Pisanie wyszczupla tak samo jak bieganie!

przez Monika w dniu 3 grudnia 2012 · 0 odpowiedzi

Ewolucja człowieka, by PatrickBoivin

Człowiek pierwotny. Zrywa się skoro świt i pędzi w dzicz w poszukiwaniu jedzenia. Pokonuje średnio kilometr, żeby przetrzebić okoliczne gniazda ptactwa z jaj. Ale ptaki robią sobie jaja i nie ma co zbierać. Przez kolejne 2 km zbiera więc trochę zielska, na wypadek, gdyby nic bardziej kalorycznego miało się już dziś nie przytrafić. Ale nie! Jest dobrze, dostrzega zwierza! Tropi go więc namiętnie dobre 3 kilometry, aż znajduje dogodną pozycję i sytuację do ukatrupienia. Świetnie. Następnie tacha zwierza na plecach kilka kilometrów do jaskini. Być może pada na pysk po wielu godzinach tego wieloboju. Teraz jego partnerka zabiera się do pracy, czyli oporządzenia zwierza przy użyciu prymitywnych narzędzi. Żeby się przekonać ile to może trwać i ile wysiłku kosztuje, trzeba by spróbować rozparcelować prosiaka kamieniem. Dla nich to norma, ale najważniejsze, że wreszcie się najedzą. Ona w międzyczasie nazbierała owoców, ogarnęła domostwo i przegoniła trzy niedźwiedzie jaskiniowe. Spalili więcej kalorii niż udało im się pochłonąć, ale trudno, może jutro będzie łatwiej.

Człowiek współczesny

Wyrusza, aby zdobyć pożywienie dla rodziny. W tym celu sięga prawą dłonią do kieszeni spodni. Z największym wysiłkiem wydobywa z niej kluczyki do samochodu. Pstryk. Wsiada. Pokonuje jakie 2 kilometry do najbliższego marketu. Wysiada. Pstryk. Schody. Ach nie! Ruchoma rampa lub winda! Przecież naturalnym odruchem każdego człowieka od zarania dziejów jest oszczędzanie zgromadzonego zapasu energii na cięższe czasy. Potem koszyk. Nie, lepiej wózek. Następnie kasa, rampa, pstryk, 2 kilometry, pstryk, dom. Teraz ona, zabiera się do przygotowania posiłku z przyniesionych produktów. W tym celu z największym poświęceniem umieszcza tackę z gotowym obiadem w mikrofali. Uff. Teraz najedzą się, ale jutro zamienią się obowiązkami, żeby zdobywanie pożywienia nie obciążało tylko jednego z nich. A do wieczora pochłoną jeszcze wspólnie litr słodzonego soku, chipsy, nie, to banalne, niech będą herbatniki z wysoką zawartością pełnych ziaren. O! Żeby było zdrowo! W efekcie są tak rozleniwieni tysiącami kalorii, że wieczorem nie mają nawet ochoty na „pstryk”.

Znajdź pięć różnic, jakimi różnią się te obrazki

Wystarczy jedna – bilans energetyczny. U człowieka pierwotnego w najlepszym wypadku zyski równały się straty. Natomiast we współczesnym, cywilizowanym, zachodnim świecie bilans jest dodatni. Trzeba by się mocno napocić, żeby spalić to, co pochłaniamy. Jak mawia jeden z polskich specjalistów od dietetyki sportowej: „Ja jem słodycze, ale ja mogę, bo wiem do czego służą adidasy i dres”. Co zrobić, żeby także u nas bilans energetyczny był zerowy (lub przez jakiś czas ujemny, żeby pozbyć się paru fałdek)?

Zaczynamy od…

…spisania sobie wszystkiego (!), co jemy. Codziennie, przez przynajmniej 4 dni. Okazuje się bowiem, że całe góry jedzenia potrafimy wrzucić w siebie, prawie sobie tego nie uświadamiając. Idealnie: dwa dni robocze i dwa weekendowe. Bez szykowania się. Bo miałam już przyjemność współpracować z osobami, które kilka tygodni polowały na „chudsze dni”, żeby udowodnić, że bynajmniej nie tyją od jedzenia tylko od (i tu oczekiwanie z ich strony na rozwikłanie zagadki). „Tego tygodnia nie spiszę, bo ciągle były imprezy”. No tak, żeby tak kalorie z tych imprez się nie liczyły, to by było uroczo.

Dlaczego spisywanie?

Bo inaczej każdy zapomni o przynajmniej dwóch hot-dogach, 4 ciastkach, 3 słodkich napojach itp. A kiedy zobaczymy kompletny spis, zobaczymy, że dużo tego, za dużo. Za słodko. Za tłusto. Za słono. A może wszystkie grzeszki naraz. Bardzo prawdopodobne. W każdym razie taki spis naprawdę robi wrażenie i nie pozwala na wciskanie sobie i otoczeniu, że jemy jak wróbelki.

To działa!

Znam delikwenta, który schudł ponad 10 kg zanim przyszedł na pierwszą wizytę do dietetyka. Kiedy kolega spisał sobie, następnie przyjrzał się co i ile pochłania w ciągu całego dnia, a także kolejnych, zebrało mu się na wymioty i ten stan się utrzymał, następnie pojawiał  w każdej sytuacji, gdy sięgał po trzecią bułkę, drugie piwo, a także hot-doga. Zwłaszcza, jeśli jedyną przyczyną sięgnięcia po niego było tankowanie samochodu, a nie głód. Może się okazać, że pisanie wyszczupla tak samo jak bieganie!

Życzę Wam, żeby i u Was zadziałał ten prosty i tani mechanizm, a jeśli to nie wystarczy – kolejne podpowiedzi już niebawem:-)

PS. Strasznie mnie wkurza chrzanienie, że dieta paleo sprawdzi się w dzisiejszych czasach – a jeśli nie wierzycie, że to bzdura, to spróbujcie ponownie odnaleźć szczegóły, jakimi różnią się dwa przedstawione w opisie „obrazki”.

PS. Jeśli przyda Ci się wzorcowy jadłospis, aby nauczyć się jeść zdrowo, zapraszam tutaj 

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: