Toskańska zupa dla Krzysia Hołowczyca

przez Monika w dniu 17 czerwca 2013 · 0 odpowiedzi

toskańska pomidorowaKiedy się podróżuje z dziećmi lat np. 5 i 7, to kląskania a’la Shrek „A daleko jeszcze?” można się spodziewać zwykle od wrzucenia drugiego biegu pod domem. W ubiegłym roku moje kicie doprowadziły mnie tym pytaniem – powtarzanym średnio co 20 km na 1500-kilometrowej trasie – do ślinotoku, drgawek i szczękościsku. Dlatego tym razem zawczasu odbyłam z nimi poważną rozmowę:

- Kochane córeczki, jeśli usłyszę choć raz „a daleko jeszcze?” to zapewniam Was, że wylądujecie zakneblowane w bagażniku lub poczekacie na najbliższej stacji ok. 2 tygodnie, aż mamusia będzie wracać z wakacji. Przejęły się, poznałam po pytaniu: co to knelblowane? I po tym, że po naszym wyjeździe z domu po ok. 5 km padło:

- Mamo, uważam, że to będą bardzo udane wakacje!

- Dlaczego tak sądzisz?

- Bo jedziemy już strasznie długo, a my jeszcze nie zapytałyśmy czy daleko jeszcze!

Duma je szczerze rozpierała. Ale bystrzaki znalazły sposób: poprosiły o informowanie na bieżąco ile km do celu wyświetla GPS.

Trauma nr 2. Siku. I te inne. Dzieci, które w domu czasem zapominają o istnieniu toalety i dopiero po sposobie chodzenia lub siedzenia można poznać ich potrzeby fizjologiczne, podczas podroży samochodem odczuwają nieodpartą chęć opróżniania pęcherza średnio co 15 minut – przy czym dwoje dzieci nigdy w tym samym czasie oczywiście. Dlatego miałam ochotę sprawdzić w jakichś mądrych badaniach naukowych jaki jest rekord długości przeżycia bez podawania żadnych płynów lub czy cewnikowane dziecko może podróżować w pozycji siedzącej. No generalnie matczyna miłość i cierpliwość wyparowuje w samochodzie dość szybko;-)

Czy ktoś jest w stanie swoim głosem nieść otuchę w tak trudnych chwilach? Tak! Krzysztof Hołowczyc! (no oczywiście jeśli ma się akurat wersję programu GPS z jego głosem). I kit, że czasem brzmi jak szaleniec, zwłaszcza jeśli po wybraniu „prowadź do” z punktu A do punktu B w opcji „trasa krótka” kieruje nas na szutrową drogę przez góry (bo skąd biedak miał wiedzieć, że akurat nagle zza węgła, a raczej zza wzgórza wyskoczy burza i potoki wody oraz błota będą płynęły w poprzek niezabezpieczonych czymkolwiek bardziej ścieżek niż dróg). „Uwaga, za 20 metrów zakręt w prawo, następnie zakręt w lewo, następnie ostry zakręt w prawo, następnie ostry zakręt w lewo i od razu zakręt w prawo…” – bardzo kurka śmieszne. Na szczęście pan Krzysztof genialnie łagodził napięcie, informując (częściej niż moje laski chciały siku), że „Jesteś poza trasą, nowa będzie lepsza!”. Po spędzeniu w samochodzie razem w sumie ok. 40 godzin sądzę, ze mogę pozwolić sobie na małe spoufalenie: Krzysiu, dziękujemy z wspólne wakacje, ta zupa specjalnie dla Ciebie!

Toskańska zupa pomidorowa z soczewicą

toskańska pomidorowa2To nie jest typowy przepis toskański, ale raczej moje włoskie inspiracje. Dotąd pomidorową robiłam albo z makaronem albo (zwłaszcza jeśli chłodnik) z grzankami, ale wersja ze strączkowymi baaardzo mi pasuje:-) Zwłaszcza, że dzięki temu zastępujemy białą mąkę (więc węglowodany proste, do tego często gluten) wartościowym białkiem, błonnikiem itd. Taka zupa jest bardzo syta. A oliwki i kapary dają jej fantastyczny smak. Trudność wykonania – poziom: 4-letnie dziecko pod nadzorem dorosłego.  

- 3 puszki pomidorów krojonych bez skóry

- 200 g zielonych oliwek z zalewy, bez pestek (po odsączeniu – info zwykle na etykiecie)

- 50 g kaparów (po odsączeniu)

- 2-4 łyżki oliwy z oliwek

- 5 ząbków  czosnku

- 150 g czerwonej soczewicy (lub innych niewielkich strączkowych)

Soczewicę płuczemy i gotujemy na „prawie miękko”. Pokrojony czosnek dusimy 3 minuty na oliwie (delikatnie, żeby go nie zwęglić), wlewamy pomidory, dodajemy oliwki i kapary, zagotowujemy. Wrzucamy soczewicę (odsączoną z wody, w której się gotowała), gotujemy dosłownie 5 minut i już, gotowe.

Ja lubię właśnie tak, bez nadmiaru ziół (ewentualnie odrobina cytrynowego tymianku), bo słodkawe pomidory genialnie się zgrywają z kwaśno-słonym, dominującym smakiem kaparów i oliwek. W wersji „dieta lecznicza” po prostu dziękujemy za udział w spektaklu oliwie, a czosnek dusimy w odrobinie wody. Oczywiście uważnie czytamy etykiety oliwek i kaparów, żeby wybrać takie, których zalewy nie zawierają całej tablicy Mendelejewa.

 

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: