Krwawa Mary po japońsku

przez Natasza w dniu 16 listopada 2012 · 0 odpowiedzi

Obudził mnie dzisiaj deszcz, ale taki inny niż zazwyczaj. Za bardzo walił z szybę. Pobiegłam do łazienki, bo tam mam okno poddaszowe, więc można sobie dokładnie obejrzeć, czym pluje z nieba. No i pluło kawałkami lodu. Nie był to jednak ani grad, ani śnieg, tylko coś pomiędzy. Śnieżna rzygowina. Nie znoszę takiej jesieni. Nie może być kolorowo? Nie mogą sobie listeczki tańczyć na wietrze, kasztany pobłyskiwać w kolorze ciepłej czekolady i pachnieć dymem z ogniska? Niestety mieszkam w mroczno-torfowo-błotnistym regionie Niemiec, który graniczy z Belgią. Prędzej utopię się w bagnie niż opalę. Leje tu chyba większą część roku. Idealne miejsce dla wampirów, o których znowu głośno z racji ostatniej części lądującej za chwilę w kinach.  Bez względu na idiotyczność zagadnienia przyznaję, że literacki wampir Edek spełnia wszystkie wyobrażenia o mężczyźnie idealnym. Nie śpi (więc mógłby popilnować w nocy dzieci, a nawet je uciszyć kołysanką własnej produkcji), nie korzysta z WC (więc nigdy nie zasika klapy, ani podłogi), nie je (tu trochę szkoda, bo nie doceni naszych starań), a na dodatek możesz sobie z nim poskakać po drzewach. Po głębszym zastanowieniu się doszłam do wniosku, że mój mąż nie przypomina wampira Edka. Na dodatek chrapie w nocy. Dziesięć lat temu głosem niczym miód prosto z pasieki prosiłam go, żeby się odwrócił na bok (bo chrapie zawsze wtedy, kiedy leży na wznak). Teraz sama go odwracam, stanowczo, bez miodu, ani żadnej innej słodyczy. I podpieram poduszkami, żeby znowu nie gruchnął na wznak.
Myślenia wampiryczne pchnęły mnie w kierunku krwawej Mary. Oprócz wersji klasycznej znalazłam też wersję japońską, która wydaje mi się idealna na podłe listopadowe dni.

Krwawa Mary po japońsku

(co nie znaczy, że zmieszana z flakami surowej ryby)
600 ml wódki
170 ml soku pomidorowego oraz
1 łyżeczka mirin
pół łyżeczki wasabi
pół łyżeczki sosu sojowego
Wasabi to japoński zielony chrzan, który wypala wnętrzności, a mirin to lekko słodkawe wino ryżowe. Jeśli go nie mamy to dodajemy białe słodkie. A potem wszystko mieszamy i wlewamy w gardziel.

Uprzedzam, że można się porządnie spruć.

Inne podobne wpisy:

  1. Mała czarna na dzień dobry

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: