Jabłecznik orkiszowy – tylko mały kawałeczek!

przez Monika w dniu 2 maja 2015 · 6 odpowiedzi

jablecznik orkiszW ramach wiosennego odchudzania żywieniowa wariatka postanowiła ruszyć częściej tyłkiem i nóżkami. Pod byle pretekstem. Każdy krok więcej, to jakiś tam ciutek tłuszczu mniej. Każdy spacer, to kropla sadła wytopiona i spływająca do adidasów. Każdy pretekst jest dobry – do ruszania się!

Idąc tym tropem myślenia, postanowiłam pójść pieszo po chleb do sklepu. Do najbliższego sklepu kilometr. Nuda. Mało. No to polecę pieszo do następnego – 2,7 km! W obie strony to już spacerek ponad 5 km. :-) Gnałam zachwycona prostotą genialnej idei, z włączoną aplikacją endomondo, gdyż jestem z tych, które się  lubią jarać, jak w kwietniu uda się zrobić więcej kilometrów, niż w marcu. Z plecakiem, żeby zakupy wygodnie targać, bo z siatką maszeruje się niezbyt wygodnie.

Na miejscu w koszyku sklepowym wylądował chleb, potem mi się przypomniało, że skończyły się w domu banany. I proszek (2 kg), bo pranie trzeba zrobić. Płyn do płukania też koniecznie. Wielka butla, bo małych nie produkują. Szampon, żel pod prysznic, dwa jogurty greckie, borówki amerykańskie mrożone. Po drodze się rozmrożą, ale to nic, zeżremy je od razu. Potem tylko jakaś sałata, akurat żeby po dopchnięciu kolanem udało się zamknąć plecak. Dumna byłam z siebie. Przecież dodatkowe obciążenie sprawi, iż spalać będę w marszu jeszcze więcej kalorii, niż zwykle. Po pierwszym kilometrze jeszcze udawałam dumną. Po drugim już nie. Ostatnie pół kilometra człapałam. Jakieś 200 metrów przed domem odezwał się nagle telefon, a dokładniej endomondo. Kolega, który zauważył na stronie internetowej, że właśnie trenuję i spada mi tempo, chciał mnie podnieść na duchu. „Go, go, go!” – wykrzykiwał za kolegę damski głos z automatu, a ja ostatkiem silnej woli nie wyrzuciłam telefonu do pobliskiego strumyka. Ale jak spotkam kolegę, to mu powiem! Jabłecznik to przez niego!

Jabłecznik orkiszowy

jablecznik orkisz1Maleńki kawałeczek. Z rozpaczy po morderczym spacerze tragarza. Akurat był w domu, bo córcia zażyczyła sobie, żeby zamiast kremowego mazidła zwanego tortem urodzinowym zrobić właśnie jabłecznik. I miała rację. Tort, niezależnie od kształtu, nawet jeśli skrzy się kolorami, zwykle zostaje przez dzieci z grubsza podziubany, następnie wylatuje do kosza. Natomiast mała zgraja dzieciaków zeżarła (wraz z rodzicami co prawda) porcję jabłecznika z kilograma mąki. Polecam!

Z takiej kilogramowej proporcji można zrobić wielką blachę szarlotki. Albo blachę i jeszcze tortownicę lub inna mniejsza formę (jeśli sypiemy cienką warstwę ciasta). Proporcje łatwo podzielić na pół, gdybyście mieli do wykarmienia mniej niż pół przedszkola;-)

- 1 kg maki orkiszowej, ale drobniej mielonej, bo całkiem razowa do takich wypieków się nie nadaje. Ja dałam z przemiału 750.

- 500 g masła klarowanego (wiaderko – wiem, wiaderko masła brzmi strasznie! ale klarowane podobno lepsze, a postaram się jeszcze podrasować ten przepis na olej kokosowy)

- 2 szklanki cukru

- 2 całe jajka i 6 żółtek

- 4 łyżeczki proszku do pieczenia

- 16 sporych jabłek (oczywiście najlepsze szare renety lub podobne jabłecznikowe odmiany)

- pół łyżeczki cynamonu

- kilka cienkich plasterków masła

Suche składniki mieszamy, dodajemy masło klarowane, jaja. Mieszamy dłonią, ugniatamy tak, jak kruche ciasto. Ale uwaga! To się nie sklei! Masło klarowane zachowuje się bowiem dziwacznie. Dusimy zatem i gnieciemy, aż poczujemy, że nie zostały grudki masła. Ok. 2/3 ciasta wysypujemy na blachę i ugniatamy dłonią, starając się też w miarę możliwości okleić brzegi blachy.

Na to wrzucamy jabłka (myte, obrane, bez ogryzek, pokrojone w dość cienkie plastry – wiadomo, klasyka). Posypujemy cynamonem. Następnie do pozostałego ciasta wrzucamy kilka plasterków masła i ugniatamy, aż poczujemy, że tworzy się jakby kruszonka (zwykłe masło wiąże mąkę). Taką kruszonkę wysypujemy na jabłka. Pieczemy ok. 45-50 minut w temp. 180 st. C.

Uwaga! Używajcie do tego przepisu szczelnej blachy (raczej nie zamykana tortownica), bo masło klarowane zanim się połączy ze składnikami, lubi czasem bezczelnie topić się szybko i wypływać. Tak wyglądał mój pierwszy eksperyment nad tym przepisem. Obawiałam się, że ciasto zalegnie w koszu na śmieci. Ale nie! Nawet takie „wycieknięte” było pyszne. Gorzej, ze kapiący tłuszcz może się palić w piekarniku, więc jednak lepiej zwykła, pełna blacha. 

ps. Wiem, wiem, nie poszalałam z konsekwencją. Miał być dobry pretekst do ruszania się, a nie do jedzenia. Ale co jakiś czas można uczcić zmieniające się powoli cyfry na wadze! A jak Wam idzie odchudzanie?

jablecznik orkisz

{ 6 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Basia Maj 2, 2015 o 8:28 pm

Wygląda przepysznie.Przy samej pracy przy nim można schudnąć:)

Odpowiedz

Monika Maj 11, 2015 o 8:28 pm

Bardzo dobre pocieszenie!;-)

Odpowiedz

mirat Maj 27, 2015 o 1:16 pm

Bardzo dobre połączenie czegoś smacznego z czymś mało kalorycznym

Odpowiedz

Monika Maj 28, 2015 o 8:01 pm
anna Czerwiec 19, 2015 o 1:16 pm

Jeśli wygląda tak smacznie jak wygląda to świetnie bedzie pasować do kawy :)

Odpowiedz

Monika Czerwiec 24, 2015 o 8:56 pm

Idealnie:-))))))

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: