Domowa karobella i magiczny wapń

przez Monika w dniu 28 października 2013 · 6 odpowiedzi

karobella1Do zrobienia tego kremu zainspirował mnie pewien mały jegomość. Otóż maluch, ze względu na swoje dolegliwości, nie może jeść ani glutenu, ani mleka i jego przetworów, ani jajek. W dodatku nie z wszystkimi nowymi, podsuwanymi specjałami od razu się zaprzyjaźnia. No i jak tu ułożyć dietę, żeby było w niej wszystko, co potrzebne? Z większością składników mineralnych i witamin nie było problemu, bo jak się okazało mama chłopca od momentu zdiagnozowania problemu zamieniła się w kuchenną boginię do ciężkich przypadków. A szukając idealnie zbilansowanej diety obie doceniłyśmy to, że obecnie można kupić każde egzotyczne cudo, które zawiera coś wartościowego. Zagadkę „jak dostarczyć wapń, skoro mały nie je w ogóle produktów mlecznych, a warzywami zawierającymi tenże gardzi” rozwiązał nam karob.

Melasa z karobu ma wapnia tyle (według dostępnych źródeł 3150 mg), że trochę się obawiam, czy to w ogóle możliwe! Czy to nie będzie tak, jak z ostatnimi doniesieniami na temat szpinaku, że wcale nie jest najlepszym źródłem żelaza, a pomyłka wynikła albo z przesunięcia przecinka w liczbie podanej przez jednego z autorów cytowanej później wielokrotnie publikacji (na takie tłumaczenie trafiłam) albo zawartość żelaza sprawdzano dawno temu na porcjach pochodzących z puszkowanych (!) dostaw dla żołnierzy (tak mi wyjaśniał powody fundowania dzieciom zielonej traumy znajomy lekarz).

karobella4Karob ma już wyglądającą na realną zawartość – 375 mg, czyli więcej niż jogurt naturalny – 170 mg (choć oczywiście pamiętajmy ile jesteśmy w stanie zjeść jogurtu, a ile karobu;-) Żółty ser to 807 mg, a mak – uwaga! – 1266mg. To taka dygresja dla osób zainteresowanych, ale wracamy do naszego małego kolegi, który… makiem także wzgardził.

Czyli karob. Żeby było stosunkowo łatwo i przyjemnie, to przy okazji układania diety przeryłam sporo z dostępnych produktów o kusząco brzmiącej nazwie Carobella. Hmmm, w niektórych mleko w proszku – odpada. W niektórych (podkreślam, bo być może ja nie trafiłam na te idealne w składzie!) syrop glukozowo-fruktozowy – czyli masakra. W większości sporo tłuszczu, w dodatku najczęściej słonecznikowego (bo tańszy), nie najlepszej jakości. To może zrobić karobellę samemu?

Śliwkowa karobella domowa

karobella2Skoro można zrobić na śliwkach nutellę, to czemu nie karobellę? Po prostu do zmiksowanych powideł, zamiast kakao i cukru (lub czegoś innego słodzącego) dodajemy karob. Jest on słodkawy (w przeciwieństwie do kakao), dzięki czemu w zasadzie kremu nie trzeba już dosładzać (w owocowej nutelli słodycz śliwek kakao tłumi tak mocno, że coś słodkiego jest koniecznością).

Udało mi się kupić śliwki jeszcze w ubiegłym tygodniu, karobellę można robić choćby z mrożonych, albo po prostu z powideł, jeśli takie zaprawiliśmy. Potrzebne: śliwki i karob, czyli ten przepis to chyba rekord nieskomplikowania składników.

Śliwki pozbawiamy pestek i dusimy/smażymy jak na powidła, ale nie odparowujemy aż tyle wody – tak, żeby z łychy do mieszania nie lało się ciurkiem, bo wtedy na pewno będzie za rzadkie do smarowania. Kilka godzin gotowania na pewno. Ja to robię zwykle na raty (2 popołudnia). Ważne, aby skórki mocno zmiękły. Następnie blendujemy lub traktujemy innym urządzeniem, byle by udało się osiągnąć gładką masę. Dodajemy karob. Sporo – nie określę precyzyjnie ilości, bo smak kremu zależy od słodyczy śliwek. Po prostu dodawajcie po trochu i próbujcie!

Kupne karobelle nie mają konserwantów, a termin przydatności do spożycia długi. To pozwala mi się łudzić, że moje pasteryzowane słoiczki też mogą trochę postać. Jeden pojedzie w tym tygodniu do mojego nowego, małego kolegi. Mam nadzieję, że mu zasmakuje:-)

PS. Ze względu na skład takiej karobelli (zero chemicznego syfu, zero cukru, zero tłuszczu) to także fantastyczny pomysł dla osób na diecie antyrakowej, antymiażdżycowej. A także odchudzającej, bo wapń to jeden z dwóch składników (obok wit. D), które regulują hormony związane z odchudzaniem (komórki tłuszczowe nie ulegają bez nich degradacji).

karobella3

{ 6 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Beata Październik 28, 2013 o 10:19 am

Bardzo ciekawy wpis, muszę wypróbować taką karobellę. Smak karobu nie zawsze mi odpowiada, ale połączenie go ze śliwkami wydaje się być smakowite :)

Odpowiedz

Monika Październik 28, 2013 o 10:41 am

Dokładnie o to chodzi!:-) Śliwka go ożywia, ociepla, razem naprawdę wyszło super. Ja przyznam, że moje dwa małe uparciuszki w ogóle nie podchodziły do karobu. Karobellę jedzą (choć od razu poprosiły, żeby to było na zmianę ze śliwkową nutellą), co więcej, przekonały się do tego smaku, zaakceptowały i teraz sypię karob np. do jaglanki i jest ok. Przypuszczam, ze inne owoce też mogą się nadawać na taką karobellę. A owoce to na pewno lepsza baza niż tłuszcz… pozdrawiam:-)

Odpowiedz

Marek Październik 30, 2013 o 1:25 pm

Super to wszystko wygląda a jeśli jeszcze jest dietetyczne, to już całkiem szał! :D

Odpowiedz

pierogi Listopad 1, 2013 o 10:40 pm

baaardzo podoba mi się ta propozycja, oj baaardzo :D

Odpowiedz

meg Luty 11, 2014 o 2:35 pm

Witam serdecznie, oczywiście trafiłam z konkursu na blog roku i od razu wciągnęło mnie po uszy.
Rozgoszczę się tutaj z przyjemnością, ale w kwestii karobelli podpowiem, że w moim domu robię ją z awokado. Przepis jest prosty; awokado, coś do posłodzenia, kakao, lub karob. Miksujesz i tyle.
Nawet mój zięć, zapalony nutellocholik jest zachwycony.

Życzę sukcesów i wracam do lektury:)

Odpowiedz

Monika Luty 12, 2014 o 8:56 am

Rozgość się, koniecznie:-) Dziękuję za podpowiedź. Awokado robiłam z kakao i jeszcze z dodatkiem banana (jest tez na blogu), ale jak widzę kombinacji i możliwości mnóstwo.pozdrawiam!

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: