Kiszone cytryny i psiarze

przez Monika w dniu 20 kwietnia 2013 · 1 odpowiedź

kiszone cytryny1- Wąż! Wąż! Wielki! – krzyknęła moja siostra i dała po hamulcach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że znajdowałyśmy się nie w zoo, ale jakieś 100 metrów od domu. Wąż!? Wielki? Obok mojego domu?! Jeny! Wypadłam z samochodu i próbowałam dojrzeć cokolwiek przez tuman kurzu. Oczami wyobraźni widziałam boa. Nie, pytona! Nie, anakondę! W myślach układałam plan działania: ja będę szła za nią (tą anakondą) ostrożnie, żeby nam się nie zawieruszyła, bo inaczej będziemy żyć w ciągłym lęku, że zeżre kiedyś znienacka naszą siwą sukę. A w tym czasie siostra będzie dzwonić na straż, policję i  po wszystkich świętych. Przydałby się Diego (dalej, Diego, dalej!), bo on się zna na wężach. Kiedy tuman opadł, ruszyłam z kopyta. Tak szybko, że o mało co przydepnęłabym leżącego na drodze zaskrońca, pięknego. Fakt, wielkiego, takiego jeszcze nie widziałam. Ale nieruchawego już niestety.

- Ale przed chwilą jeszcze się ruszał, naprawdę! – przekonywała moja siostra.

- Młoda, ale mu tu już wiszą farfocle. I jęzor ma opiaszczony.

- Ale ruszał się! – Upierała się siostra z takim przekonaniem, że o mało co rzuciłabym się robić zaskrońcowi ust-usta. Jednakże farfocle wskazywały, że może to nie dać efektu.

Wyśmiałabym siostrę, albo puknęłabym się ostentacyjnie w czoło, ale nie mogłam, bo godzinę wcześniej wyciągnęłam ją z domu w związku z akcją ratowania psa potrąconego przez samochód. Czyli to geny. I żebyście się nie martwili: pies ma się dobrze, weterynarz nie skasował za wizytę, a Strażnicy Miejscy najpierw łypnęli groźnie oczami, a zaraz potem przeszli do działania: a może głodny? A może spacerek? Zamieszkasz u nas, a my znajdziemy właścicieli! A przytulić? Wężowi się nie udało, psu tak:-) Uff, fajnie, że takich zoologicznych wariatów, jak my, jest więcej. Wszystkim się należy order uśmiechu. Czyli cytryna. A co zrobić, żeby cytryna była jeszcze bardziej kwaśna niż zwykle? Można ją zakisić. No właśnie, ten psi samobójca napatoczył się właśnie wtedy, kiedy szłam do sklepu po gruboziarnistą sól morską do kiszonych cytryn…

Kiszone cytryny

kiszone cytryny2Przydadzą się, bo Natasza zaserwowała ostatnio z nimi mięcho, a gdybyście nie mogli znaleźć gotowych w sklepie, to już teraz będziecie umieli przygotować. Mogą się też przydać do różnych duszonych warzyw, albo grillowanych… Mmmm, powoli, powoli, najpierw niech się ukiszą!

- kilka cytryn (ja ukisiłam 4 sztuki), koniecznie bio, eko i w ogóle, bo inaczej do naszych żołądków trafi także ortofenylofenol, czyli paskudztwo, którym cytrusy są traktowane, a który to specyfik jest bardzo szkodliwy.

- sok z kilku cytryn (to już mogą być zwykłe, bo nie używamy skórki)

- sól morska gruboziarnista (przynajmniej łycha na każdą cytrynę)

- pieprz czarny w ziarenkach

- kolendra

- listek laurowy

Jeśli słoiczki mają być ozdobą kuchni, to możecie pójść z kiszeniem w słodkawe/korzenne aromaty i dodać kawałek cynamonu i efektowne wizualnie goździki, albo – jeśli lubicie bardzo ostre dodatki – dodajcie parę ostrych papryczek.

Cytryny należy nakroić z jednej strony na krzyż (tak, jakbyście chcieli pokroić na ćwiartki, ale nie nacinając do końca). W nacięcia naładować sporo soli. Cytryny upchnąć ciasno do słoika, zasypać jeszcze solą, dodać listek laurowy, kilka ziaren pieprzu i paręnaście kolendry. Zalać sokiem z cytryn. Czekać cierpliwie kilka tygodni… Dodawać np. do takich dań jak kurczak z oliwkami i kiszonymi cytrynami lub gotowanego ryżu

kiszone cytryny3

 

{ 1 odpowiedź… przeczytaj go poniżej albododaj jeden komentarz }

Michał Kwiecień 20, 2013 o 10:39 pm

Ale Ciekawie to wygląda :) super

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: