Tadek Niejadek czyli kuchenna tyrania

przez Natasza w dniu 16 listopada 2012 · 1 odpowiedź

Nie chce jeść! Odmawia kaszki, mleka, chlebka i zupki! Odmawia nawet tartego jabłka zmiksowanego z miodem i tysiąca innych rzeczy, które oszalały rodzic próbuje mu wcisnąć. Podobno na  brak apetytu u swoich pociech skarży się ponad 30 proc. rodziców. Czy można przekonać malucha, aby nie uciekał na widok talerza? A może wcale nie warto go przekonywać? Niech zwiewa. Z historyjek o niejedzących dzieciach można by ułożyć żywieniowy Dekameron. Joanna jest mamą półtorarocznego Maksa. Przez pół roku karmiła go piersią, później przyszła pora na kaszki i przecierane zupki. Od tego momentu zaczął się horror. Mały uznał, że nie lubi jeść. Zupka lądowała na śliniaku, stole albo twarzy jego mamy. Joanna przestudiowała niemal wszystkie metody uatrakcyjniania posiłków - samolocik, proszenie, czytanie bajek, śpiewanie piosenek, a nawet robienie zeza. Na razie zadziałała jedna - odwracanie uwagi od samego jedzenia - czyli Maks dostaje do zabawy klucze, komórkę lub pilot od telewizora. Kiedy jest skupiony na oglądaniu nowych gadżetów, Joanna podstępem pakuje mu łyżeczkę z jedzeniem do buzi. Zaabsorbowany czymś innym, zjada w końcu obiadek, choć nie do końca świadomie.

Ewa ma w domu zagłodzonego trzylatka. Zagłodzonego jej zdaniem, bowiem Dominik na widok jedzenia dostaje ataku krzyku, w oczach czai się Wielka Niechęć, a usta są zaciśnięte tak mocno, że prawie ich nie widać. Jest jednak mały sposób. Należy włączyć telewizor, odpalić bajkę, w której kreskówkowe postaci drą się i gonią, a wtedy Dominik z wrażenia otwiera usta. Ten moment należy wykorzystać do wpakowania mu bułki, poruszania jego szczęką i oczekiwania w napięciu na przełknięcie.

Uwaga, leci samolocik!

Nikt nie rodzi się z niechęcią do jedzenia i nikt, a zwłaszcza dziecko, nie planuje zagłodzić się na śmierć. Większość kłopotów ma swój początek w niemowlęctwie – ciągłe namawianie do jedzenia, karmienie z butelki przez sen czy miksowanie zupek w drugim roku życia - to najczęstsze błędy rodziców. Maluch dorasta i zaczynają się kłopoty. Na forach internetowych mamy podsuwają tysiące pomysłów na to, jak radzić sobie z niejadkiem. Okazuje się, że najsłynniejsza: „zobacz, leci samolot!” coraz rzadziej się sprawdza, co więcej jest traktowana z pobłażaniem i dziecięcą pogardą. Współczesne maluchy nie są zainteresowane latającą łyżką i na znak protestu tym mocniej zaciskają buzię. Młodzi rodzice stawiają więc na metodę trzech „pe” - przechytrzyć, przekupić lub przymusić! Przechytrzanie polega na przemycaniu różnych posiłków - np. pod musem jabłkowym ukrywamy kaszkę, pod ziemniakami odrobinę mięsa lub buraczki i modlimy się, by kilkulatek nie zwietrzył podstępu. Czasem sprawdza się przekupstwo - „jak ładnie zjesz obiadek, dostaniesz czekoladkę”!, a czasem przymus - „nie zjesz obiadku, nie obejrzysz dobranocki”! Proponuję zapomnieć o trzech „pe” i skupić się na czwartym - przeczekać. Pozwolić maluchowi zgłodnieć i samemu upomnieć się o posiłek. Gdyby wszystkie dzieci na świecie rzeczywiście przestały jeść, ludzkość wymarłaby szybciej niż dinozaury.

Koniec z kuchenną tyranią

Lekarze są zdania, iż najbardziej winni „niejedzenia” jesteśmy my sami! Cyrk, który odstawiamy przy każdym posiłku, tysiące forteli i towarzyszące temu napięcie „zje czy nie zje” udzielają się maluchowi. Jedzenie kojarzy mu się z wyjątkowo stresującą sytuacją. A zatem koniec z kuchenną tyranią! Niech maluch sam zacznie decydować, kiedy i co będzie jadł. Nie zmuszajmy go, by zjadał więcej, niż chce. Jeśli napakowałaś cały talerz warzyw, a on zjadł zaledwie jedną trzecią - trudno! Widocznie tyle potrzebuje jego organizm. Należy też pamiętać, iż w kolejnych latach rozwoju dziecka, zmieniają się jego nawyki żywieniowe. Niemowlę potrafi jeść naokrągło, ale już roczny malec ma inne ciekawsze rzeczy do roboty. W tym właśnie okresie wiele dzieci chudnie i z pulchnych niemowląt staje się szczupłymi dwulatkami. To zupełnie naturalne.

Warto też pamiętać, że dwulatek nie jest już tym samym maleństwem, które było w stu procentach zależne od ciebie. Teraz potrafi wyrazić własne zdanie i postawić na swoim. Im bardziej nalegasz, tym częściej mówi „nie”. Postaraj się nie okazywać, że tak bardzo zależy ci na tym, aby ładnie zjadł, bo z góry jesteś skazana na przegraną. Maluch i tak zrobi, co będzie chciał. Naturalnym dążeniem małego dziecka jest osiągnięcie samodzielności i podkreślenie swojej niezależności. Wojna przy stole to idealne pole do popisu! Maluch widzi, że jego odmowa wywołuje panikę, złość, gniew albo błagalne proszenie i chętnie się temu przygląda. Zaczyna w ten sposób przejmować rządy nad dorosłymi. Nie pozwólmy na to. Nie dajmy się sprowokować. Z czasem nasze dziecko zrozumie, że je się po to, by zaspokoić głód lub dla przyjemności samego jedzenia, a nie dlatego, by wygrywać czy przegrywać z rodzicami.

{ 1 odpowiedź… przeczytaj go poniżej albododaj jeden komentarz }

Joanna Listopad 19, 2012 o 12:43 am

Jako mama niejadka, z nadzieją czekam na moment, kiedy usłyszę: jeść! Nawet nie musi być: proszę jeść! Postaram się w tym tygodniu posłuchać Was i dam znać, czy dałam radę. W momentach totalnej bezsilności doleję więcej śliwowicy do zupy dyniowej! Dla siebie oczywiście:) Dzięki za fajnie zapowiadający sie blog! Joanna

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: