Nie mogę schudnąć! Czyli mistrzynie usprawiedliwiania się

przez Monika w dniu 19 listopada 2012 · 0 odpowiedzi

pułapki odchudzania

Nasza Kulka wreszcie postanowiła wyruszyć w podróż ze stacji A – Płetwal Błękitny, do stacji B – Rusałka Amelka, ale po drodze pojawiają się problemy… - Kurcze! Nie mogę schudnąć! Dziś prawie nic nie jadłam. Skubnęłam tylko, tyle co nic, tyle co koliberek, a jeszcze i tak mi połowa z dzioba wyleciała… Mam chyba coś nie tak z przemianą materii – Oczy teatralnie spuszczone w dół, żeby wyrazić ogrom smutku i niemocy.

- Ja mam tak samo! – wykrzykuje koleżanka, także kulka, zdziwiona szczerze, że nie jest jedyną pokrzywdzoną przez los i geny na tej planecie.

- Boszzzz, my nigdy nie schudniemy! – do Kulki dociera dziejowa prawda…

Każdy, kto głosi, że nie może schudnąć z powodu swojej upośledzonej przemiany materii powinien od razu otrzymywać tytuł profesora logiki! Kulki są generalnie mistrzyniami (i mistrzami, w końcu ICH też to dotyczy) w dorabianiu sobie ideologii i teorii. W dodatku scenariusz zakładający, że nie mam wpływu na to jak wyglądam i czy jestem/będę zdrowa jest na tyle frustrujący, że wszechogarniający smutek i rozpacz należy osłodzić. Przynajmniej czekoladowym batonem, jeszcze lepiej półlitrową porcją lodów, jak to nam ładnie scenarzyści hollywoodzcy do głowy wbili wyświechtaną scenką.

W wersji z przewagą testosteronu podobny dialog wróbelków mógłby zawierać lokowanie produktów alkoholowych i kilka świetnych sposobów na odstresowanie się po robocie.

Znam argument kontra tym wszystkim usprawiedliwiającym się złą przemianą materii. Jest, drastyczny, nie na miejscu, cuchnący tandetą. Ale prawdziwy. Z życia wzięty. Zasłyszany, a raczej usłyszany jakieś prawie 20 lat temu. Kiedy moje koleżanki ze studiów (i ja też!) licytowałyśmy się, która ma wolniejszą przemianę materii, kolega z AWF-u, wyedukowany nieźle w kwestii pompek i nie tylko, palnął pogrążonym w smutku dziewczynom: „Widziałyście zdjęcia osób zagłodzonych? Obozy? Afryka? Cokolwiek. Jak się nie je, to się chudnie.” To baaaardzo proste, banalne… I boli.

Jest też inny pretekst do zarzucenia prób odchudzania. Geny! O tak, geny są w dużym stopniu odpowiedzialne za naszą sylwetkę. Udowodnione naukowo, serio, serio. No to jeden batonik w jedną czy w drugą nie gra roli? Dyniowaty brzuch, wielgachne pupsko, fale Dunaju po bokach i podbródek w zaniku –  to nie ja! To geny! Fakt, badania wskazujące, że w dużej mierze skłonności do otyłości dziedziczymy są i nie da się ich ukryć. Może i stąd powiedzenie – jeśli chcesz wiedzieć jak za 30 lat będzie wyglądać Twoja dziś młoda żonusia – spójrz na jej matkę. Ale – znów mam ochotę przytoczyć brutalne stwierdzenie kolegi wuefisty… Geny to nie wyrok. Znam babki, które w wieku lat 40 mają wagę swoich rodzicielek z czasów liceum! Geny nie mogą zaszaleć aż tak, żeby stworzyć monstrum z osoby, która pije tylko wodę. Uproszczenie. Ale warto wyjść z takiego założenia i oczywiście na poprzestawać na piciu wody. W każdym razie usprawiedliwianie siebie lepiej uznać – dla własnej wygody i zwiększenia szans na sukces – za potwornie prostackie i powierzchowne.

Na co jeszcze próbujemy się czasem powołać? Ach! Że tyle stresów! I jakoś żaden bystrzak nie zauważył, że jedzenie nie odstresuje, tylko jeszcze wpędzi w kolejną dolinę, bo pojawią się wyrzuty z powodów obżarstwa.

Minimum szczerości w kwestii otyłości nie jest łatwe, ale konieczne, żeby wyskoczyć z pułapki numer dwa. Schudniecie, jeśli zdacie sobie sprawę, że te wszystkie usprawiedliwienia to ściema.

PS. zapraszam także do zakładki Diety online

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: