Oliwkowe spa

przez Natasza w dniu 16 listopada 2012 · 0 odpowiedzi

Przez tydzień wisiałam na drzewie i zrywałam ciemnogranatowe owoce, a wieczorami kąpałam się w zalatującej siarką wodzie. Po raz pierwszy spróbowałam tortelini z czekoladą, a na śniadanie pochłonęłam bułkę z marynowanym w imbirze plastrem wieprzowiny. Tak właśnie wygląda nietypowe spa w słonecznej Umbrii, gdzie każdy, przynajmniej raz w życiu, powinien zafundować sobie oliwkowe wakacje.

To było jakieś osiem lat temu… Czwartek, godzina 23.00, przekraczamy granicę Toskanii i Umbrii. Piętnaście minut później dojeżdżamy na miejsce: Casa Pietro czyli willa plantatora Petera, Szwajcara z pochodzenia. Ten dom to prawdziwe dzieło sztuki. Stary kamień, na sufitach wiszą gigantyczne drewniane belki, koło pieca wygrzewa się kot – Julia. Moja sypialnia ma wściekle pomarańczowe ściany, kute świeczniki, podwójne żelazne i nieprawdopodobnie wygodne łóżko oraz miniaturowy, kaflowy piecyk.

Casa Pietro

Wieprz na śniadanie

W piątek rano budzi mnie słońce. Wychodzę przed dom i widzę ciągnące się kilometrami gaje oliwne, ogromne kaktusy, palmy, pnące róże i drzewka piniowe. Na przeciw oliwkowe cmentarzysko - setki spalonych drzew, po ubiegłorocznym pożarze. Jest ciepło, pachnie szyszkami, nie ma samochodów, nikt nie hałasuje, a koło bramy spaceruje kaczka. Na śniadanie i zakupy jedziemy do pobliskiego miasteczka. Miejscowy rynek to orgia zapachów. Z jednej strony wóz z serami, z drugiej z wędlinami. Pośrodku stragany z solonymi sardynkami, świeżymi małżami i gigantycznymi prawdziwkami. Próbujemy wszystkiego po kolei, oczywiście z wyjątkiem surowych ryb, które łypią na nas martwo. Pietro przynosi mi bułkę wypełnioną smakowicie pachnącym mięsem. Plaster wieprzowimy ma chyba z pięć centymetrów, ocieka tłuszczem, ma chrupiącą skórkę, nafaszerowany jest marynowanym czosnkiem, ziołami i imbirem. Monika by mnie udusiła. Wyrwała wieprza i wsadziła tam kiełki. Myślę jednak, że od czasu do czasu można zgrzeszyć. Zapijam moje śniadanie aromatyczną capuccino z pianką. To trochę piorunująca mieszanka, ale mój żołądek jakoś to wytrzymuje.

Na drzewie

Pietro ustawia mnie pod drzewem i tłumaczy jak zrywać oliwki. – Bierz gałąź do ręki i ściągaj jednym ruchem wszystkie po kolei. Mają spadać na ziemię, na specjalną siatkę. Nie depcz po nich i nie próbuj, bo są gorzkie i nie mają nic wspólnego z oliwką ze słoika – uprzedza moje zamiary. Wraz ze mną w oliwkobraniu bierze udział dwoje przyjaciół z Polski oraz jeden Holender, któremu lekarz stanowczo zabronił pojawiać się w biurze przez najbliższe dwa tygodnie. Po dwóch godzinach wspólnie skończyliśmy z pierwszym drzewem. To nie jest najlepszy wynik, ale z czasem dojdziemy do wprawy. Około drugiej Pietro zarządził przerwę. Bolą mnie ręce, a na gębie mam jakieś czerwone pręgi od gałęzi. Jeden z naszych przyjaciół wytrzepuje oliwki z nogawek, drugi próbuje zszyć rozdarte spodnie, a Holender zaplątał się w siatkę. Po kilku lampkach wina świat z oliwkowego drzewa wygląda zupełnie inaczej. Owoce zrywamy zdecydowanie szybciej, choć też z zacięciem się nimi rzucamy. O szóstej po południu dowlokłam się do pokoju, ciągnąc za sobą obolałe ramiona.

Na drzewie

Gołe dupsko w bagnie

Oliwkowe spa to specyficzny rodzaj warsztatów. Dowiadujemy się wszystkiego o rodzajach oliwek, produkcji oliwy, smakach, zapachach i kolorach. Wiemy w jaki sposób należy przycinać drzewa, żeby miały najlepszy dostęp słońca i jak układać siatkę, by nie spadały z niej oliwki. No i co najważniejsze - poznajemy smak najlepszej umbrijskiej oliwy pod słońcem. Raz dziennie dostajemy bruschettę - upieczoną na ogniu kromkę włoskiego, nie solonego chleba z grubą, chrupiącą skórką. Jeszcze gorącą należy posmarować czosnkiem, posolić i polać oliwą z oliwek. W zasadzie trudno sobie wyobrazić, żeby cokolwiek mogło lepiej smakować…

Wieczorem Pietro zabiera nas do gorących źródeł. Kilkadziesiąt kilometrów od plantacji znajduje się nieczynny wulkan, dzięki czemu okoliczni mieszkańcy mogą korzystać z dobroczynnych kąpieli w wodach termalnych, gdzie temperatura dochodzi nawet do 42 stopni. Baseniki znajdują sie pod gołym niebem, woda podejrzanie zalatuje siarką, jakby nasikał do niej smok wawelski, a dno jest śliskie i pokryte wodorostami. - Najlepiej wskoczyć tu na golasa, z butelką wina - Pietro łamie nasze opory. Siedzenie gołym dupskiem w podejrzanym mazidle jest doprawdy niecodziennem przeżyciem.

Wino i oliwki

Pierogi z czekoladą

Dzisiaj wizyta w Perugii, mieście zbudowanym na kilku poziomach. Wszędzie wiją się małe, wąskie uliczki, z galeriami, knajpkami i pizzeriami. Dla mnie jednak Perugia już zawsze smakować będzie czekoladą z dodatkiem pepperoni, którą wcisnął mi uliczny straganiarz. Pół godziny płukałam usta wodą i charczałam niczym ranny bawół, w końcu pomogły tortelini faszerowane słodkim, czekoladowym nadzieniem. W centrum na rynku zaskoczyła nas gigantyczna kolejka do tajemniczego namiotu. W środku leżał 2,5-tonowy blok czekolady, z którego kilofami odłupywano po 200 g na osobę. Zrezygnowaliśmy, tym bardziej, że na jednej z uliczek rozpoczynał się właśnie pokaz weselnych wyrobów z czekolady i załapaliśmy się na czekoladowy wianek, krawat oraz zdaje się kawałek gołąbka.

Perugia

Mara

Dzień przed powrotem, chcemy jak najdłużej posiedzieć na drzewach. A wieczorem czeka nas orgia obżarstwa. Kolacja u Mary. Mara jest Brazylijką i współwłaścicielką restauracji w Cortonie. Jest też właścicielką 920 par butów i ponad tysiąca sukienek. Ma najbardziej zdumiewająco wypiętą pupę i piorunująco sterczący biust, dzięki czemu uznawana jest tu za wulkan seksapilu. Jej usta błyszczą krwistą czerwienią, a kiedy odrzuca swoje długie, czarne włosy, męska część restauracji znacząco wzdycha. Każdy by zgłodniał. Mara namawia nas na zestaw pt. „Dostaniesz tyle, ile zechcesz”. Po trzech godzinach nadal serwują nam ryż, pierożki, sałatki, szaszłyki, kotleciki, pulpeciki i kiełbaski. Kiedy zaczynamy coraz wolniej oddychać, na stole pojawia się krwisty stek. Tłumaczę mu, że nie jestem w stanie go pożreć, nawet gdyby się do mnie uśmiechnął…

Oliwkobranie

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: