Odchudzanie z robalem

przez Natasza w dniu 23 listopada 2012 · 0 odpowiedzi

Czas na dietę?Tak sobie czasem siedzę i obserwuję swoje niemieckie koleżanki… Zwłaszcza te pulchniejsze. Otóż kiedy taka Niemka pochłonie tradycyjnego bratwursta (spieczonego podle i niezdrowo) z ogromną porcją frytek skąpanych w majonezie i zapije to wszystko colą, dopada ją opamiętanie. Na ogół chwilowe. W Niemczech trudno bowiem być szczupłym. Tutejsza kuchnia niewiele ma wspólnego ze zdrowym odżywianiem, a ilość grubych kobiet przemykających po ulicach nie stanowi żadnego bodźca, by zafundować sobie sylwetkę modelki. Zimą i jesienią niewiele pań przejmuje się swoją tuszą. Prawdopodobnie byłoby to dla nich nieistotne również wiosną i latem, niestety wtedy właśnie o konieczności bycia chudym i atrakcyjnym przypominają sobie wszystkie media. I bombardują zdjęciami szczupłych, wiotkich i smukłych nimf. Przerażona Niemka uświadamia sobie nagle, że jest zapasiona, marszczy jej się skóra na udach, tłuszczem z bioder mogłaby obdarzyć co najmniej trzy inne panie, a palce u rąk wyglądają dokładnie tak, jak zjedzone wcześniej bratwursty. Ponieważ ze sportu najbardziej lubi chodzenie do sauny, szanse na atrakcyjny wygląd zmniejszają się drastycznie. I wtedy jedyną deską ratunku pozostają diety-cud, których ilość wymaga zresztą osobnego skatalogowania lub opracowania szczegółowego przewodnika.

Ciasteczko, poproszę!  

Na sugestie, aby zrezygnować ze słodyczy i tłustych posiłków, jeść więcej warzyw i owoców oraz pić wodę mineralną – niewiele pań zwraca uwagę. Prostota tej diety jest bowiem mało przekonująca, tym bardziej, że nie wnosi niczego odkrywczego. O wiele większym powodzeniem cieszą się porady oryginalne, intrygujące np. nowym nazewnictwem czy metodami. Im bardziej skomplikowany lub absurdalny opis diety, tym większa szansa na jej powodzenie. Przeglądając z ciekawości niemiecką prasę i portale internetowe natknęłam się m.in. na dietę tybetańską, która polega na piciu kilka razy dziennie wywaru z warzyw i obierek ziemniaków. Obrzydliwe, ale w swej obrzydliwości zapewne intrygujące. Równie kretyńska wydaje się być dieta ciasteczkowa, czyli wymysł niejakiego doktora Sanforda Siegala. Twierdzi on na przykład, iż organizmowi wystarczy jeden pełny posiłek dziennie plus sześć ciasteczek, co łącznie daje zaledwie 800 kalorii. W sumie smaczne, zwłaszcza kiedy ktoś wpadnie na pomysł, by ten jeden, jedyny posiłek również zastąpić ciasteczkami. Oczywiście zbożowymi.

Robal

Dla najbardziej zdesperowanych grubasów, dla których od zdrowia ważniejsza jest liczba, którą pokazuje waga, wymyślono z kolei dietę tasiemcową. „Dieta” polega na celowym połykaniu jaj tasiemca po to, aby pasożyt wchłaniał część spożywanej żywności. Czyli jedząc bratwursta z frytkami nie trzeba się już niczym przejmować, bowiem robal wciągnie za nas połowę kiełbaski. Mi osobiście najbardziej spodobała się dieta opisana przez niemiecki magazyn „Max”. Autorzy artykułu doszli do wniosku, iż najlepszym sposobem na odchudzanie się jest rezygnacja z jakiejkolwiek diety na rzecz pozytywnego mentalnego nastawienia. Przykład? Można zjeść czekoladę, a chwilę potem umierać z rozpaczy, że wrzuciło się w siebie kolejną porcję kalorii. Można też zjeść czekoladę i cieszyć się, iż zawarte w niej składniki przyczyniają się do redukcji czynnika stresu w naszym organizmie. No chyba, że mamy robala i on wrąbie pół naszej czekolady.

A już niebawem Monika opisze najgłupsze i najbardziej idiotyczne sposoby na odchudzanie! Wspomni coś o moczu ciężarnych kobiet i rozwinie temat tasiemca, żeby nie było już żadnych wątpliwości w jaki sposób go sobie zaaplikować… Fuj.

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: