Konfitura z pigwą i moje małe Buenos

przez Monika w dniu 30 października 2013 · 2 odpowiedzi

pigwaZumba. Odnoszę wrażenie, że wszyscy ostatnio ją tańczą (także Natasza:-). A jak nie zumbę, to tango. Ja jestem chyba typ jakiś taki „prosty”, bo mi wystarczy bieganie. Ale czasem zazdroszczę niektórych wrażeń. Zaczytałam się ostatnio we wpisie na blogu dziewczyny, dla której argentyńskie tango to życie (wiem, brzmi bardziej banalnie niż życzenia szczęścia i pomyślności, ale tak jest). Zaczytałam się w opowiastce o tym, że w Buenos Aires mężczyźni, widząc kobietę, nawet objuczoną jak muł i potarganą, w drodze do pralni, posyłają jej: „boska”, „piękna”, a do tego westchnienia… Tak się zaczyna tango, przed tangiem. Pewnie dlatego ten taniec nie mógł narodzić się nigdzie indziej. Tango to uwodzenie.

Postanowiłam pobiegać, zastanawiając się jednocześnie, czy poczuję się bardziej kobieca, gdy mknę lekko i zgrabnie jak sarenka przez łąki i pobliskie wioski. Śmigałam właśnie obok powstającego domu, gdy panowie murarze uraczyli mnie radośnie:

- Te! Mała! Ruchy, ruchy, bo cię obsrają muchy!

Takie moje małe Buenos…

Konfitura z pigwy, dyni i jabłek

Pigwy dostałam od sąsiadki i… zastygłam w bezruchu, bo jakoś się wcześniej nie spotkałam z tak okłaczonymi owocami. Szybka lektura i już wiem, że na surowo lepiej nie, ale do przetworów super, bo aromatyczna pigwa poprawia smak mało wyrazistych konfitur. To się dobrze składa, bo u mnie akurat „na tapecie” jabłko plus dynia i zastanawiałam się czym je podrasować.

pigwa2- 3 dorodne pigwy

- 3 jabłka

- kawałek dyni, odpowiadający mniej więcej wagowo porcji pigwy

- syrop klonowy

Mycie, obieranie, dłubanie. Wiadomo. Kroimy na kawałki. Dusimy kolejno dorzucając. Najpierw pigwa (bo najtwardsza) 10-15 minut. Dynia – razem kolejne 15 minut. Jabłko – razem aż do osiągnięcia właściwej konsystencji. Ponieważ ani jabłka (miałam kwaśne), ani dynia, ani tym bardziej pigwa nie mają w sobie dość słodyczy, to taki miks jednak wymaga dosłodzenia. Ja wybrałam syrop klonowy – próbujcie, aż do osiągnięcia akceptowalnego smaku. Można pasteryzować w słoikach bez dosładzania, a po otwarciu dodać miód.  

Do chleba? Może być, ale jeszcze lepiej pasuje na przykład do naleśników lub ryżu. 

PS. Wspomniany wpis o tangu Lucy Beniowskiej znajdziecie tu: http://lucyna.tangonuestro.pl/post/tango-zaczyna-sie-przed-tangiem

{ 2 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Patyska Październik 31, 2013 o 7:42 am

Monia. Ja nie mogę do Ciebie przychodzić. Bo ja się boję, że kiedyś przyjdę nie w porę i zesikam się ze śmiechu. W porty.

Odpowiedz

Monika Październik 31, 2013 o 7:46 am

Ależ przychodź! Koniecznie! Śmiech spala kalorie, poprawia krążenie, pracują mięśnie brzucha… Samo zdrowie;-) Pająka znów ostatnio w domu miałam, więc będzie co opowiadać:-) Ściskam!

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: