Tort makowy z pomarańczami i kaprys ciążowy

przez Natasza w dniu 22 lutego 2013 · 4 odpowiedzi

mak-002

Po raz pierwszy upiekłam go w dniu, w którym moja koleżanka oznajmiła, że jest w dwóch stanach: błogosławionym i bezrobotnym. Ten drugi wyniknął z pierwszego. Na to wszystko nałożyła się zachcianka ciążowa - ma być słodko, ale też kwaskowato albo raczej gorzkawo i żeby się rozpływało w ustach. Przyszłe matki mają niewiarygodną czułość kubków smakowych.

A było to tak. Moja koleżanka, której zegar biologiczny tyknął dnia pewnego tak głośno, że aż mu wypadła kukułka, podjęła ryzyko. Zaszła w ciążę i z uśmiechem błogostanu na twarzy, udała się do pracodawcy podzielić tą radosną nowiną. Pracodawca niestety okazał się szują. Najpierw zbladł nieatrakcyjnie, wypuścił nosem powietrze i wycelował oskarżycielski palec w brzuch mojej koleżanki.

- Nie zgadzam się – oznajmił po chwili – proszę się uspokoić i wracać do pracy. Koleżanka zamilkła poruszona logiką jego myślenia i ozajmiła, że ciąża jest już niejako faktem dokonanym i do pracy wróci, owszem, ale na jakieś pół roku, bo później musi sobie zrobić przerwę. Choćby na sam poród. Pracodawca wsykoczył zza biurka, wykonał trzy piruety nie mające związku z tematem, a potem wykrzyczał stresując płód, że etat z pewnością nie będzie na nią czekał, że w zasadzie to już zajmuje go ktoś inny, komu nie w głowie takie bzdury jak bachor. I tak zakończyła się pięcioletnia, administracyjna kariera mojej koleżanki, bez odprawy, tortu i pożegnalnego bankietu.

- Chcę chociaż tortu – załkała nieszczęśliwa.

Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Ja co prawda w ciąży miałam ochotę tylko na pomidory, ale doskonale roumiem potrzebę tortu.

- Słodki? – spytałam.

- Słodki, ale przełamany trochę. Może czymś kwaśnym, albo lepiej gorzkawym.

- Kierunek?

- Mak!! Mak!!! I masa kremowa, ale taka, żeby nie było za dużo masła i żeby całość rozpływała się w ustach. To mnie ukoi.

- A opiaty? – spytałam.

- Tylko dzisiaj. Potem już nie będę jeść maku, obiecuję – chlipnęła.

Zerknęłam do szuflady – mam mak. Super.

 mak6-001

Dziś moja koleżanka jest szczęśliwą mamusią. Szczęśliwą, choć nadal bezrobotną. I walczy niczym Don Kichot z wiatrakami z dyskryminacją młodych matek. W jej rodzinnym mieście jest urokliwy sklepik z butami, ładnymi, drogimi i bardzo na czasie. Do sklepiku wchodzi się schodkami w dół. Jest dość ciasno, ale stylowo. Na drzwiach wisi karteczka – prosimy nie wchodzić z wózkami! Słusznie! Przecież matka z wózkiem nie jest żadną klientką! Na pewno nie potrzebuje nowych butów, bo wszystko wydaje na mleko i papki! Popatrzeć też jej nie wolno, bo jeszcze dziecię się obudzi i splunie na kosztowy trzewik kaszką, albo rozedrze się w najmniej odpowiednim momencie. Jeszcze przyjemniej jest w rodzimej komunikacji miejskiej. Widziałam kiedyś młodą mamę, naturalnie z doczepionym do niej wózkiem, która oczekiwała grzecznie na przystanku. Kiedy podjechał autobus, najpierw została odepchnięta przez staruszki bez życia, które na widok otwieranych drzwi poczuły adrenalinę w żyłach i żwawo rzuciły się w ich kierunku, taranując to i owo. Kobieta odczekała pokornie, a następnie spróbowała dostać się do środka, nadludzkim wysiłkiem unosząc wózek na pierwszy (dość wysoki) stopień autobusu. Bezskutecznie. Druga próba również się nie powiodła, gdyż zniecierpliwiony kierowca po prostu odjechał.

Takie sytuacje może uratować tyko jedno – porządna porcja endorfin. A moim zdaniem najwięcej endorfin siedzi w ciastach i tylko czeka, by dodać nam otuchy. Inspiracją do tortu makowego dla ciężarnej był przepis z Moich Wypieków. Absolutna rewelacja.

 mak4-002

Potrzebujemy:

300 g maku

250 g cukru (drobnego)

8 jajek

3 łyżki kaszy manny (ja dałam mąkę kukurydzianą)

2 łyżki bułki tartej

pół łyżeczki proszku do pieczenia

odrobina olejku migdałowego

Mak zalewamy wodą i gotujemy około 20 minut. Następnie należy go odcisnąć i zemleć na bardzo drobno (np. w kuchennym robocie). Oddzielamy żółtka od białek i ucieramy je z cukrem aż powstanie puszysta masa. Dodajemy mak, kaszę lub mąkę kukurydzianą, bułkę tartą, proszek do pieczenia i olejek. Całość miksujemy. Osobno ubijamy białka i dodajemy do masy makowej.

Tortownicę (23-25 cm) wykładamy papierem i wlewamy do niej masę makową. Pieczemy około 45 minut w temperaturze 175 stopni (do suchego patyczka). Studzimy w lekko uchylonym piekarniku.

mak5-001

Kiedy jest zimne, przecinamy je wzdłuż dwa razy, aż powstaną nam trzy blaty. Nasączamy je likierem pomarańczowym (ok. 50 ml) zmieszanym z dwoma łyżkami wody.

Na masę potrzebujemy:

600 g serka mascarpone

300 ml kremówki

5 łyżek drobnego cukru

odrobinę wanilii

Śmietanę ubijamy na sztywno, pod koniec dodając cukier. Osobno ukręcamy serek mascarpone z wanilią i dodajemy do niego śmietanę. Każdy blat smarujemy najpierw konfiturą pomarańczową (ja zmieszałam angielską z gorzkimi pomarańczami ze słodkim dżemem pomarańczowym), a następnie kremem. Wierzch tortu i boki smarujemy tylko kremem i posypujemy wiórkami czekoladowymi. Całość dekorujemy np. pomarańczowymi galaretkami.

mak1-001

Po zjedzeniu dwóch i pół kawałków tortu koleżanka i jej zarodek poczuli się zdecydowanie lepiej. Opiaty (substancje otrzymywane z przetworów maku) na szczęście im nie zaszkodziły.

mak2-001

A już jutro kurczak mole a’la Frida Kahlo!!!!

:-)

{ 4 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Natalia Luty 22, 2013 o 4:41 pm

Niestety taka dyskryminacja przez pracodawców jest na porządku codziennym (nawet robiłam badania na ten temat)… Dobrze, że koleżanka ma kogoś takiego kto choć trochę ją pocieszył takim cudownym tortem

Odpowiedz

agu Marzec 25, 2013 o 11:35 am

Kocham ten tort – znalazłam przepis 2 lata temu, i od tamtej pory zawsze robię go na Boże Narodzenie – raz w roku, bo jest potwornie sycący; biszkopt makowy nasączam likierem Cointreau z wodą, a do masy dodaję, oprócz wanilii – trochę Amaretto, nauczona doświadczeniem z domowym tiramisu:) – migdałowy likier dodaje całości „pazura” ; ciacho najlepiej smakuje na 2-3 dzień po przygotowaniu; wierzch posypuję prażonymi migdałami, nie czekoladą

Odpowiedz

agu Marzec 25, 2013 o 11:36 am

nie prażonymi migdałami oczywiście, tylko płatkami….jak ich nie zeżrę, bo uwielbiam:)

Odpowiedz

Natasza Marzec 25, 2013 o 11:39 am

Ja chyba się skuszę i zrobię go też na Wielkanoc :-). Prażone płatki migdałów to też super pomysł. Mniam!

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: