Rogale marcińskie z nadzieniem marcepanowo-makowym

przez Natasza w dniu 9 listopada 2013 · 4 odpowiedzi

rogale1

Jako rodowita Poznanianka nie mogłam sobie odpuścić, zwłaszcza, że mieszkam w Niemczech i do Poznania mam ciut daleko. Ja wiem, że poznańskim rogalom trudno jest dorównać, ale mimo wszystko podjęłam próbę. Wyszły tak delikatne, miękkie i puszyste, że nawet nie opłaca się liczyć kalorii. Przepis pochodzi z zeszyciku mojej Babci, a łatwo go rozpoznać po tym, że Babcia niemal do każdego ciasta dodawała odrobinę spirytusu. Jej zdaniem dodawało to ciastu puszystości. Podejrzewam jednak, że oryginalne rogale są bez promili. Ja promile dodałam i do ciasta, i do farszu. Jedynie osiem rogali jest bez procentu - to te, które dostały dzieci.

Podobno tradycja pieczenia rogali marcińskich wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich, kiedy to podczas jesiennego święta składano bogom ofiary – albo był to biedny wół, albo ciasto zwijane w wole rogi.   Zwyczaj ten został potem przejęty przez Kościół, który połączył rogale z postacią św. Marcina. W jaki sposób? Otóż kształt ciasta przypominał podkowę, którą podobno zgubił koń świętego. No i dzięki temu mamy dzisiaj rogale marcińskie! Przygotowanie ciasta to niezłe wyzwanie. Trzeba je wytłuc porządnie wałkiem, poskładać na trzy części i tak co najmniej trzykrotnie. Następnie lodówkowe leżakowanie (najlepiej całą dobę) i rano można wycinać trójkąty. Ale po kolei.

rogale4

Na ciasto potrzebujemy:

  • 550 g mąki pszennej
  • 20 g świeżych drożdży
  • szklankę ciepłego mleka
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 jajko
  • aromat waniliowy lub migdałowy (kilka kropli)
  • łyżkę spirytusu :-)
  • 50 g roztopionego masła
  • szczyptę soli
  • i dodatkowo 150 g masła (miękkiego)

I teraz ciężka praca. Wszystkie składniki zagniatamy na ciasto, formujemy w prostokąt i schładzamy godzinę w lodówce. Po tym czasie ciasto rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach 30 x 15 cm i dokładnie smarujemy masłem. Następnie składamy na trzy części, znowu rozwałkowujemy, znowu składamy, owijamy folią i wkładamy do lodówki na pół godziny.

rogalerogale5

Czynność tę powtarzamy trzykrotnie – wyciągamy ciasto z lodówki, tłuczemy w nie wałkiem, wałkujemy, składamy na trzy i do lodówki. Na koniec ciasto zostaje w lodówce na noc. A my zabieramy się za masę:

Na masę potrzebujemy:

* 200 g białego maku (w Niemczech nie zdobycia, spojrzeli na mnie jakbym zażądała wątroby z mamuta) więc kupiłam czarny

* 100 g mielonych migdałów

* 100 g masy marcepanowej

* garść skórki pomarańczowej

* posypkę cukierniczą typu krokant lub posiekane orzechy

* dwie łyżki miękkiego masła

* pół szklanki likieru pomarańczowego

Mak kupiłam już mielony i namoczyłam go na pół godziny w gorącej wodzie. Po tym czasie został odcedzony i dokładnie wymieszany z pozostałymi składnikami (masę marcepanową utarłam na tarce).

Dzisiaj rano wyjęłam ciasto, rozwałkowałam je na prostokąt o wymiarach 50×25 cm, przekroiłam na dwa mniejsze prostokąty wzdłuż dłuższego boku i każdy prostokąt podzieliłam na 5 kwadratów, a te z kolei na trójkąty. Wyszło mi 20 trójkątów. Każdy z nich nafaszerowałam makiem i zwinęłam w rożek – zaczynamy od najszerszego boku w stronę wierzchołka.

rogale6

Osiem rogalików dostało nadzienie z konfitury wiśniowej, bo moje dzieci średnio przepadają na makiem. Nafaszerowane rogaliki wjechały na godzinę pod ciepły kaloryfer, gdzie sobie nieco podrosły. Następnie posmarowałam je roztrzepanym jajkiem i wsadziłam do piekarnika (180 stopni, góra/dół) na 25 minut. Gdy nieco ostygły polałam lukrem (cukier puder zmieszany z sokiem z cytryny – taki kwaskowy lukier łagodzi nieco słodycz rogalików) i posypałam krokantem. Rogaliki są tak smaczne, że odważyłabym się je dać spróbować cukiernikom z Poznania :-).

rogale2

rogale3

SMACZNEGO!!!!

 

{ 4 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Ana Listopad 9, 2013 o 7:11 pm

słodziusie!!

Odpowiedz

omlet na słodko Listopad 9, 2013 o 8:35 pm

wyglądają bajecznie ;d

Odpowiedz

Kuchnia u Krysi Listopad 9, 2013 o 9:09 pm

Bardzo smacznie wyglądają. Podziwiam Cię za cierpliwość. Trudno mi się za nie zabrać. Ale zmobilizuję się i postaram się je zrobić. A na razie chętnie poczęstowałabym się takim jednym od Ciebie :)

Odpowiedz

Natasza Listopad 10, 2013 o 3:54 pm

To fakt, że wymagają pracy, ale opłaca się. Zresztą to tylko raz w roku :-)

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: