Moje tuczące włoskie wakacje

przez Monika w dniu 12 czerwca 2013 · 2 odpowiedzi

smak florencjiMiało być jak we włoskiej podroży Jamiego. Albo jeszcze lepiej, bo leniwie, np. tak: leżę sobie, czytam Terzaniego, który mieszkał nieopodal we Florencji, pałaszuję zdrowe włoskie smakołyki i popijam chianti. A wyszło jak zwykle. W wolnych sekundach poczytywałam „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały…”, chuchałam na termometr, żeby widzieć więcej niż 8 st. C w „słonecznej Italii” (no dobra, tylko parę pierwszych dni), a w Toskanii strzeliłam focha, bo wśród barowych lokalnych specjałów 90 proc. stanowiło mięcho. O przymusowej wycieczce łodzią ratunkową do Wenecji, przejazdach przez błotne potoki na drogach i fontannach krwi z łuku brwiowego wspomnę (żeby już nie przeginać) innym razem. Dziś kilka wspomnień „smakowych”.

mątwy duszoneNajpierw Wenecja, a dokładniej Cavallino Treporti, zatem woda, dużo wody. A jak widzę wodę, to chce mi się ryby! Albo przynajmniej czegoś, co potrafiło pływać, zanim to bezczelnie zeżarłam. Żeby znaleźć najbardziej smakowite kąski,  trzeba łazić po miejscowości tak długo, aż znajdziesz tę obleganą przez autochtonów. W takowej fantastycznej padł najpierw polecany jako lokalny przysmak seppie in umido con kalmarypolentina (mątwy duszone podawane z lekką polentą) absolutnie genialne! I jeszcze calamari fritti con insalata verde – wiadomo prawda? W każdym razie kalmary świetne, bo nie utopione w cysternie ciasta (jak to czasem bywa), a jedynie z lekką mgiełką mąki, rozpływające się w ustach, podane z frytowanymi także małymi ośmiorniczkami i grillowanymi kawałkami polenty kukurydzianej i z manny. Obżarłam się tak, że nie dałam rady doczołgać się do kucharza, żeby sterroryzować o przepisy, ale namierzyłam już knajpę w necie. Mogę zatem odezwać się z jakimś sympatycznym szantażem w celu wydobycia receptur, ale najpierw muszę znaleźć źródło na naprawdę świeże owoce morza, bo bez tego to i złota panierka nie pomoże.

kucharz

Wenecki pan kucharz w przerwie na fajeczkę

kandyzowane skórki pomarańczoweNa deser

Kandyzowane skórki pomarańczowe albo świeży kokos (oczywiście raczej nie włoski, ale chyba tam akurat popularny, bo wszędobylski) i oczywiście świeże owoce. Na brzoskwinie i miękkie figi prosto z drzewa było za wcześnie, za to czereśnie wciskaliśmy w siebie kilogramami.

Potem było serce Toskanii

zupa toskańskaToskańska zupa z legumi, czyli roślin strączkowych, które każda żywieniowa wariatka uwielbia (zielona soczewica, ciecierzyca, fasola czerwona, azuki, cannellinni i tzw. czarne oczko), ciut warzyw (marchew, cebula, kapusta i sporo selera, którego generalnie nie cierpię, ale do tej zupy wybitnie pasuje). Przez dodatek kaszy (jęczmiennej i orkiszowej) zupa smakuje trochę jak połączenie fasolówki z naszym krupnikiem, ale smakuje wybornie!  W knajpie się dowiedziałam, że nie mam co stękać o przepis, Włoszki nigdy nie robią fasolówki z konkretnej receptury, tylko wrzucają (poza wymienionymi powyżej najpotrzebniejszymi składnikami) to, co mają pod ręką w ilościach akurat dostępnych.

Grillowane mięcho... miejscowi przekonywali, że to naprawdę lokalne specjały, choć mam pewne podejrzenia, że to była wersja miejscowej kuchni dla turystów. Dla niepoznaki z odrobiną rozmarynu.

Grillowane mięcho… miejscowi przekonywali, że to naprawdę lokalne specjały, choć mam pewne podejrzenia, że to była wersja miejscowej kuchni dla turystów. Dla niepoznaki z odrobiną rozmarynu.

Za to dodatki już bardziej przekonujące. Peperonata - podawane na gorąco papryczki peperoni duszone w kosmicznej ilości tłuszczu z odrobiną ziół. Pycha!

Za to dodatki już bardziej przekonujące. Peperonata – podawane na gorąco papryczki peperoni duszone w kosmicznej ilości tłuszczu z odrobiną ziół. Pycha!

śmierdzący sklepik

Coś dla Nataszy, czyli sklepik z zapachem trupa oraz aromatami najbardziej śmierdzących serów;-)

na targu

Coś dla mnie, czyli obwąchiwanie targowisk z karczochami, bakłażanami o dziwnych kształtach, kwiatami cukinii oraz dziwnie wyrośniętymi grzybami.

karczochy

grzyby

Dla dorosłych łyk lokalnego wina - samo oglądanie winnic to frajda nie lada, dlatego nie wolno kupować więcej niż jednej butelki wina w jednej winnicy, żeby mieć pretekst do odwiedzenia kolejnej.

Dla dorosłych łyk lokalnego wina – samo oglądanie winnic to frajda nie lada, dlatego nie wolno kupować więcej niż jednej butelki wina w jednej winnicy, żeby mieć pretekst do odwiedzenia kolejnej.

smak florencjiNa deser słodkie smaki Florencji. Najlepsza była ta ze słodkim serkiem risotta. Generalnie jak trafiłam do tej cukierni (śledząc znów miejscowych), to szybkim gestem dłoni posłałam gołębiom resztę focacci, którą chrupałam podczas spaceru. Następnie zeżarliśmy poza tymi na zdjęciu także lekkie słonawe panini, tartaletki migdałowe i jeszcze mini czekoladowe…

gelato!A do tego jeszcze gelato. Pistacjowe nie tylko z powodu koloru! Albo limonkowe z czekoladą, albo bezowe, albo czekoladowo nugatowe posypywane bardzo gorzkim kakao.

Niestety nie dałam rady sobie odmówić, dlatego pędzę teraz rozpisać sobie jakąś szybką dietę, żeby wrócić do rozmiaru sprzed wakacji. A potem znów do kuchni!

{ 2 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Patyska Czerwiec 12, 2013 o 3:05 pm

Ach, Wenecja…
Czekam na sensacyjne info ;)

Odpowiedz

Monika Czerwiec 12, 2013 o 3:30 pm

Oj będzie się działo, choć nie wszystko pamiętam;-)

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: