Recenzje

Super żarcie i Jamie Oliver

przez Monika w dniu 18 grudnia 2015 · 2 odpowiedzi

superfoodWreszcie! Wreszcie Jamie Oliver „upichcił” książkę dla żywieniowych wariatek. Najpierw jednak odwiedził miejsca, w których żyje najwięcej osób długowiecznych, a następnie odpytał sztab dietetyków, a nawet sam ponoć zaczął studia z tej dziedziny, żeby poznać tajniki zdrowego odżywiania. Do tego fenomenalna umiejętność łączenia smaków i… ślinotok przy przeglądaniu książki gwarantowany.

Filozofia tej książki – nie zaskakująca dla osób interesujących się ciut zdrowszym żarłem. Z pewnymi drobiazgami można by dyskutować, jak np. polecanie oleju słonecznikowego (tymczasem badania potwierdzają, że jego niewłaściwy stosunek kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6 ma kiepski wpływ na nasze pompki do krwi). Reszta to właściwie dla czytelnika chilifigi banały: czym są białka, węglowodany i po co nam tłuszcze. Dlaczego warzywa są the best. Że trzeba chlać wodę, a alkohol raczej nie. Z silnym i kilkukrotnym podkreśleniem dwóch rzeczy, które zawsze warto powtarzać,  po sto razy nawet. Po pierwsze fakt, że to nie od węglowodanów tyjemy i źle się czujemy, a jedynie od syfiastych przetworzonych produktów (w tym także węglowodanów, bo takowym jest np. cukier, ale pamiętajmy, że po wyeliminowaniu produktów przetworzonych pozostawione „węgle” to samo zdrowie ). Warzywa to zdecydowanie podstawa diety we wszystkich społecznościach, których długość życia daje podstawy ku temu, żeby jednak nie przerzucać się na modne paleo. A druga sprawa, żeby nie traktować zdrowego żarcia jako gwarancji dobrego życia, bo na takowe pracujemy całym trybem życia, na który składa się także np. eliminowanie – w miarę możliwości – stresu, aktywność fizyczna i sen, a dokładniej banalne przesypianie nocki. Przy czym chyba z 10 razy na kartach książki Olivier namawia do zakładania i uprawiania własnych ogródków: żeby mieć własne, Eko warzywa oraz zmusić się nie ruchu na świeżym powietrzu przy wydłubywaniu perzu wśród kapusty.

superfoodPrzepisy w książce to śniadania, „lanczyki”, kolacje oraz przekąski i napoje. Wszystkie wyglądają, jak zwykle, mega apetycznie. Z niektórych przepisów Jamie pozwala kilkoma zgrabnymi modyfikacjami wyczarować nowe zupełnie posiłki, co w takim codziennym pichceniu bardzo się może przydać, np. kilka przeuroczych aranżacji dla domowej granoli. Albo sałatki w słoikach, które można zabrać np. do pracy. Bomba! Co ja zrobię z tych przepisów? Chlebek figowo-bananowy na bank! A także smażony (oj wciąż sporo tych smażonych potraw Jamie ;-) chleb nadziewany malinami i pistacjami, pikantne wytrawne muffiny. Bardzo jestem ciekawa jak smakuje indyjski zapiekany kalafior z ananasem! To tak na pierwszy rzut. Coś dla Was też wybiorę.

Jakieś minusy książki? Drobiazgi. Pokazujące, że jednak Olivier dopiero liznął informacje o super food. Np. w przepisie, w którym należy zastosować kimchi (czyli pikantną kiszonkę) podpowiada, żeby poszatkowaną kapustę wymieszać z sosem z chili i sokiem z limonki. Takie „kimchi szefa kuchni”, czyli profanacja. To trochę tak, jak by zamiast jagód goji w przepisie użyć żelki haribo. To już nie będzie super food. No dobra, wiem, Anglicy prawdopodobnie niewiele wiedzą o kiszonkach, ale ktoś ze sztabu doradców mógł podpowiedzieć, że kapusta „kiszona” w ten sposób nie ma już cudownych właściwości.  No i przepisy z boczkiem mógł sobie darować! Ale za to uwaga! Oliwier zrobił wegetariańskie burgery i lasagne dyniowe bez padliny! Świat się kończy. To znaczy przepraszam, zmierza we właściwym kierunku :-) Rozkręcaj się Jamie! Rozkręcaj! Czekam na Twoje przepisy wege :-)

Najpierw się obawiałam, że to książka dla początkujących poszukiwaczy zdrowego i pysznego zarazem żarcia. Ale jak znam dar wydobywania smaków i łączenia ich przez Jamiego, to taka inspiracja przyda się każdemu:-)

W książce nie ma typowych przepisów świątecznych, ale na świąteczny bardzo apetyczny prezent jak znalazł!

superfood3

superfood4

 

ed53c782d772e28380a665d892a4de32

Plan Campbella, całkiem dobry plan!

przez Monika w dniu 14 listopada 2015 · 0 odpowiedzi

11215192_844195595693792_5420002281083069582_n (1)Dr Thomas Campbell, z TYCH Campbellów. Współautor popełnionych z ojcem „Nowoczesnych zasad odżywiania”. Mam do niego sentyment, bo moje wariactwo żywieniowe poszło drogą podobną do jego drogi: humanista, w którym budzi się wielbiciel prozdrowotnego, wręcz leczniczego żarcia. Do tematu podchodzi z dystansem, bez fanatyzmu. Szuka odpowiedzi na pytania, nie zakłada z góry, że jedna teoria jest słuszna. Dlatego potrafię mu zaufać.

Lubię jego podejście, łamiące stereotypowe myślenie o żarciu. Szukacie ostatecznej odpowiedzi czy węglowodany są w końcu zdrowe czy nie?  Czy w diecie lepiej jest zwiększać ich udział czy zmniejszać? Otóż pan Campbell zauważa słusznie, że nie ma jednej grupy produktów węglowodanowych, po prostu się nie da tak prowadzić rozważań! Bo jak ktoś chce skrytykować, to pamięta, że to także biała mąka i cukier. Jak ktoś chce zachwalać, to wymieni warzywa, owoce i zboża. A jedno do drugiego ma się nijak. Dlatego Campbell zaproponował nowy podział na grupy produktów żywieniowych. Koniec z podziałem na: białko, węglowodany i tłuszcz. Zamiast tego proponuje: produkty pochodzenia zwierzęcego, produkty roślinne wysoko przetworzone (czyli te gorsze węglowodany) i produkty roślinne proste. Proste:-)

Produkty pochodzenia zwierzęcego. Kto nie był przekonany do bezsensu obecności ich na naszych talerzach, po przeczytaniu książki nie będzie miał wątpliwości! Co ważne, tu nie ma ideologii, tylko punkt po punkcie przeanalizowane porównanie oddziaływania na organizm diety z i bez padliny oraz zawartości wymion krów i innych zwierzaków. Baaardzo słabo w porównaniu wartości odżywczych wypadają oczywiście także produkty przetworzone. Przykłady takie jak te dotyczące diety goryli (30 proc. energii to białko, nawet kiedy wcinają tylko liście!) pokazują jak wiele mitów wciskano nam latami w promowaniu spożywania ścierwa.

Campbell, podobnie jak mój ukochany Ornish, jest też przeciwnikiem tłuszczu. Dowodzi szybko, że nawet jeśli nie dodajemy do posiłków masła, oleju, oliwy, to udział tłuszczu w diecie roślinnej wynosi ok. 9-10 proc. Do tego, żeby się wchłonęły witaminy więcej nie trzeba. Mam też niedobrą wiadomość dla wielbicieli teorii, że cholesterol jest nam niezbędny. Jest, ale potrafi go produkować w potrzebnych (i bezpiecznych!)  ilościach nasza wątroba, więc sorry.

Generalnie na wstępie kilkadziesiąt stron twardych dowodów na to, że zdecydowanie to właśnie nieprzetworzone rośliny powinny być podstawą naszej diety. Dla mnie nie nowość. Wielbiciele diety paleo nie będą zachwyceni…

Generalnie Campbellowi chodzi o to, aby pokazać nam idealny, z punktu widzenia działania prozdrowotnego, plan odżywiania. Poza tym ogólnym podziałem analizuje też takie zagadnienia i współczesne dylematy jak znaczenie tłuszczu, soja – dobra czy zła, ryby (czy naprawdę takie zdrowe?), omega-3, GMO, suplementy, a także wałkowany ostatnio ponad jakąkolwiek wytrzymałość gluten. We wszystkich aspektach analizuje wszelkie dostępne badania, szuka, często inaczej, niestandardowo, dziury w całym.

Tłuszcz? Dieta śródziemnomorska jest zdrowa p o m i m o jego obecności w diecie, a nie dzięki niemu… choć nie zauważyli tego niestety badacze pod koniec ubiegłego wieku i oszaleliśmy na punkcie oliwy.

Ryby? Z badań wynika, że zjadacze ryb najczęściej statystycznie jedzą też więcej warzyw i owoców, a mniej mięsa i produktów przetworzonych. To nie ryby mają prozdrowotny wpływ, a ta cała, niezła, reszta… Podobnych błędów w wyciąganiu wniosków w badaniach Campbell pokazuje sporo.

Co do pszenicy ma autor sporo obaw, ale daleki jest od tego, żeby obarczać ją winą za wszystkie choroby świata. Słyszałaś/łeś, że ktoś się czuje lepiej po odstawieniu glutenu? Bardzo możliwe, ale wraz z glutenem tenże osobnik odstawił pewnie słodkie wypieki i sporo zapychaczy wątpliwej jakości i wartości odżywczej. Obniżył też IG diety. Więc to gluten ma znaczenie czy te współodstawione składniki? Na razie żadne badania nie dowiodły istnienia niezwiązanej z celiakią nietolerancji na gluten. Pokazały natomiast, że w tej kwestii bardzo silnie działa podświadomość: w badaniach ludzie przekonani (błędnie!), że są na diecie bezglutenowej czuli się lepiej. Gorzej ci, którym powiedziano (znów dla zmyły - tzw. ślepa próba), że wpierniczają gluten. Zatem opowieści cudów znajomych, którzy odstawili i teraz nie wiedzą czemu wcześniej nie zeszli z drogi zła, mogą być już mniej przekonujące.

I tak właśnie Campbell miażdży niektóre nasze przekonania o słuszności paru cudownych diet. Co prawda czasem zaznacza, że oczywiście jest możliwe, że za 10 lat kilka z pomniejszych tez odszczeka, bo mogą się znaleźć nowe wyniki badań. Ale generalnie całość planu oparta jest na tak  twardych podstawach, że parę drobiazgów niewiele zmieni. Głównych założeń na pewno nie.

Tak czy inaczej wygląda plan Campbella obiecująco i przekonująco. Nie opowiem wszystkiego, bo wtedy jaki byłby sens czytać książkę?;-) Ale polecam! Poza analizami wszystkich problematycznych produktów sporo porad jak wprowadzić plan w życie, jadłospisy, a także parędziesiąt stron przepisów kulinarnych. Coś na pewno zrobię niebawem i wtedy opowiem, czy poza wiedzą na temat leczniczego działania żarcia ma Campbell także zdolności kulinarne.

Monika

Drożdżówka kontra nauka, czyli apelik do Pani Minister

przez Monika w dniu 2 października 2015 · 6 odpowiedzi

sklepiki szkolneWykonałam z uciechy kilka pajacyków, gdy pojawiły się ustalenia/ograniczenia dot. dozwolonego asortymentu w gniazdach rozpusty, czyli szkolnych sklepikach. Wczoraj natomiast padłam, widząc wspaniałomyślny gest pani minister, która jedynie sobie znanymi cudownymi metodami WYNEGOCJOWAŁA drożdżówki dla szkolnych sklepików.

kontynuuj czytanie…

Resto Bar w Poznaniu czyli kuchnia autorska

przez Natasza w dniu 28 sierpnia 2015 · 0 odpowiedzi

restro4

Znaleźć dobrą restaurację, z dobrym jedzeniem jest coraz łatwiej. Ale znaleźć taką, która trzyma poziom – to już zupełnie inna sprawa. Resto Bar w Poznaniu przy klubie My Squash teoretycznie mogłaby kojarzyć się  fast foodem – frytki, hamburger, jakaś sałata. Szybko, byle jak i bez wysiłku. Nic bardziej mylnego.

kontynuuj czytanie…

recenzja wolfeDavid Wolfe: „Superżywność. Jedzenie i medycyna przyszłości”. Przeczytana. Myślałam, że łyknę szybko, ale z każdą stroną zwalniałam coraz bardziej…

Pana Wolfe’a widziałam już w akcji w filmie o surowej żywności.

kontynuuj czytanie…

chleb (2)

Chyba nic tak nie smakuje jak własnoręcznie upieczony chleb. Pewnie, że nie zawsze mamy czas, albo najzwyczajniej w świecie nie wiemy jak się za to zabrać. Tymczasem pieczenie chleba wcale nie musi być ani czasochłonne, ani trudne.

kontynuuj czytanie…