Ocean Miłości – słodko i pluszowo

przez Monika w dniu 11 lutego 2013 · 2 odpowiedzi

Ocean miłosciTak, to już ustaliliśmy, Walentynki muszą być ckliwe i słodkie, aż język skręca się w trąbkę lub spiralę, którą ślina wycieka i kapie na serwetki w różowe serca. Czteroletnie baletnice piszczą z zachwytu, sześciolatki trenujące dżudo wydymają wargi z pogardą. Ale tacy słodziutcy i milusińscy są czasem zakochani, którzy na określenie swojej drugiej połowy przytaczają słowa mogące wydumaniem konkurować tylko z nazwami obiektów lunologicznych (jak mnie słusznie pouczono!) na Księżycu (na którym Zatoka Miłości jest, a jakże!).

Moim numerem jeden w rankingu na zwroty do partnera/miłości życia są… pluszaki! Naprawdę, znam dorosłych ludzi, całkiem serio dorosłych, nawet w średnim wieku całkiem wyrośniętych i dojrzałych, którzy zwracają się do siebie per „pluszaczku”. Bez nazwisk, bez nazwisk! Nie piszę tego z cynizmem, bo o ile ich znam, to pluszaczki są szczere, z głębi tego mięśnia pulsującego pod żebrami, jeśli nie spod trzustki nawet. Więc niech się pluszaki kochają jak chcą! I szczerze słodkich Walentynek im życzę.

ocean miłości 2Ale… Ja jednak jestem trochę z gatunku tych bardziej bab niż nimf. Zamiast „Rybeńko, tak Cię ślicznie proszę, gdybyś miał minutkę to swą nieocenioną dłonią nalej mi do kubunia herbatkę tirli, tirli” raczej „Ryba, chcesz liścia czy zrobisz migusiem konkubinie herbatę?”, albo wystarczy wymownie charczeć, bystrzejszy partner zrozumie. No i kiedy taki babsztyl zaczyna myśleć jaka scena z udziałem znajomych była najbardziej wzruszająca, i kojarzy się z Walentynkami, to nie spodziewajcie się „Przeminęło z wiatrem”.

To są nasi serdeczni znajomi (ale bez nazwisk, to i bez obrazy mam nadzieję!). Grywaliśmy kiedyś w karciochy. Ale nie w brydża – doprecyzuję, żeby oddać atmosferę –  w remika.  Zawsze czymś wyjątkowym do jedzenia podejmowani lub podejmujący – na zmianę. Karciochy zakrapianie rzecz jasna, bo kto o zdrowych zmysłach mógłby grać w remika do 7.00 rano. I kiedyś tak mniej więcej w połowie imprezy On wstał nagle, robiąc niezły raban, z fotela. Wyprostował się – tak mu się przynajmniej wydawało. Zerknął ciekawy, czy Ona zwróciła uwagę… Nie miała innego wyjścia!

ocean miłosci 3- Kochanje!

(pisownia precyzyjna, tak to brzmiało!)

-  Kochajne!

I upewniwszy się, że Kochanje go słucha i patrzy, zgiął się wpół jak scyzoryk w pokłonie głębokim i bardzo dynamicznym, po czym tuż po uzyskaniu na powrót pozycji wyjściowej, prawie pionowej, zapytał z rozbrajającą powagą:

- Szy Ty wjesz za co ja Cię szanuję?!

Ona wiedziała, ale nie powiedziała. Ryczeliśmy ze śmiechu do rana. Ale lubię sobie to spotkanie przypominać w Walentynki, żeby mieć pewność, że nie tylko ja raczej unikam „Kiziu miziu, pomponiku, cimcirimci”, a częściej wyduszę z siebie „Wypad z kuchni bo mordy poobijam”. I wtedy cała rodzina wie, że nad życie ich miłuję i właśnie miłość na talerze przelewam.

Z okazji Walentynek proponuję przelać na talerze Ocean Miłości (czy brzmi dość słodko i pluszowo?), czyli wyspy z bezowych serc pływające w musie truskawkowym z granatem i wiórkami kokosowymi.

Ocean Miłości

Przepis na serduszkowe bezy – tutaj

Ocean przyrządzamy z mrożonych truskawek, które rozmrażamy (nie trzeba zupełnie), miksujemy z miodem lub syropem z agawy (płaska łyżka słodkości na jeden worek mrożonki). Dekorujemy sercami i/lub cząstkami owocu granatu i/lub wiórkami kokosowymi.

Jeśli obrazek wyda Wam się zbyt słodki, to dla zrównoważenia wrażeń możecie wcinać deser z jednej michy drewnianymi kopyściami.

Oczywiście osoby dbające o zdrowie i figurę zjadają mus, natomiast bezowe serca ostentacyjnie i z obrzydzeniem wyrzucają!

Ocean miłosci

{ 2 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Maciek Stu Luty 11, 2013 o 8:24 pm

Tej, jeżeli na księżycu, to nie GEOlogiczne obiekty, tyko LUNOlogiczne, jak już.

A poza tym cudo, jak sobie wyobrażę wymownie charczącą Ciebie :DDD

Odpowiedz

Monika Luty 11, 2013 o 9:29 pm

A zatwierdziłam, a niech będzie. Lunologiczne powiadasz… No ładnie się nazywają:-) Człowiek taki widzisz tempy, jak w tej kuchni wciąż siedzi;-) Dzięki za uwagę:-)
A skoro takie drobiazgi, jak charczenie, okazują się interesujące, to musimy sie poważnie z Nataszą zastanowić nad kręceniem filmików uzupełniających do wpisów;-) W tym wypadku mogłoby być samo audio:-)
pozdrówka

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: