Dziecko w kuchni – sposób na apetyt!!!

przez Natasza w dniu 5 stycznia 2013 · 0 odpowiedzi

Kremowe szafki w kuchni, kremowe szmatki do naczyń i kremowe tulipany w wazonie. Pani domu spogląda z dumą na swoje królestwo. Od tyłu zakrada się mała dziewczynka i pyta z nadzieją czy ugotują razem obiadek? I tu zaczyna się problem. Bo pani domu prędzej jest w stanie wyobrazić sobie pająka ptasznika łypiącego do niej zza lodówki niż własne dziecko, które:

  • rozsypie mąkę
  • upuści coś na ziemię
  • rozleje mleko
  • wypaćka tłustymi łapkami garnek i na dodatek dotknie mebli
  • nabrudzi niemiłosiernie
  • zrujnuje kremowy odcień kuchni
  • a potem pójdzie bawić się lalkami

Tymczasem zasada jest prosta – im częściej pozwolimy dziecku na kuchenne eksperymenty, tym łatwiej zachęcimy go do jedzenia! Syn mojej koleżanki ma dość monotnne menu: parówki, chlebek suchy, danonek. Próba wciśnięcia mu czegokolwiek innego kończy się wrzaskiem i pluciem. Ale pewnego dnia chłopczyk ów (lat pięć) spędzał miło czas z dziadkiem, na wsi, w ogródku. Dziadek zapędził go do zerwania marchewki, kalarepki oraz próby wyrwania ogromnego kalafiora. Później wspólnie obrali ziemniaki, a pięciolatek sam pokroił marchewkę w kostkę o różnej wielkości i połupał kalafiora. Dziadek nie obawiał się ucięcia paluchów i miał rację – paluchy wnuka zostały na miejscu. Następnie wspólnie wrzucili warzywa do rosołu i podczas gotowania zupki, zagrali w bierki. Godzinę później dziecię wsunęło dwa talerze zupy jarzynowej, którą SAMO ugotowało. Po powrocie do domu znowu żarło danonka na przemian z parówką, bowiem nikt nie wpadł na pomysł, by zaprosić go do wspólnej kuchennej zabawy.

Dziecko w kuchni uczy się jednej i najważniejszej rzeczy – jak czerpać przyjemność z przyrządzania posiłków, jak ciekawie pomagać rodzicom i wspólnie z nimi przygotować śniadanie czy obiad dla całej rodziny. Pomoc w kuchni to niezwykle inspirujące warsztaty twórczego myślenia! Krojenie, układanie na talerzu, wymyślanie nazw dla potraw, próbowanie przypraw, kombinowanie co z czym połączyć. To zdecydowanie bardziej ciekawe niż przebieranie po raz tysięczny cycastej Barbie w różową sukienkę. I zdecydowanie lepsze niż odpalenie telewizora z bajką!Pozwólmy dzieciom na nowe doznania. Kuchnia nie musi być zarezerwowana wyłącznie dla pani domu i jej kremowych dodatków. Wpuśćmy do niej nasze małe potwory.

Fartuszek, krzesełko i… do roboty!!!

Zacznijmy od czegoś łatwego i smacznego! Naszym pierwszym wspólnym obiadem, który ugotwaliśmy wspólnie z Olgą i Filipem były leniwe pierogi. Olga utarła mikserem żółtka z twarogiem. Filip ubił pianę i wymieszał ją razem z mąką i serem. A potem każde z nich nabierało w miarę czystymi łapami twarogowo-mączną breję i obtaczało w mące tworząc długie węże. Następnie Olga kroiła je nożem na małe kwadraciki, a ja wrzucałam do wrzącej wody. To ostatnie zadanie również chcieli wykonać sami, ale matczyny rozum podpowiedział mi, że wrzątek i kilkuletnie dzieci to mieszanka dość bolesna. Zwłaszcza dla dzieci.

 

Wspólnie zrobione leniwe pierogi

Pierogów zjedli tonę. Aż dziw, że sami nie zmienili się w twarogową kulę. A w następnym odcinku – szkoła w kuchni, czyli jak sprytnie przemycić matematykę podczas przygotowywania śniadanka!

A gdybyście chcieli spróbować tych pierogów, to bardzo proszę (są skandalicznie miękkie i rozpływające się w ustach):
* 500 g serka homogenizowanego (40 proc.)

* 3 jajka

* 150 gram mąki

Żółtka dodajemy do serka i ucieramy na jednolitą masę. Ubijamy białka i dodajemy je na przemian z mąką do masy serowej. Wyjdzie nam z tego dość kleista masa – ale nie przejmujmy się. Na stół wysypujemy dość sporo mąki i nakładamy łyżką porcję masy. Obtaczamy ją w mące tworząc „węża” tak długo, aż będzie bardziej „suchy” i da się go pokroić na kwadraciki. Wrzucamy na wrzącą wodę i gotujemy tak długo aż wypłyną. Podajemy z roztopionym masłem, tartą bułką i cukrem. Ja czasem miksuję truskawki (mogą być mrożone) i podaję z musem truskawkowym.

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: