Diety lecznicze

Spaghetti z cukinii z ziołami

przez Monika w dniu 11 maja 2016 · 0 odpowiedzi

spaghetti z cukinii2  Poczekam sobie grzecznie i cierpliwie, aż wypełzną z czarnej ziemi posiane własnoręcznie cukinie. I patisony – ale to symbolicznie, bo od dziecka fascynował mnie ich porąbany kształt. Natomiast na cukinie czekam z utęsknieniem. I nie jest ważne, że koleżanka N. wysiała to warzywo prawdopodobnie garścią, jak zboże. W każdym wolnym zakamarku ogrodu. Nie wiem tego na pewno, ale tak wnoszę z ilości, jakie mi w ubiegłym roku dostarczała - bo nie przeje sama.

Ja cukinię pochłonę w każdej ilości (kalorii tyle, co nic, więc polecam na diecie!). W tym roku będę potrzebowała jej bardzo dużo, bo rodzina oszalała na punkcie warzywnego makaronu!

Spaghetti z cukinii z ziołami

Potrzebna będzie oczywiście specjalna obieraczka lub temperówka. Znajdziecie bez problemu jedno lub drugie w sklepach internetowych. Do tego:

spaghetti z cukinii3- młoda cukinia razy 2 

- 2 łyżki oliwy z oliwek

- czosnek, ok. 2-3 ząbki

- orzeszki piniowe (2-3 łyżki)

- zioła – ja dałam liście wasabi, japońskiego chrzanu (zerknijcie na jego zalety prozdrowotne!)

- odrobina soli

Cukinie obieramy ze skóry, następnie wykonujemy makaron. Na patelni podgrzewamy oliwę (delikatnie, żeby nie zaczęła dymić) i na niej powolutku szklimy czosnek w plasterkach. Oprószamy solą i wrzucamy makaron z cukinii. Dosłownie na 2 minuty, podgrzewamy i mieszamy. 

wasabi liscUwaga! Jeśli wykonujecie większą ilość, to należy to robić etapami,  żeby cukiniowe nitki równomiernie i szybko się zeszkliły, a nie zaczęły puszczać soku i się dusić.

Pod koniec dorzucamy aromatyczne zioła. Bo cukinia kocha wchłaniać różne aromaty! Ja dorzuciłam pocięte w wąskie paski liście wasabi. Tak, liście też są jadalne, w dodatku bardzo zdrowe:-) W dodatku ogrodom ziołowym udało się to, co wydawało się niemożliwe, czyli wyhodować wasabi w Europie. Bo podobno wasabi rośnie tylko w bardzo czystych rejonach Japonii, nad krystalicznie czystymi strumieniami. A teraz można mieć swój chrzan japoński w doniczce bądź gruncie! I rozkładać gości na łopatki – wystarczy proste danie, ale ten dodatek świeżego wasabi robi wrażenie.

Cukiniowy makaron podajemy z orzeszkami piniowymi, uprażonymi wcześniej na suchej patelni. I uwaga! Jeśli dotąd domownicy wytrzymali z daleka od kuchni, to na tym etapie wybuchowa mieszanka wszystkich zapachów nie pozwoli zostać im tam, gdzie dotąd byli…

Smacznego!
Monia 

spaghetti z cukinii

Buraki z pomarańczami i ziołową nutą

przez Monika w dniu 3 maja 2016 · 4 odpowiedzi

buraki zpomarańczami  Żywieniowa wariatka próbuje pozbyć się czegoś, co przylgnęło do jej tyłka podczas zimy. I do ud też, bezczelnie zupełnie się przykleiło coś, co nie pozwala się wcisnąć w ulubione portki. Czas przeskoczyć na pudełeczka, w przeciwnym razie przyjdzie mi paradować latem w długich kieckach i w porąbanym kapeluszu. Kapelusz w celu takim, żeby odwracać uwagę od dolnych partii ciała.

Przerzuciła się zatem wariatka na pudełeczka. W jednym buraki, w drugim pomarańcze - tylko że buraki zostały pokrojone nożem, który sekundy wcześniej torturował pomarańcze. I nagle buraki zyskały zupełnie nowy smak! Świetny. Zatem w domu ponowne testy, do tego trochę nasion chia, żeby było na bogato. Ale czegoś jeszcze brakowało. Było nieźle, ale nie doskonale. I wtedy podeszłam do tej części kuchni, w której blat zastawiony jest od niedawna ziołami. Uczę się je utykać w dużych ilościach do żarcia. Tak, żeby umieć korzystać z nich w sposób ciut bardziej wysublimowany niż banalna bazylia do mozarelli z pomidorami. No właśnie, okazuje się, że bazylia bazylii nie równa! Dorzuciłam do nowej sałatki liście bazylii rosyjskiej. Od tej zwykłej, znanej z marketów są mniejsze, ciemniejsze, mocniejsze, a przede wszystkim bardzo aromatyczne. Taka bazyliowa arystokracja, która mi ubrała i wykończyła sałatkę. Nie tą jedną zresztą;-)

Sałatka z buraków i pomarańczy

buraki zpomarańczami3Do sałatki wepchniemy:

- 2 pomarańcze

- 3 niewielkie buraki (ugotowane lub upieczone)

- czubatą łychę nasion chia

- liście bazylii rosyjskiej

- łyżkę soku z cytryny

Po prostu wszystko na kawałki (z wyjątkiem chia oczywiście) i do michy. Banał. A efekt bardzo ciekawy.  

Gdybyście chcieli spróbować jaka jest różnica między zwyklastą bazylią marketową a taką właśnie, to polecam ogrodyziolowe.pl. Tu prawie 30 gatunków samej bazylii. A przy okazji zamówcie koniecznie gotu kola i rukiew wodną (!!!). Resztę pozostawiam waszym apetytom i fantazji.

Wcinajcie zioła! Dużo! Wszystkie mają właściwości prozdrowotne, a wiele z nich (w tym m.in. bazylia) działanie antyrakowe. Dlatego warto wbić sobie do łba, że zioła mają być w menu codziennie, pod byle pretekstem. Bazylia dodatkowo działa uspokajająco, więc w razie stresów w pracy sałatka z bazylią, kwiat lotosu i przeciągłe, głośne „ommmmmmm”. I duży luz.
Smacznego!
Monika

buraki zpomarańczami2

Antyrakowy sok wyciskany z mniszka

przez Monika w dniu 26 kwietnia 2016 · 0 odpowiedzi

mniszek sokTak, tak wiem, że większość badań podkreśla rolę suplementów i herbatki z KORZENIA mniszka lekarskiego (vel mlecza), jednak w badaniach, które porównywały skuteczność różnych części tej rośliny na nowotwory okazało się, że akurat np. na raka piersi silniej działają właśnie ekstrakty z liści. Ponadto wielu z nas wprowadza do diety takie produkty profilaktycznie, więc zdecydowanie warto wcinać i zielsko i pić herbatkę z korzenia. A najlepiej żreć liście i popijać zaparzonym korzeniem. No dobra, przesadziłam;-)

O ile korzeniem mniszka zajmiemy się jesienią (wtedy jest najlepszy moment na „wykopki”, bo korzenie zawierają najwięcej cennych, m.in. właśnie antyrakowych składników), to na zbieranie liści właśnie teraz jest ostatni gwizdek. Do spożycia nadają się głównie młode liście. A jeśli roślina jest już większa, to wybieramy te najmniejsze ze środka. Wtedy nie będą gorzkie.

Sok wyciskany z mniszka

mniszek sok1Zebrane liście mniszka myjemy, zalewamy zimną wodą na ok. 30 minut. Po co? Podobno tracą wówczas część goryczy.

Wyciskamy, dodając ulubione (w sokach) warzywa i owoce. U nas tym razem młoda marchew i gruszki. Nie podaję proporcji, bo te tak naprawdę nie są najistotniejsze. Dla mnie najważniejsze, że dzięki wyciskarce mogę sprawić, że to, co najlepsze w zielonych liściach mogę pochłonąć w najbardziej przyswajalnej formie. Teraz szaleję z mniszkiem, bo warto, a reszta to tylko smakowy dodatek. Polecam! Także do sałatek. 

Ostatnio ktoś mnie pytał o syrop z kwiatów mniszka… Nie, nie robię, bo to jednak cukrowa bomba, a takowych unikam. 

Pamiętajcie, żeby mniszka zrywać w miejscach czystych – daleko od dróg. W moim ogrodzie paranoja… babcia Krysia przesadziła mlecze do skrzynek na warzywa, żeby suka nie mogła ich potraktować wiadomo czym;-) No i przestałam go tępić w doniczkach z kwiatami (co widać na załączonym poniżej obrazku), dzięki czemu mogę czasem skubnąć kilka listków do sałatki lub soku.

Przy okazji przypominam, że to także absolutnie genialny moment na zbieranie pokrzyw – przepis na soczek tutaj.

Podaję link do sklepu z wyciskarką, która mnie dotąd nie zawiodła i nie wygląda, żeby zamierzała. A także przypominam garść argumentów, które skłoniły mnie do zakupu.

Pysznych chwastowych zbiorów!

IMG_5734

sok z mniszka3

Żremy zioła!

przez Monika w dniu 14 kwietnia 2016 · 0 odpowiedzi

ziolaKto mnie zna, ten wie… Uprawianie jakichkolwiek roślin niejadalnych, zarówno w domu, jak i w ogrodzie, to moim zdaniem marnotrawstwo miejsca i czasu. Z tego powodu w domu mam może ze 4 doniczki z kwiatkami, które od kogoś dostałam. A że prezentów nie wypada podsuszać z premedytacją, a siwa suka nie pożera storczyków, to wspaniałomyślnie pozwalam im trwać – bez nadmiernej czułości oczywiście. Natomiast zdecydowanie cały sezon mam w ogródku mnóstwo najdziwniejszych jadalnych roślin, chętnie leczniczych. Także zioła - m.in. oregano i tymianek (kocham świeże!), bazylia wiadomo, w ilościach przemysłowych, rozmaryn (do śliwek!), bo wymiata raka. Mama zawsze znała się na ziołach. Jakieś dziwnie woniejące specyfiki siorbie z takim upodobaniem, jak by to było co najmniej martini. Ja mam w ogrodzie m.in. ziele długowieczności, cytryńca chińskiego, polowałam na rukiew wodną na ten sezon. Wydawało mi się (z akcentem na „wydawało”), że się troszkę znam.

ziola1Właśnie w poszukiwaniu rukwi (na zdjęciu obok dla zmyły coś innego;-) trafiłam na stronę ogrodyziolowe.pl. Ile ziół leczniczych można tam znaleźć? Grubo ponad 200 (!), z czego znakomita większość już dostępna w sprzedaży wysyłkowej. Bazylia? 11 odmian. Mięta albo tymianek? Po 21. Czystek, trybula, drzewo szpinakowe i rukiew wodna oczywiście. Także kilka takich, które bardzo chciałam mieć, jak wasabi, żyworódka pierzasta, gotu kola. No właśnie, niektóre nazwy pasują do egzotycznych pająków, różowych z fioletowymi nogami. Kosmos. A że zioła to genialne uzupełnienie diety ze względu na zawartość składników odżywczych i naprawdę silne działanie lecznicze, to postanowiłam przetestować na sobie i rodzinie żarcie tego ziela w zupełnie nowych kombinacjach i dużo większych niż dawniej ilościach. O czym będę Was na bieżąco informować, ponieważ właśnie dotarła pierwsza przesyłka!

Podpowiem czasem, co z czym smakuje, co na co pomaga. Zdecydowanie wolę wiosną takie suplementy diety, niż te z chemią z apteki! Już mnie normalnie energia roznosi. Wyobraźcie sobie świeże pesto zrobione w domu z dodatkiem aromatycznych ziół! Albo może trochę tego dobra wycisnąć do soków? Na razie polecam stronkę - dość ciężko się powstrzymać i zatrzymać na jednej doniczce… U mnie blat kuchenny wglądał dziś tak jak na zdjęciu niżej;-)

Jak tylko ziółka dojdą trochę bardziej do siebie po podróży (nie mogłam sie doczekać i te zdjęcia robiłam od razu!), to zrobię nowe fotki i przedstawię Wam towarzystwo:-)

ziola3

ziola5 Monika

 

Fenkuł duszony w winie

przez Monika w dniu 16 marca 2016 · 0 odpowiedzi

fenkul w winie   Młodsze dziecię żywieniowej wariatki, 8 letnie już, zapragnęło tańczyć. Zapragnęło też zaskoczyć instruktorów swoją energią na obozie tanecznym. No ale jak puścić na obóz małolatę, która wybrzydza podczas posiłków, wydłubuje widelcem nawet najdrobniejsze kawałki zielska z kaszy, mdleje na widok pomidora, papryki czy cebuli? Otóż trzeba małolacie uświadomić, że obozy są dla dzieci wszystkożernych lub przynajmniej prawiewszystkożernych! Efekt może być całkiem zadowalający.

Kiedy w marcu wpadłam do szkoły zapłacić za obiady w stołówce, przemiła pani zapytała, czy z Majką wszystko ok. Bo ona przychodzi – uwaga – po dokładki surówki  (pierwsza porcja kapusty w życiu, bo wcześniej nie dała się przekonać!). Dwie dokładki! Czyli w sumie trzy porcje. Na talerzu zostawia tylko to, czego naprawdę wybitnie nie lubi. Dumna byłam niesłychanie:

- Majuś, jestem z Ciebie mega dumna! Jakie to szczęście mieć córeczki, które wiedzą, że zdrowe jedzenie jest ważne!

Majka szybko zgasiła mój entuzjazm:

- Mamo, ja to jem tylko dlatego, żeby jechać na obóz!

No fakt, metoda wychowawcza średnia, ale dla żywieniowej wariatki liczy się oczywiście efekt;-) A może na stałe Majka zacznie jeść więcej produktów? Byłoby świetnie, bo mam dosyć monotematycznych obiadów. Z tej radości postanowiłam zaszaleć. Fenkuł. Fenkuł duszony w białym winie będzie na taką okazję świetny.

Fenkuł duszony w winie

Fenkuł, czyli koper włoski, dotąd kojarzył mi się wyłącznie z herbatkami wzmacniającymi laktację. Tymczasem jest on bogaty w wit. C , potas (obniża ciśnienie krwi), błonnik pokarmowy, a przy tym ma niewiele kalorii. Ponadto eliminuje wzdęcia. Tyle tych najważniejszych – dla mnie wystarczająco, żeby go wcinać! A w takim daniu jest bardzo zaskakujący. U mnie w ilościach sporych, bo się rozpędziłam, ale spokojnie można wykonać degustacyjnie, mniej, dzieląc powyższe ilości produktów.

fenkul w winie3- 4 fenkuły

- szklanka białego wina wytrawnego

- 2 spore łyżki masła klarowanego (ewentualnie łyżka oleju rzepakowego i 50 g normalnego masła)

- szczypta soli

- ser parmigiano reggiano

Fenkułowi obcinamy „stopę” oraz zielone badyle (zostawcie trochę drobnego zielonego do dekoracji), obieramy z jednej wierzchniej łuski. Myjemy, osuszamy. Kroimy w cienkie plastry. Wąchamy i się zachwycamy! Wrzucamy na patelnię i smażymy chwilę na oleju bądź maśle klarowanym (ok. 4 minuty). Zalewamy winem i ogrzewamy dalej, żeby alkohol odparował, a smaczek pozostał. Dusimy do momentu, kiedy koper zrobi się szklisty – będzie już bardziej miękki niż surowy, a jednocześnie pozostanie częściowo chrupki, nie będzie się rozpadał. Kiedy taki się właśnie stanie, zdejmujemy z ognia i odstawiamy na ok. 2 minuty. Następnie wykładamy na talerze i podajemy z tartym serem parmigiano reggiano.  Warto podać z kawałkami pomarańczy, bo jeśli ktoś nie lubi takich anyżowych, dość mdłych smaków, to można go złamać właśnie skrapiając całość sokiem z pomarańczy.

I jeszcze to dzisiejsze słońce! Chce mi się więcej takich lekkich pysznych dań. Grrrr.

fenkul w winie1

 

 

 

Tymiankowe kaszotto z karczochami

przez Monika w dniu 11 lutego 2016 · 0 odpowiedzi

kasza z karczochamiW pobliżu mojego miasteczka jest Śnieżycowy Jar. Cudne miejsce, w którym, w lesie, wiosną zakwitają całe połacie śnieżyc. Rezerwat oczywiście, bo to jedyne takie miejsce na nizinach. Polecam na jakiś weekendowy spacer! A naszło mnie na ten temat, ponieważ w tym roku śnieżyce już wychynęły z ziemi! Zwykle kwitły w okolicach Świąt Wielkanocnych, ale w tym roku było im już w tyłki, a dokładniej w cebulki tak ciepło, że ruszyły. Czują zbliżającą się wiosnę!

A to oznacza, że niebawem zrzucimy ciepłe czapy i grube rajtuzy, więc trzeba zagęścić ruchy ze zrzucaniem sadła zimowego! W tym celu przyda nam się sporo warzyw, a ostatnio wpadły mi w łapki i na patelnię karczochy. Polecam, bo mają bardzo mało kalorii, tycio tłuszczu, a do tego zawierają aż 4 substancje wspomagające odchudzanie: cynaryna (poprawia przemianę materii i trawienie, reguluje poziom cukru, poprawia metabolizm lipidów) , inulina (wzmacnia uczucie sytości), kwas chlorogenowy (zmniejsza wchłanianie cukrów), niacyna (także przyspiesza metabolizm). To może łatwy obiadek z karczochami?

Tymiankowe kaszotto z karczochami

IMG_5437- 5 ząbków czosnku

- 2-3 łyżki oliwy

- łyżka tymianku suszonego

- 300 g karczochów (jedno opakowanie mrożonego z marketu na „L”)

- 2 szklanki bulionu warzywnego (znalazłam bio kostki bez oleju palmowego! Ha! Oczywiście można też swój, jeśli macie)

- szklanka, z czubem, kaszy gryczanej białej, niepalonej

- łyżeczka tartej skórki cytrynowej (plus ciut więcej do dekoracji)

- garść suszonych pomidorów z zalewy (ja miałam takie w zalewie z kaparami, ale to już nie ma takiego znaczenia)

Na patelni, na oliwie, należy zeszklić plasterki czosnku. Do tego wrzucamy tymianek, odrobinę soli i kaszę. Chwilę mieszamy na dość mocnym ogniu, żeby kasza równomiernie pochłonęła aromaty. Następnie wrzucamy karczochy (nie trzeba rozmrażać) i dolewamy bulion. Dusimy pod przykryciem, aż kasza zmięknie. Pod koniec dorzucamy jeszcze skórkę cytrynową.

Podajemy z kawałkami suszonych pomidorów, które genialnie przełamują smak kaszy z karczochami i skórką cytrynową.

Mała podpowiedź – dzieciom bardziej smakowało z dodaną na końcu odrobiną masła wiejskiego.  

 Smacznego odchudzania!

Monia