Kurczak z gruszkami i cynamonem plus świńskie chrząkanie

przez Natasza w dniu 19 lutego 2013 · 0 odpowiedzi

gruszki6

Cudnej urody eko kurka karmiona zieloną trawką i prosem. Żadnych antybiotyków, bo znam pana, który kurkę wyhodował i przystosował do konsumpcji. Do kurki dorzuciłam gruszki, delikatnie skarmelizowane i cynamon. Kolejne kulinarne wspomnienie z wakacji… Choć z domieszką świni.

Wakacje mają to do siebie, że zawsze zaskakują. Zwłaszcza matki z dziećmi. Urlopowa nieprzewidywalność niemal zawsze kończy się mocnym postanowieniem, że na następne wakacje wybierzemy się dopiero na emeryturze…

Było to trzy lata temu, w cudnej Hiszpanii…

Filipek miał dwa latka, w telewizji mówili o możliwym nawrocie świńskiej grypy, a w jadłospisie na następny dzień pisali o kurczaku w gruszkach. W nocy Filipka przyatakowała gorączka oraz policzki czerwieńsze od malin. Ja, jako mądra i rozsądna matka, od razu zobaczyłam nadciągający wielki świński łeb, złowieszczo chrząkający. O pierwszej w nocy zadzwoniłam po lekarza, który przybył szybciej niż wiedźma na miotle, ale po angielsku umiał tylko okej, a po niemiecku nein. Zachrząkałam więc jak świnia, żeby go tym samym spytać, czy to może świńska grypa, ale spojrzał na mnie z przerażeniem i coś zamamrotał po hiszpańsku. Pewnie egzorcyzmy. Małego osłuchał, łypnął mu w gardło i do ucha, potem wystosował 20-minutowe przemówienie (znowu po hiszpańsku) z przerywnikami typu okej co drugie słowo i zapisał trzy leki. A następnie zwiał, bo nadal znacząco chrząkałam, a Filip darł się na widok Hiszpana w kitlu, który mówił do niego alo, alo, alo, bo nie miał innego pomysłu na uspokojenie dziecka. Na szczęście po jakimś czasie małemu zrobiło się ciut lepiej (zrobiłam mu okład z zimnych ręczników i wcisnęłam sześć homeopatycznych kulek do dzioba) i w końcu zasnął.

Rano pognałam do apteki. Pierwszy lek okazał się sprayem do nosa (woda morska), drugi Nurofenem, a trzeci antybiotykiem na gardło. Zignorowałam antybiotyk, bo jeśli dziecko normalnie je, normalnie łyka i nie mówi, że go coś boli, to znaczy, że nie boli. Gorączkę pognało na inną wyspę, ryj świni się oddalił, ja też się nieco uspokoiłam. Nawet wsadziłam małego do morza i postanowiłam się niczym więcej nie przejmować. Humor poprawił mi obiadowy kurczak z gruszkami i cynamonem… Kucharzem był Marokańczyk z zacięciem do mięs na słodko.

Odtwarzam to danie przynajmniej raz w miesiącu krzycząc przy tym, że dzisiejsza potrawa jest na cześć naszego hiszpańskiego urlopu i jeśli ktoś chce poczuć zapach lata, musi pożreć przynajmniej jedną gruszkę i jedną kurczakową pałkę. Chętnych nigdy nie brakuje. Tylko za każdym razem muszę opowiadać jak to na wakacjach udawałam świnię, chcąc porozumieć się z hiszpańskim pediatrą.

gruszki

Potrzebujemy:

ekologicznego kurczaka lub kurę

2 cebule

kilogram gruszek

3-4 laski cynamonu

4 łyżki miodu

odrobinę szafranu

dwa plastry świeżego imbiru

3 łyżki brązowego cukru

300 ml wody

świeżą kolendrę

łyżeczkę masła

łyżkę likieru pomarańczowego

sól, pieprz

i uprażone ziarna sezamu

gruszki4

Pokrojoną w kostkę cebulę dusimy na oleju, dorzucamy jedną laskę cynamonu, imbir, szafran, sól (łyżkę gruboziarnistej) i zieloną kolendrę.

gruszki1

Wkładamy naszego kurczaka (ja wstępnie obsmażyłam go z każdej strony, nie jest to konieczne, ale moim zdaniem smakuje wtedy lepiej), całość dokładnie mieszamy i czekamy aż cebulka pięknie się zeszkli. Następnie dolewamy wody i dusimy mięsko pod przykryciem około 35 minut. W tym czasie obieramy gruszki, kroimy je na ćwiartki, wkładamy do garnka, dolewamy ciut wody i lekko podduszamy (około 8 minut). Następnie dodajemy masło, 2-3 laski cynamonu, cukier, liker i miód i ewentualnie dolewamy jeszcze wody. Dusimy około 20 minut. Po tym czasie przekładamy gruszki z sosem do naszego kurczaka i dusimy dalej (bez przykrycia), aż odparuje nadmiar wody. Dokładny czas duszenia tej potrawy trzeba samemu dopasować. Jeśli kurczak jest większy, potrzebujemy więcej czasu – najważniejsze, żeby mięso było miękkie. Można też od razu podzielić kurczaka na części (ja często tak robię, gdy kurak jest sporych rozmiarów), wtedy dusimy go nieco krócej. Całość posypujemy uprażonymi ziarnami sezamu.

gruszki5

Jeśli mamy garnek tajine, ta potrawa idealnie do niego się nadaje.

gruszki7

gruszki2

I jeszcze jedno.  Generalnie zgadzam się z Monią, iż nadmiar mięsa rozścierwia nas od środka. Dlatego – redukujmy. Jeśli ktoś chce i potrafi, może też całkowicie zrezygnować, ja wprowadzam mieso na talerze dwa razy w tygodniu. I jeszcze jedno – radzę odpuścić wszelkiego rodzaju promocje i mięsne okazje. Im taniej, tym… mniej bezpiecznie. Lepiej zapłacić więcej u sprawdzonego hodowcy kurek, cielaczków czy małych baranków i jeść rzadziej zdrowe mięso, niż pakować w siebie dziwne mieszanki zamknięte w kiełbasianym flaku. Moja kurka była eko. Nie miała miliona koleżanek, nie znosiła też trzystu jaj dziennie. I co najważniejsze - nie smakowała aspiryną.

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: