwoniła do wszystkich znajomych, by poinformować ich, że jej związek prawdopodobnie dobiega końca, że mąż okazał się kretynem, że nie można na niego liczyć i, że ona powinna mu się dokładniej przyjrzeć przed ślubem, ale cóż, miłość jest ślepa. Koniec końców Modliszka wyjechała do SPA, by ukoić skołatane nerwy, a Łoś został z dwójką dzieci plus psy plus grypa. Poddał się dopiero przy zapaleniu płuc i skorzystał nieśmiało z pomocy teściowej. Modliszka tymczasem wymasowała sobie każdą część ciała, nawilżyła skórę i zregenerowała ją w specjalnej kapsule młodości. Odmieniona wróciła z odrobinę większym zapasem tolerancji i dała się przeprosić za grypę. Trzy lata później wyrzuciła męża z domu, bo jej się znudził i wyglądał na zmiętego.

Jeśli macie wśród znajomych równie wykończonych małżeństwem osobników, zróbcie im na pocieszenie truskawkowe tiramisu.

tiramisu7

Potrzebujemy:

serek homogenizowany 250 g

serek mascarpone 150 g, lub jeśli chcemy, by było bardziej dietetycznie – rezygnujemy z mascarpone i zwiększamy ilość serka homogenizowanego

100 ml słodzonego mleka skondensowanego lub syropu z agawy (mniej kalorii)

1 jajko (też można zrezygnować, jeśli ktoś w upały nie lubi ryzykować z surowym jajkiem)

biszkopty

truskawki

sok truskawkowy lub nalewka malinowa (jeśli dzieci nie będą jadły)

tiramisu6

Serki ucieramy z mlekiem skondensowanym oraz żółtkiem (opcjonalnie). Osobno ubijamy białko i dodajemy do masy. Na spodzie szklanego naczynia układamy biszkopty nasączone sokiem lub nalewką. Następnie nakładamy warstwę masy serowej i pokrojone na plasterki truskawki. I znowu – biszkopt, masa serowa i na wierzch truskawki. Ilość warstw zależy od wielkości naczynia. Na koniec możemy udekorować truskawki czekoladową lub cukrową posypką – ale to też opcjonalnie.  Całość wjeżdża na 3-4 godziny do lodówki. Serwujemy w maleńkich szklanych pojemniczkach, szklankach lub słoiczkach.

tiramisu5

tiramisu2

Smacznego!

deserwsloikuembed_afaSZRuZENy7wks1k99UEKpJC1CfzQzz

{ 2 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

kasia Lipiec 13, 2013 o 5:00 pm

oj, niestety baby też potrafią być straszne. A „Łoś” powinien być wdzięczny losowi, że się z tego koszmaru uwolnił ;)
Do tiramisu ‚light’ polecam ricottę! To patent stosowany od jakiegoś czasu przez (zaczynających odkrywać zdrowe odżywianie) Włochów.. A smakuje serio bardzo dobrze :)

Odpowiedz

Natasza Lipiec 13, 2013 o 5:05 pm

O, tak! Ricotta jest super delikatna, może świetnie zastąpić tłustawe mascarpone ;-)

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: