odchudzanie

Tymiankowe kaszotto z karczochami

przez Monika w dniu 11 lutego 2016 · 0 odpowiedzi

kasza z karczochamiW pobliżu mojego miasteczka jest Śnieżycowy Jar. Cudne miejsce, w którym, w lesie, wiosną zakwitają całe połacie śnieżyc. Rezerwat oczywiście, bo to jedyne takie miejsce na nizinach. Polecam na jakiś weekendowy spacer! A naszło mnie na ten temat, ponieważ w tym roku śnieżyce już wychynęły z ziemi! Zwykle kwitły w okolicach Świąt Wielkanocnych, ale w tym roku było im już w tyłki, a dokładniej w cebulki tak ciepło, że ruszyły. Czują zbliżającą się wiosnę!

A to oznacza, że niebawem zrzucimy ciepłe czapy i grube rajtuzy, więc trzeba zagęścić ruchy ze zrzucaniem sadła zimowego! W tym celu przyda nam się sporo warzyw, a ostatnio wpadły mi w łapki i na patelnię karczochy. Polecam, bo mają bardzo mało kalorii, tycio tłuszczu, a do tego zawierają aż 4 substancje wspomagające odchudzanie: cynaryna (poprawia przemianę materii i trawienie, reguluje poziom cukru, poprawia metabolizm lipidów) , inulina (wzmacnia uczucie sytości), kwas chlorogenowy (zmniejsza wchłanianie cukrów), niacyna (także przyspiesza metabolizm). To może łatwy obiadek z karczochami?

Tymiankowe kaszotto z karczochami

IMG_5437- 5 ząbków czosnku

- 2-3 łyżki oliwy

- łyżka tymianku suszonego

- 300 g karczochów (jedno opakowanie mrożonego z marketu na „L”)

- 2 szklanki bulionu warzywnego (znalazłam bio kostki bez oleju palmowego! Ha! Oczywiście można też swój, jeśli macie)

- szklanka, z czubem, kaszy gryczanej białej, niepalonej

- łyżeczka tartej skórki cytrynowej (plus ciut więcej do dekoracji)

- garść suszonych pomidorów z zalewy (ja miałam takie w zalewie z kaparami, ale to już nie ma takiego znaczenia)

Na patelni, na oliwie, należy zeszklić plasterki czosnku. Do tego wrzucamy tymianek, odrobinę soli i kaszę. Chwilę mieszamy na dość mocnym ogniu, żeby kasza równomiernie pochłonęła aromaty. Następnie wrzucamy karczochy (nie trzeba rozmrażać) i dolewamy bulion. Dusimy pod przykryciem, aż kasza zmięknie. Pod koniec dorzucamy jeszcze skórkę cytrynową.

Podajemy z kawałkami suszonych pomidorów, które genialnie przełamują smak kaszy z karczochami i skórką cytrynową.

Mała podpowiedź – dzieciom bardziej smakowało z dodaną na końcu odrobiną masła wiejskiego.  

 Smacznego odchudzania!

Monia

jablecznik orkiszW ramach wiosennego odchudzania żywieniowa wariatka postanowiła ruszyć częściej tyłkiem i nóżkami. Pod byle pretekstem. Każdy krok więcej, to jakiś tam ciutek tłuszczu mniej. Każdy spacer, to kropla sadła wytopiona i spływająca do adidasów. Każdy pretekst jest dobry – do ruszania się!

Idąc tym tropem myślenia, postanowiłam pójść pieszo po chleb do sklepu. Do najbliższego sklepu kilometr. Nuda. Mało. No to polecę pieszo do następnego – 2,7 km! W obie strony to już spacerek ponad 5 km. :-) Gnałam zachwycona prostotą genialnej idei, z włączoną aplikacją endomondo, gdyż jestem z tych, które się  lubią jarać, jak w kwietniu uda się zrobić więcej kilometrów, niż w marcu. Z plecakiem, żeby zakupy wygodnie targać, bo z siatką maszeruje się niezbyt wygodnie.

Na miejscu w koszyku sklepowym wylądował chleb, potem mi się przypomniało, że skończyły się w domu banany. I proszek (2 kg), bo pranie trzeba zrobić. Płyn do płukania też koniecznie. Wielka butla, bo małych nie produkują. Szampon, żel pod prysznic, dwa jogurty greckie, borówki amerykańskie mrożone. Po drodze się rozmrożą, ale to nic, zeżremy je od razu. Potem tylko jakaś sałata, akurat żeby po dopchnięciu kolanem udało się zamknąć plecak. Dumna byłam z siebie. Przecież dodatkowe obciążenie sprawi, iż spalać będę w marszu jeszcze więcej kalorii, niż zwykle. Po pierwszym kilometrze jeszcze udawałam dumną. Po drugim już nie. Ostatnie pół kilometra człapałam. Jakieś 200 metrów przed domem odezwał się nagle telefon, a dokładniej endomondo. Kolega, który zauważył na stronie internetowej, że właśnie trenuję i spada mi tempo, chciał mnie podnieść na duchu. „Go, go, go!” – wykrzykiwał za kolegę damski głos z automatu, a ja ostatkiem silnej woli nie wyrzuciłam telefonu do pobliskiego strumyka. Ale jak spotkam kolegę, to mu powiem! Jabłecznik to przez niego!

Jabłecznik orkiszowy

jablecznik orkisz1Maleńki kawałeczek. Z rozpaczy po morderczym spacerze tragarza. Akurat był w domu, bo córcia zażyczyła sobie, żeby zamiast kremowego mazidła zwanego tortem urodzinowym zrobić właśnie jabłecznik. I miała rację. Tort, niezależnie od kształtu, nawet jeśli skrzy się kolorami, zwykle zostaje przez dzieci z grubsza podziubany, następnie wylatuje do kosza. Natomiast mała zgraja dzieciaków zeżarła (wraz z rodzicami co prawda) porcję jabłecznika z kilograma mąki. Polecam!

Z takiej kilogramowej proporcji można zrobić wielką blachę szarlotki. Albo blachę i jeszcze tortownicę lub inna mniejsza formę (jeśli sypiemy cienką warstwę ciasta). Proporcje łatwo podzielić na pół, gdybyście mieli do wykarmienia mniej niż pół przedszkola;-)

- 1 kg maki orkiszowej, ale drobniej mielonej, bo całkiem razowa do takich wypieków się nie nadaje. Ja dałam z przemiału 750.

- 500 g masła klarowanego (wiaderko – wiem, wiaderko masła brzmi strasznie! ale klarowane podobno lepsze, a postaram się jeszcze podrasować ten przepis na olej kokosowy)

- 2 szklanki cukru

- 2 całe jajka i 6 żółtek

- 4 łyżeczki proszku do pieczenia

- 16 sporych jabłek (oczywiście najlepsze szare renety lub podobne jabłecznikowe odmiany)

- pół łyżeczki cynamonu

- kilka cienkich plasterków masła

Suche składniki mieszamy, dodajemy masło klarowane, jaja. Mieszamy dłonią, ugniatamy tak, jak kruche ciasto. Ale uwaga! To się nie sklei! Masło klarowane zachowuje się bowiem dziwacznie. Dusimy zatem i gnieciemy, aż poczujemy, że nie zostały grudki masła. Ok. 2/3 ciasta wysypujemy na blachę i ugniatamy dłonią, starając się też w miarę możliwości okleić brzegi blachy.

Na to wrzucamy jabłka (myte, obrane, bez ogryzek, pokrojone w dość cienkie plastry – wiadomo, klasyka). Posypujemy cynamonem. Następnie do pozostałego ciasta wrzucamy kilka plasterków masła i ugniatamy, aż poczujemy, że tworzy się jakby kruszonka (zwykłe masło wiąże mąkę). Taką kruszonkę wysypujemy na jabłka. Pieczemy ok. 45-50 minut w temp. 180 st. C.

Uwaga! Używajcie do tego przepisu szczelnej blachy (raczej nie zamykana tortownica), bo masło klarowane zanim się połączy ze składnikami, lubi czasem bezczelnie topić się szybko i wypływać. Tak wyglądał mój pierwszy eksperyment nad tym przepisem. Obawiałam się, że ciasto zalegnie w koszu na śmieci. Ale nie! Nawet takie „wycieknięte” było pyszne. Gorzej, ze kapiący tłuszcz może się palić w piekarniku, więc jednak lepiej zwykła, pełna blacha. 

ps. Wiem, wiem, nie poszalałam z konsekwencją. Miał być dobry pretekst do ruszania się, a nie do jedzenia. Ale co jakiś czas można uczcić zmieniające się powoli cyfry na wadze! A jak Wam idzie odchudzanie?

jablecznik orkisz

czeko sernik mak Żywieniowa wariatka zabawiła się kiedyś w królika doświadczalnego. Ten sam jadłospis przez dwa tygodnie, tyle że w jednym z tygodni dodatkowo duuużo wody. Była różnica, serio.

kontynuuj czytanie…

cykorie z pomidorami1 Jak Wam idzie pilnowanie się, żeby nie podjadać wieczorami? Ja już spokojnie tę klepkę w głowie sobie przestawiłam. Nie ruszę. Od 19.00 żarcie to wróg. I koniec! I nie znajdę na wieczorne pałaszowanie żadnego usprawiedliwienia, zwanego także pretekstem.

kontynuuj czytanie…

sałatka jarmuż odchudzanie Żywieniowa wariatka przez ostatnich parę miesięcy sobie pofolgowała, do tego hashimoto dało ostro w kość, a tryb życia zmienił się mocno na krzesełkowy. W związku z tym spodnie w sposób zupełnie nie magiczny przestały wystarczać na objecie przepasionych udźców.

kontynuuj czytanie…

Bataty z serem i pieczonym czosnkiem

przez Monika w dniu 4 września 2014 · 0 odpowiedzi

bataty z serem  Żywieniowa wariatka zaproszona do wujostwa na okrąglutką rocznicę ślubu. Trza wyglądać jak człowiek. Kiecka jest, buty są. Rajstop brak. Zatem konieczne zakupy.

- Dzień dobry, poproszę rajstopy, cienkie, opalone – żywieniowej wydawało się, że nie ma prostszego zadania, od kupna rajstop. Zwykłych rajstop.

kontynuuj czytanie…