Krem z buraków i malin oraz wspólne odchudzanie, ciąg dalszy

przez Monika w dniu 13 lutego 2015 · 0 odpowiedzi

krem z burakow i malinZ tym punktem 4 (smakowita nagroda raz kiedyś), akurat teraz, to chyba jednak był błąd! Żywieniowa wariatka wymiękła i… kupiła pączki. W dodatku myślała, że rodzina zamerda ogonkiem. Tymczasem był foch!

- Po jednym? W tłusty czwartek? Tylko po jednym? – długowłose dziewoje z niedowierzaniem grzebały w siatach z zakupami.

- A ile byście chciały? – pytanie miało być retoryczne i uciąć dyskusję. Ale zostało zrozumiane wprost.

- Ja 10 – zawołała Majka.

- To ja 100 – przebiła Martyna. Oczy im błyszczały coraz bardziej.

- Milion – wykrzyczały razem.

 - Milion? Tego się nie da zjeść nawet przez całe życie! – żywieniowa była pewna tej teorii już przy dużo niższych liczbach, ale akurat ta w kontekście pączków okazała się dla dziewczyn najbardziej interesująca.

- Da się – piszczały z przekonaniem. Trzeba to jakoś pokazać na cyferkach, że się nie da i już.

- To ja Wam policzę ile to wychodzi dziennie i wtedy ocenicie, czy dacie radę. Załóżmy, że ktoś rąbie pączki właściwie już zamiast mleka z piersi matki i że żyje potem 100 lat - choć to oczywiście przy takiej diecie absolutnie nierealne. Ale załóżmy, dla zabawy. To wychodzi 27 pączków dziennie! Ha! Nie da się! Przecież, żeby spalić jednego pączka, trzeba biegać godzinę, czyli nawet się tego badziewia nie spali, bo doba ma za mało godzin. Ha!

Żywieniowa tryumfowała. Ale dziewczyny nie wyglądały na przekonane. Majka wykombinowała, że mogłaby biegać bez przerwy i w biegu jeść. Martyna tylko postękiwała na myśl o 27 pączkach.

A my lepiej wróćmy do zmiany nawyków. Mamy już:

  1. Nie jem wieczorem
  2. Reguluję posiłki do ok. 5 dziennie w równych odstępach
  3. Piję duuużo wody
  4. Smakowita nagroda raz kiedyś.

Przy czym załóżmy, że to ma być naprawdę, naprawdę baaardzo rzadko. W dodatku to wcale nie muszą być tłuste, mączyste, oblepione obrzydliwym lukrem pączki. Smakołyków dużo zdrowszych mamy mnóstwo. W sumie… w sumie nawet zupa może być lekko słodka! Taka będzie dziś.

5. Nie wiem jak Wy, ale ja odstawiam słodycze, a jak mnie ktoś poczęstuje znów pączkiem lub tortem (ostatnio jakaś inwazja okoliczności tortowych), to powiem, że jestem alergikiem i już!

6. Od razu też, a co! Ja się nie odchudzam, nie jestem na diecie, tylko zmieniam nawyki. A tego się nie robi na jakiś czas, tylko na stałe. Zmieniam już, wprowadzam kolejne. Ale nie od jutra! Bo to zwykle powoduje jedzenie na zapas, a zaczarowane „jutro” wciąż się odsuwa. Już w tym jesteśmy, nie ma odwrotu, ale obiecuję, że będzie fajnie:-)

Krem z buraków z malinami

krem z burakow i malin1Widziałam ostatnio taki przepis w necie. Z różnymi dodatkami. Zrobiłam. Całkiem, całkiem. Nawet Majka dała się nabrać na niewielką porcję, choć jej niechęć do buraków jest taka, jak moja do chipsów i chamskich ludzi.

Ja dodałam tylko grecki jogurt. Osobisty narzeczony pochłonął pół wielkiego gara!

- ok. 750 g kg małych buraków
– 250g malin (mogą być mrożone)
– 1 czerwona cebula
– łyżka oliwy z oliwek i 2-3 szczypty suszonej, drobno mielonej włoszczyzny (lub w zamian bardzo intensywny bulion warzywny, ale wtedy krem nie będzie już taki gęsty)
-szczypta soli

- jogurt grecki naturalny

Buraki pieczemy zawinięte w folię aluminiową (200 st. C ok. 1 h i 20 minut, ale dokładny czas zależy od ich wielkości), ewentualnie gotujemy w mundurkach. Obieramy, miksujemy wraz z malinami, drobno pokrojoną cebulką zeszkloną na oliwie i pozostałymi wymienionymi dodatkami. Tylko kleks z jogurtu zostawiamy już na sam koniec. Tak na deser;-)

krem z burakow i malin2

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: