Odchudzam się! Ale od jutra…

przez Monika w dniu 6 kwietnia 2013 · 8 odpowiedzi

odchudzanie1No właśnie, już miałam się zabrać dziś za spisywanie pierwszych zadań i wytycznych na wiosnę, żebyśmy mogli gubić to, co się do nas w niejasnych okolicznościach przykleiło, ale przypomniałam sobie o jeszcze jednej ważnej przeszkodzie i makabrycznej pułapce dla chcących się odchudzić. Niby banał, a jednak można schrzanić cały zapał, pokłady silnej woli i najmocniejsze postanowienia, jakie kiedykolwiek mieliśmy.

Kiedy wystartować?

Postanowienia noworoczne oczywiście są największym debilizmem w tej kwestii, bo zwykle kończą się na noworocznym obiedzie albo imieninach wujka Mieczysława. Ten kac moralny może być silniejszy niż trunkowy, sylwestrowy. Pierwszy dzień miesiąca? Kurcze, teraz wypadał w święta, a następny „pierwszy” dopiero za miesiąc. Bez sensu. W dodatku to długi weekend. To może poniedziałek?! Idealnie! We wtorek wezmę tylko wolne, bo tego dnia żona szefa przynosi drożdżówki dla wszystkich. Cholera! Nie mam 52 dni urlopu! Co robić?! To może skoro tym razem jestem NAPRAWDĘ GOTOWA na sukces, to od jutra?! Super. O matko! Jakie emocje! Od jutra będę innym człowiekiem! Dobra, teraz spokojnie, skoro się od jutra odchudzam, to dziś sobie z czymś jeszcze poszaleję, delikatnie, na pożegnanie starych nawyków. Czekolada, 3 pączki, bita śmietana, tłuste smażone klopsy, pizza 4 sery. No to się nazywa pożegnanie!

A potem wystarczy drugiego czy trzeciego dnia jedno ciasteczko połknięte z rozpędu, bezmyślnie, bo leżało na biurku koleżanki w pracy i cały misterny plan w…  kosmos, poleciał w kosmos. Bo zjedzenie ciastka na diecie wydaje się nieeleganckie, a my się chcemy odchudzać tak, żeby nam przyznano nagrodę fair play, wiec lepiej zacząć od nowa, tak „na serio”. Ale w takim razie od jutra. A jeśli zaczynam od jutra, to dzisiaj nie ma co się już katować i zjem resztę ciastek, żeby już jutro nie kusiły. No i jakoś jeszcze się pocieszę, że od jutra zaczynam nowe, mniej kaloryczne życie.

Można się tak żegnać z wielkim żarciem i witać z dietą setki razy. A dupa po prostu puchnie w oczach. Znacie to? Bo ja tak. I chyba nie tylko ja, bo wiem od osób, które odchudzam, że to problem dość powszechny.

No to kiedy wystartować?

Jeśli zakładasz start, to znaczy, że zakładasz i metę? Jeśli założysz „koniec odchudzania”, to znaczy, że potem chcesz wrócić do starych nawyków?! I kółko się zamyka. Czyli do odbicia w lustrze znów zaczniemy mówić nie Pyszczku, tylko Nalana Mordo. Już o tym kiedyś pisałam: czy z naszego otoczenia szczupłe osoby to te, które są na diecie? Testują wariackie pomysły typu zgodność krwi z produktami, diety białkowe, kawowe, koktajlowe? Czy raczej z utrzymaniem wagi nie mają problemów te osoby, które się racjonalnie odżywiają?! Po prostu jedzą zamiast żreć. Naprawdę nie trzeba płacić za cudowne koktajle ani badania genetyczne, żeby schudnąć. Choć zdaję sobie sprawę, że kiedy za jakiś czas ktoś na imprezie zapyta „W jaki sposób tak schudłaś/schudłeś?” to chciałoby się powiedzieć „Phi, to nie czytałeś o tym nowoczesnym, genialnym sposobie?”. A tu taka kicha i wiocha – chudnę, bo myślę… Na szczęście bycie pod prąd ostatnio w modzie, więc możecie zabłysnąć. Ale jeśli naprawdę efekt ma być piorunujący, to zawsze możecie powiedzieć coś w stylu: „No wiesz, niemożność ujarzmienia nieskończoności treści prowadzi do fragmentaryczności otwartych zakończeń”.

Kiedy Ty zaczniesz?

No, jak by to powiedzieć, już zaczęłaś/zacząłeś! Właśnie teraz. Ale spokojnie, oddychaj. Wdech, wydech. Usiądź wygodnie. I jak się czuje człowiek, który właśnie zmienia swoje życie? Nie, nie napiszę Tobie co masz zmienić. Twoja decyzja od czego zaczniesz. Może mniej słodyczy? Może mniej fast foodów? Może o jedną łyżeczkę cukru mniej do każdej kawy i herbaty codziennie? Może wystarczy po prostu zmniejszyć o 20 proc. każdą porcję jedzenia? Bo dieta (nie jako krótki plan monotematyczny, ale jako sposób odżywiania się) nie wymaga cudów.

Jakie były pierwsze postanowienia Kulki?

  1. Kiedy mam ochotę coś zjeść, to kilka razy się zastanowię, czy na pewno jestem głodna. Bo jeśli wydaje mi się, że jestem głodna, to czasami oznacza to, że chce mi się pić.
  2. Nigdy nie będę jadła, jeśli jestem zdenerwowana, bo wtedy potrafię połknąć bez odnotowania tego przez własną świadomość: cały tort, pół kilograma karkówki z kaparami lub 4 bułki z masłem.  Ma sa kra.
  3. Kilka najbardziej syfiastych produktów wyeliminuję z jadłospisu pod innym niż odchudzanie pretekstem (np. zdrowotnym!), żeby nie czuć się źle w związku z tym, że znowu nie mogę czegoś zjeść przez te cholerne kalorie!
  4. Nakładam na raz, na talerz całą porcję, jaką zamierzam zjeść (np. na obiad). Bo jeśli nałożę ciut, to będę się czuła usprawiedliwiona, żeby kolejne „ciut” nałożyć jeszcze kilkanaście razy. A kilkanaście „ciutów” to zwykle taka porcja żeru, że widząc to na jednym talerzu zrobiłoby się słabo.
  5. Nie piję słodkich napojów. W ogóle. Smakowe, słodkie napoje potrafią nabić taką liczbę kalorii w ciągu całego dnia, że właściwie, żeby schudnąć, nie mogłabym nic jeść.

Na początek wystarczyło. No i efekt był, a dodatku taki, że potem już Kulka wyrzucała szybko luźne ciuchy, żeby brak większej garderoby skutecznie zniechęcał ją do tycia…

PS. Diety online – zapraszam tutaj.

{ 8 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Patyska Kwiecień 6, 2013 o 8:13 pm

Monia, ja wiem, że mówiłam Ci to z tysiąc razy, ale muszę to znowu powiedzieć: kocham Cię.

Odpowiedz

Monika Kwiecień 6, 2013 o 9:10 pm

Cmok!;-)

Odpowiedz

kasia Kwiecień 6, 2013 o 10:35 pm

podpisuję się pod tymi zasadami wszelkimi kończynami!
u mnie było podobnie i też zadziałało. I pierwszy raz schudłam bez jojo i poczucia krzywdy ( ja biedna wiecznie na diecie, tego nie mogę, tamtego nie mogę, a ona taka chuda i je batonika!). Wręcz wypadało by powiedzieć- schudłam od kiedy rzuciłam wieloletnie diety w cholerą, a zaczęłam żyć normalnie.
Moją zmorą były zawsze słodycze- na dietach odmawiałam ich sobie całkowicie, a jak już któregoś dnia odpuściłam, to szkoda gadać. Pięć milionów kalorii w cukrze w czystej postaci ;)
Rozwiązanie okazało się bardzo proste- jak mnie wieczorem naszła ochota na coś słodkiego, to mówiłam sobie, że zjem to rano, do I lub II śniadania. Zazwyczaj do rana ochota mi już przeszła, a jeśli nie, to sporadyczne ciastko do kawy przed całodziennym bieganiem po mieście nie wyrządzało większej szkody ;)

Odpowiedz

Monika Kwiecień 6, 2013 o 11:51 pm

Czyli jesteś chodzącym dowodem na to, że można:-))) I super! Najgorsze jest to przejście z fazy „o ja biedna” do „już nie będę się usprawiedliwiać, koniec!”. Ja nie do końca kumam jak to się odbywa… (w sensie tak, żeby prosto podpowiadać innym). Na pewno potrzebna ogromna szczerość wobec siebie, a o nią czasami bardzo trudno. Tak to już jest, że te osoby, które schudły skutecznie, bez jojo, bez durnych szalonych sposobów często mówią, że to najpierw zmieniło się „coś” w głowie.

Odpowiedz

Bożena Kwiecień 7, 2013 o 8:34 am

Wspaniale się czyta te Twoje teksty…. są takie normalne…bez zadęcia…. Śmiałam się czytając o postanowieniu noworocznym…. Tak…. było już lepiej…. a potem każdy pretekst był dobry…. a to urodziny córki , a to imieniny zięcia, potem moje…. a teraz Wielkanoc… [ chociaż tu już mi się włączyło myślenie.... Święta były u dzieci.... więc w tym roku już nie piekłam schabu.... nie gotowałam pysznego bigosu.... nie piekłam ciast..... ale dostałam przydział ciasta... i dokąd ten " wróg " był w lodówce.... to go skutecznie w krótkim czasie postanowiłam zniszczyć.... bo to przecież wróg ! ].
Tak…. muszę przyznać, że ze słodyczami [ jak ich nie ma w domu…. to mogę sobie poradzić….. ale jak jestem długo na mieście…. to zamiast zabrać ze sobą orzechy albo jabłko czy banana… ląduje ….. na kawie…. i ” czymś ” do kawy ….[ oj jak lubię w-z.... albo eklery.... czy inne cuda z kremem lub śmietaną....]
Wiesz…. śmieszne jest to, że ja niby wszystko wiem…. teoretycznie [ jak robiłam porządki w książkach…. to okazało się, że tych o odchudzaniu…. mam całą półkę…. i……… jakoś dziwnie…. jestem gruba…. a no , że o sprzętach do ćwiczeń nie wspomnę…. [ trampolina…. kołyska, piłka duża i mała, beret… twister…. a jeszcze wkrótce odbiorę taki steper z linkami….- był w promocji…. no i kije leniwie wylegują się w przedpokoju…. czekając na wiosnę…. . Rozmawiałam z Piotrem…. a on mówi…. to wszystko to twoje WYMÓWKI….. i jak mu nie przyznać racji…. Tak to nasze ” od jutra „…. ” muszę…..” ” jaka jestem gruba …” ” ciężko mi się schylać „…. jak dobrze, że można już będzie chodzić wkrótce w butach, które się łatwo wkłada…. bez schylania…. Ale trzeba będzie zdjąć ” paltoty „…. i pod bluzeczką wszystkie opony, fałdki…. niestety …. się nie ukryją. Lustra …. jakoś nie koniecznie do końca ” oddają prawdę „…. zwłaszcza te w przymierzalniach….. ale największe wrażenie zrobiło na mnie …. jak się przejrzałam ….w szybie na dole ” błękitnego wieżowca… ”
WIĘC JUŻ TERAZ …. KONIEC WYMÓWEK… WIOSNA JUŻ PRAWIE PUKA DO DRZWI…. WIĘC DO ROBOTY…. każdy chociaż 1 kilogram zrzucony miesięcznie…. da nam za rok : 12 kg mniej! A więc drobnymi kroczkami do celu. Pamiętajmy…., że tuczyłyśmy się przez wiele lat…. więc i gubić te nasze
” zapasy „…. też musimy spokojnie ale konsekwentnie. Musimy nauczyć się ” nowego odżywiania ” i więcej ruchu włączyć na co dzień…. a utrata kilogramów…. niech będzie miłym ” skutkiem ubocznym….”
Bożenka [ ta od zmywarki....]

Odpowiedz

Monika Kwiecień 7, 2013 o 10:42 am

Dziękuję Bożena! W moim przypadku też wymówki przez wiele lat powodowały, że nie mogłam schudnąć… Piotr ma rację. Potem „pogadałam z sobą, tak szczerze”;-) I w dwóch ratach paredziesiąt kg poszło. Bez cudów i wydziwianek. Wiem, że to nie jest łatwe, ale… znów ta szczerość wobec siebie;-) Ale damy radę! U mnie dziś piękne słońce i za chwile biorę kije i ruszam. No pogoda własnie przestaje dawać wymówkę, więc nie mamy wyboru;-) Trzymaj się. Metoda małych kroków zdecydowania świetna:-) Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Milka Październik 2, 2013 o 1:13 pm

Odchudzałam się już niejednokrotnie bezskutecznie ? efekt jojo był moim nieodłącznym ?przyjacielem? . Naprawdę Nie polecam wam diet alternatywnych typu dukana, jednoskładnikowa itp. ? nie działają. Potrzebowałam wielu lat odchudzania żeby dotarło że jedynym sposobem na schudnięcie jest zdrowe odżywianie i zbilansowana dieta. Odchudzam się z dietetykiem i super efekty są, a jo-jo nie ma;) Jem smacznie, czuję się świetnie, mam dużo energii ? czego chcieć więcej? (…)

Odpowiedz

Monika Październik 2, 2013 o 2:29 pm

:-) To jedyna skuteczna droga, ja o tym wiem, dlatego… http://chilifiga.pl/dieta-online/

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: