Sajgonki! I o tym jak nie przyrządzać chińszczyzny

przez Monika w dniu 14 lutego 2013 · 0 odpowiedzi

sajgonki1

Dziś Kulka, ale ponieważ nie godzi się gnębić ludzi w Dzień Zakochanych smęceniem o odchudzaniu, to będzie wyjątkowo, bo o Kulce, Walentynkach i gotowaniu, jeśli tak to można nazwać…

Czarny, błyszczący aparat telefonu stacjonarnego, taki z „widełkami” i obracaną tarczą, zdawał się być tego dnia pępkiem świata (z tarczą! – zaznaczam ten istotny szczegół, aby dobrze umiejscowić akcję w epoce). On musi zadzwonić za chwilę. Musi! – myślała Kulka. Już wiele godzin wcześniej wtoczyła się na korytarz w pobliże aparatu, żeby czasem dźwięk nie umknął uwadze tłuściutkich trąbek słuchowych. Z korytarza wytaczała się czasem do kuchni lub łazienki. Dla niepoznaki. Ale wciąż czujna. Skupiona i w każdej chwili gotowa do skoku jak łania, bądź raczej antylopa gnu. W końcu słodkie drrrryń rozległo się. I rozlegało dalej raz za razem… Kulka trzymała już co prawda spoconą nieco dłoń na słuchawce, ale w jej główce gotowało się: odebrać teraz? Nie, pomyśli, że się czaiłam przy telefonie! Teraz? Nie jeszcze nie, muszę wytrzymać! Rety, a jak przegnę? Teraz!!!

farsz do sajgonek

farsz do sajgonek

- Halooooo? Słuchaaaam? – mówiła powoooli, znudzoooonym głooosem. Dobrze, dobrze wyszło, muszę udawać znudzoną! – myślała – Rety! Jakie kobiety są bystre!

To był ON. Najnowszy wielbiciel. Jej się nie do końca podobał, ale koleżankom baaardzo, wiec wypadało chwilę przytrzymać, poobserwować i się z nim „pokazać”.

- Słuchaj, dziś Walentyki… – no bystry jest. Takich lubiła. Teraz powoli, powoli.

- Taaaak? Acha… No faktycznie… – powiedziała, a pomyślała: Idealnie! Ja się naprawdę marnuję, niech mi wreszcie dadzą jakąś rolę.

- Może byśmy wyszli coś zjeść?

- Ale co? – zapytała nad wyraz przytomnie. Rety! Kretynka! Teraz pomyśli, że ważniejsze „co” a nie z kim! I pomyśli, że lubię jeść, a to przecież wcale tak nie jest! Ta moja przemiana materii…

- Co? No wiesz, idealnie by było chińszczyznę – dobrze, jest dobrze, skupił się na konkretach, nie na tym czy ja… – bo uwielbiam, ale w okolicy nikt nie potrafi dobrze przyrządzić chińszczyzny…

Uwielbiam!

Uwielbiam!

- Ja potrafię.

- Serio?! Łał! Ale mi teraz zaimponowałaś! Kurcze! To ja odwołuję stolik we włoskiej, bo wolę twoją chińszczyznę, rewelacja! Będę wieczorem! To pa!

- To pa!

Słuchawka zmierzała w kierunku widełek powoli, bardzo powoli.  Kulka uśmiechała się jeszcze dłuższą chwilę… A potem uśmiechnęła się jeszcze szerzej, bo uświadomiła sobie, że nastąpił cud! Oto właśnie zaledwie wczoraj postanowiła sobie, że przestanie wcinać obiady przygotowywane przez babcię i zacznie sama gotować. S A M A! Wreszcie pozna inne przybory kuchenne niż łyżka, nóż i widelec. Do tego z pogardą odrzuci od razu wszystkie prostackie przepisy, takie jak gotowane ziemniaki, kotlet schabowy i pierogi. Phi! Co z tego, że dotąd nie ugotowała nic poza wodą? Wygrała z rezerwacją we włoskiej restauracji zanim upichciła cokolwiek!

No bosko, akurat, kiedy ona od wczoraj jest „osobą gotującą samodzielnie”, wróżką z chochlą, boginią z kwirlejką, taka okazja, żeby się wykazać. Chińszczyzna… co by tu…

Kulka chciała zajrzeć do Internetu, ale przypomniała sobie, że takie rarytasy to dopiero za kilka lat (jakkolwiek absurdalne wyda się to młodszym czytelnikom). Książka telefoniczna! Tak! W niej jest wszystko! Ale nie przepis na chińszczyznę… No to babcina książka kucharska, wszelkie domowe poradniki, sąsiadki, panie domu i coś tam jeszcze z kobietą w tytule. No nikt nie wpadł na to, że ona będzie potrzebowała przepis na coś chińskiego! No choćby generalnie azjatyckiego choć odrobinkę! Dobra, spokojnie, jesteś boska, myśl, dasz radę sama! Jesteś wróżką! Boginią! Co jedzą Chińczycy? Ryż! Duuużo ryżu! Do tego jakieś półtwarde warzywa i jeszcze dorzucimy coś, co będzie wyglądało egzotycznie. Ha!

sajgonki2Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie: najpierw Kulka ugotowała doskonały klajster ryżowy z całej paczki ryżu (kilogram), do tego wmieszała małe kawałki cebuli i papryki duszone króciuteńko, bo tylko 25 minut. Miazga. Dosłownie. Następnie wspięła się na kulinarne wyżyny i wrzuciła na patelnię połówki parówek ponacinane tak, że po chwili pod wpływem gorąca rozczapierzyły się jak ośmiorniczki. No bomba! Danie jej zdaniem wyglądało genialnie. Była tego dobrodziejstwa prawie tona, a wielbiciel przyszedł w samą porę, minutkę po tym, jak wypuściła oknem swąd zwęglonej parówy (zwęglone ramiona ośmiorniczek przykryła grubą warstwą pieprzu, więc spokojnie).

Na szczęście ON okazał się znawcą i smakoszem dorównującym Kulce. Wciągnął porcję tak na oko przeznaczoną bardziej dla pandy olbrzymiej niż człowieka, pocmokał z zachwytem i rozleniwiony całym kilogramem tłuszczu z wyrobu prawie mięsnego z rozdziamdzianymi dodatkami natychmiast zasnął w fotelu (przebudził się nagle tuż przed północą i czmychnął do domu, bojąc się mieszkającej z Kulką babci). Kulce to w sumie pasowało, bo równie rozleniwiona, nie musiała uruchamiać przygotowanych specjalnie na ten wieczór odkrywczych tez na temat Dostojewskiego z cytatami niby przez przypadek zapamiętanymi. Baaardzo romantyczne Walentynki. Tylko nie pamiętała kto jej takie kity wciskał, że ośmiorniczki to silny afrodyzjak…

Sajgonki

Krokiety wiosenne albo naleśniczki wiosenne – popularne danie kuchni chińskiej oraz w ogóle Azji południowo-wschodniej. Kulka mogłaby nie dać rady, ale jak ktoś zaczął się uczyć gotować nie od pupy strony, to może się zmierzyć z wyzwaniem.

zawijamy

zawijamy

- papier ryżowy – jedno opakowanie (zwykle 12 arkuszy), kupcie od razu dwa opakowania, bo jeśli zostanie farsz, to szkoda, żeby się zmarnował

- makaron sojowy lub ryżowy lub z fasoli Mung (ja tym razem ten ostatni)

- sos sojowy (lub sojowo-grzybowy)

- kapusta pekińska, 6-8 liści

- 1 mała marchew

- 1 mała cebula

- grzyby Mun (ja kupuję pokrojone w cieniusieńkie paseczki, łatwiej i krócej trwa przyrządzanie)

- kiełki fasoli Mung (mogą być z zalewy)

- odrobina świeżego imbiru

- olej rzepakowy

- tajski sos do sajgonek

sajgonki3W głębokim woku lub patelni lądują na nagrzanym tłuszczu kolejno i ekspresowo: cebula, marchew pokrojona w cienkie słupki (tarta niestety zamienia się w breję), papryka, kapusta pekińska (4 liście), starty na małych oczkach kawałek imbiru (maksymalnie 1 cm korzenia grubości palca). Mieszamy na dość mocnym ogniu, dosłownie po 2 minutach zestawiamy. Dodajemy 2 łyżki sosu sojowego, namoczone wcześniej grzybki (jeśli kupowane w całości to osobno ugotowane), makaron sparzony (małe opakowanie, zalany – w zależności od rodzaju i przepisu – na 3 minuty wrzątkiem i odcedzony). Odstawiamy, aby przestygło. W tym momencie możemy dodać pokrojone kolejne 4 liście kapusty pekińskiej. Część podduszona wcześniej złowi smak i aromat, a ta pozostawiona surowa połowa zagwarantuje chrupkość nadzienia sajgonek. Próbujemy, jeśli trzeba doprawiamy jeszcze sosem sojowym.

Arkusze papieru ryżowego namaczamy kolejno i rozkładamy na blacie/desce/dużym talerzu. Kiedy papier zmięknie, nakładamy sporą łyżkę farszu i zawijamy. Jeśli jesteśmy żywieniowymi wariatami (lub dbamy o linię) to już tylko maczamy w sosie i pałaszujemy (Ja właśnie takie uwielbiam!). Jeśli jednak czujemy, że w związku z odstawieniem wcześniej na stałe frytek i chipsów mamy niedobór tłuszczu, bo możemy sajgonki podsmażyć. Koniecznie w głębokim oleju, ponieważ obracanie sajgonek i tarmoszenie najprawdopodobniej spowoduje zniszczenie delikatnego jak jedwab poszycia łodzi podwodnej, tfu… podtłuszczowej i jej zalanie.

Tajski sos do sajgonek – eksperymentowałam kiedyś trochę z własnymi, tworząc paprykowy kisiel na mączce ziemniaczanej, słodząc i zakwaszając i w ogóle. Ale ostatnio odkryłam rewelacyjne gotowce, w dodatku niezawierające konserwantów i plastykowych wsadów, więc uważam się za usprawiedliwioną;-)

sajgonki1

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: