Epitafium dla jelenia

przez Natasza w dniu 22 listopada 2012 · 0 odpowiedzi

Wieczorem będę gulaszem

Listopad pachnie mi czasem jeleniem. Nie wiem czy w mieście również, ale u mnie na wsi poranny wiatr nawiewa różne leśne zapachy. Ostatnio nawiał jelonka, więc zachciało mi się gulaszu. Wyjścia są dwa – albo gnamy do lasu przebrane za Robinhoodkę w zielonym wdzianku i z pękiem strzał na plecach, albo jedziemy do znajomego rzeźnika, o którym wiemy, że nie wciśnie nam starej świni z informacją, że to jeleń, dlatego tak specyficznie cuchnie. Można też kupić mięso mrożone w markecie. Na etykiecie powinno być napisane „jeleń”.

Przygotowywanie gulaszu z jelonka to bardzo metafizyczne przeżycie, złaszcza kiedy babrzemy się w krwistym mięsie, które jakiś czas temu hasało po lesie niczym Disneyowski Bambi. Mięso z jelenia jest bardzo… mięsne. Jest w zasadzie kwintesencją mięsa. Miękkie, soczyste, dobrze ugniata się w paluchach. Mięso z kurczaka wywołuje u mnie pewne obrzydzenie, zwłaszcza kiedy widzę białe ścięgna, świnia również nie jest moją kulinarną ulubienicą, poza tym Monika twierdzi, że świnia to już w ogóle najgorszy z możliwych mięsnych wyborów. Podczas obróbki jelenia należy odsunąć na bok wszelkie rozmyślania o jego urodzie, gdy jeszcze żył. Wyobraźmy sobie np., że odstrzelono go w ramach corocznego odstrzału zbyt dużej ilości dziczyzny w lesie. Lub dlatego, że był złośliwy i nie kochał swojej żony. Poza tym to nie był polski jeleń. Wróćmy jednak do mięsa. I dokładnego przepisu, aby wszyscy mogli zakosztować tej wyrafinowanej potrawy. A cały proces nazwijmy po prostu epitafium dla jelenia.


Epitafium dla jelenia
3 cebule
500 g gulaszu z jelenia
30 g oleju rzepakowego plus łyżka masła
250 g pomidorów
200 g czerwonego wina
łyżeczka słodkiej papryki, łyżeczka soli, pieprzu, 2 liście laurowe, 6 kulek jałowca, 3 szczypty zmielonych goździków
200 g wody
kostka rosołowa
słoik galaretki z czarnej porzeczki
garść suszonych grzybów
40 g mąki

Mięso kroimy w kostkę (ale pomacajmy  je najpierw, jest naprawdę fajne), potem wrzucamy całość do gara i zaczynamy dusić na oleju rzepakowym z dodatkiem masła i trzema sporymi cebulami (pokrojonymi w kosteczkę). Dusimy jakieś 20 minut. Następnie wrzucamy składniki na sos – pomidory pokrojone w ósemkę, wino czerwone, wszystkie przyprawy i znowu dusimy ok. 15 minut. W ramach relaksu możemy włączyć muzykę np. „Ave Maria” w wykonaniu Celine Dion. Dolewamy wody, wrzucamy kostkę rosołową i kolejne 20 minut zostawiamy na ogniu. Tańczymy uduchowieni i powoli oblizujemy się łakomie, gdyż zapach dociera przez nasze nozdrza do wnętrza ciała i pobudza je kulinarnie. Na koniec dorzucamy słoiczek galaretki z czarnej porzeczki, grzyby oraz mąkę, żeby zaciągnąć sos. I jeśli myślimy, że to już koniec, to jesteśmy w błędzie. Dusimy bowiem kolejne, ale tym razem ostatnie już 20 minut. To spazmatyczne duszenie wynika z tego, iż dziczyzna potrzebuje dużo czasu, by stać się krucha i uległa. Niektóre kobiety też tak mają.  

Wieczorem zaś czytamy „Rogasia z Doliny Roztoki”.

Rogaś

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: