Tarta z borówkami i białą czekoladą na Dzień Matki

przez Natasza w dniu 26 maja 2013 · 7 odpowiedzi

borowka7

Z okazji Dnia Matki pognałam na spotkanie z moimi koleżankami Mamusiami, aby wspólnie przestudiować procesy wychowawcze naszych skarbów i odnotować sukcesy rodzicielskie. Po kilku godzinach upiłyśmy się z przerażenia. Bycie Mamusią we współczesnych czasach jest trudniejsze niż zabicie i wypatroszenie tura tysiące lat temu.

Mamusie bowiem są różne. I tak np. Mamusia Numer Jeden ma obsesję uszczęśliwiania. Jeszcze w ciąży zakupiła milion śpioszków i sukieneczek, które okazały się równie śliczne, co niewygodne i jej córeczka zawsze miała coś tam podwinięte, odciśnięte i uwierające, za to wyglądała cudnie. Mamusia Numer Jeden to pokolenie chińskich piórników, burych tornistrów i Relaksów na nogach. Klocki Lego mieli ci lepsi, o Barbie niewielu słyszało. No więc Mamusia odreagowuje te smutne lata i biega po sklepach w poszukiwaniu najcudowniejszych zabawek świata. Zanim jej córeczka pomyśli o kucyku, kucyk ląduje na półce, a obok niego różowa stajnia i zestaw kucykowych gadżetów. Mamusia dorzuca jeszcze trzy lale wielofunkcyjne, mruczącego misia i kicającego zajączka, a potem patrzy z przerażeniem na swoją córeczkę, która bawi się patykiem w kałuży. Co zrobiła źle?

Mamusia Numer Dwa jest Kwoką. Biega za swoim maluchem i usuwa mu kamyki spod nóg, aby się broń Boże nie potknął. Wszystkie kanty owinęła szmatami i choć jej synek ma już cztery latka nie pozwala mu wchodzić samemu po schodach, na kanapę, ani nawet na krzesło, bo jeszcze gruchnie o ziemię i roztrzaska się jak porcelanowa figurka. Maluch nie wie co to rowerek i biegać w zasadzie też nie może, bo nigdy nie wiadomo, kiedy na drogę wyskoczy żaba i mu nogę podstawi. Świat otaczający synka Kwoki to jedno wielkie zagrożenie. Winda może się urwać, lew przegryźć pręty klatki w ZOO, z morza wynurzyć się rekin, a w teatrzyku dla dzieci spaść żyrandol na głowę. Najbezpieczniej jest tylko w ramionach Mamusi. No i synek siedzi w tych ramionach, a jak poszedł do przedszkola (na stanowcze żądanie Tatusia) to się okazało, że jest oferma, dupa i dzieci nie chcą się z nim bawić. Za to jako jedyny nie miał dotąd guza.

Mamusia Numer Trzy uzależniła się od poradników „Jak wychowywać dziecko” i nawet kaszkę serwuje swojemu maluchowi według jakiejś tam książki. Jej życie to jeden wielki schemat wychowawczy. Poród przebiegł książkowo, bo oddechów uczyła się nawet przez sen, a w szkole rodzenia była stawiana za wzór. Jej dziecię to mieszanka poradników, programów edukacyjnych i fachowej literatury. Raz w tygodniu rybka, bo to zdrowo, czekolada dwa razy i tylko pół kosteczki, bajka od 14. do 14.23, trzy drzemki, krótkie, ale naładowujące organizm, dwa spacery, zawsze naukowo-poznawcze (huśtawka dozwolona w weekendy), a wieczorem rozluźniający masaż ciała i bajka edukacyjna z morałem. Żadnych durnych kolorowanek, żadnego nudzenia się i gadania do misiów. Tyle, że jak dziecię pojechało z Babcią na wakacje, to się tak wystraszyło czasu wolnego, że na wszelki wypadek poprosiło o lekcje czytania. Aż Babcię zatkało.

Bycie Mamą to sztuka!!! Oczywiście mądre jesteśmy dopiero wtedy, jak już same zostaniemy Mamusiami. Dzisiaj dla wszystkich Mam, ulubiona tarta mojej Mamy – z borówkami i kremem z białej czekolady!!

borowka1

borowka9

Na ciasto kruche potrzebujemy:

230 g mąki

65 g cukru

opakowanie cukru waniliowego

ok. 200 g masła

Wszystkie te składniki wrzucamy do maszyny i wyrabiamy ciasto (można też ręcznie). Jeśli będzie za suche, możemy dodać łyżkę kwaśnej śmietany. Następnie wciskamy je w okrągłą blachę o średnicy ok 28 cm. Wstawiamy na pół godziny do lodówki, by ciasto trochę stwardniało. Wyciągamy, nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika na 170 stopni na około 30-35 minut. Ciasto musi ładnie się upiec.

borowka

Na krem potrzebujemy:

200 ml śmietany kremówki

120 g serka Mascarpone

100 g białej czekolady

100 g mleczka skondensowanego

konfiturę z czarnej porzeczki

Ubijamy na sztywno kremówkę, następnie dodajemy do niej mleczko skondensowane oraz serek mascarpone i dalej ubijamy. Na koniec wlewamy roztopioną w kąpieli wodnej białą czekoladę i dokładnie mieszamy. Wystudzony spód smarujemy konfiturą z czarnej porzeczki (lub jagód).

borowka5

Na konfiturę nakładamy nasz krem, a na wierzch wysypujemy borówkę amerykańską. Całość wjeżdża na kilka godzin do lodówki. MAMY będą zachwycone!!!!!!

borowka4

borowka8

{ 7 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Tatiana Maj 26, 2013 o 9:56 am

Czy coś zaszkodzi tej słodkości, jeśli upiekę ją w zwykłej tortownicy?

Odpowiedz

Natasza Maj 26, 2013 o 11:06 am

Nie, myślę, że w tortownicy też można. Tyle, że jeśli krem będzie zbyt rzadki, a ty zdejmiesz obręcz, masa może ciut spłynąć. Dlatego forma do tarty jest pewniejsza. Albo zostawisz tortownicę z obręczą. Albo dodasz żelatyny do kremu, żeby był bardziej „twardy”. :-)

Odpowiedz

kasia Maj 26, 2013 o 10:21 am

Piękna tarta, i na pewno bardzo smaczna :) aż mi smutno, że Mama w Polsce, a ja na drugim końcu Europy… Ale przy najbliższej okazji na pewno jej taką tartę zaserwuję :)
Bardzo ciekawa obserwacja na temat typów mam… Moja siostra jest mieszanką „Mamy książkowej” z „Mam to w nosie, rób co chcesz”. Najpierw wychowywała syna z podręcznikiem w ręku i był idealnie wręcz „wytresowany”, ale jak pojawił się drugi, to okazało się, że to nie takie proste. Więc obecnie jest tresura, aż jej się znudzi- wtedy odpuszcza. Więc wygląda to mniej więcej tak:
„Nie dostaniesz słodyczy. To nie zdrowe! Jutro jest dzień na słodkości to dostaniesz kostkę czekolady albo ciasteczko owsiane. Nie, nie, nie! Dzisiaj nie jemy słodyczy! Jak ładnie zjesz obiad, to dostaniesz suszoną morelę!”
Po 30 minutach takiej dyskusji następuje:
„Masz tego batona, tylko daj mi już święty spokój!”.
Szkoda gadać…

Odpowiedz

Natasza Maj 26, 2013 o 11:03 am

Moja Mama też w Polsce, a ja w Niemczech, ale dzisiaj akurat jest u mnie :-).
A co do koleżanki, to też miałam podobną przygodę. Przyszła do mnie w odwiedziny z synkiem i mówi do niego: „pobaw się z pieskiem, zobacz jaki ładny, piesek nic Ci nie zrobi”. Mały podszedł do naszej Tajgi, pogłaskał ją, pociągnął ciut za ucho, na co Mama z wrzaskiem: ” Uważaj, bo piesek ugryzie. Nie wolno zaczepiać piesków”!!!! Zdębiałam, słowo daję :-)

Odpowiedz

Inspirowane Smakiem Maj 26, 2013 o 11:36 am

Oj zdecydowanie bym taką zjadła;)

Odpowiedz

Natasza Maj 26, 2013 o 11:40 am

To biegiem do kuchni!!!!:-)

Odpowiedz

gin Maj 27, 2013 o 8:36 pm

Ja nie jestem Mamą, więc się z innych staram nie podśmiewywać, bo nie wiadomo, co sama będę wyczyniać ;) Ale muszę przyznać, że jak czasami patrzę na koleżanki, właśnie młode mamy, to w duchu powtarzam „Panie Boże, jak będę taka, to niech mnie, proszę, piorun trzaśnie” ;)
A tarta wygląda obłędnie, mojej Mamie też by smakowała :)

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: