Clafoutis w wersji antyrakowej

przez Monika w dniu 21 lutego 2013 · 10 odpowiedzi

clafoutisChilifiga w konkursowej pierwszej trójce blogów „Zdrowie i kulinaria”, zatem najwyższy czas, żeby nabyć jakiś śliczniutki ciuszek na specjalną okazję, czyli galę Bloga Roku 2012. Chciałam, naprawdę chciałam! Przysięgam! Nawet pojechałam, byłam bliziutko, ale… No generalnie mogłabym wysłać wiadomość: „Szanowni Organizatorzy, z przykrością zawiadamiam, że prawdopodobnie będę zmuszona przybyć na galę w jakiejś nie najnowszej kiecce. Nie, no w dresie nie, minimum elegancji na sto procent, ale nowe trendy niestety przegrały z… talerzykami i foremkami do ciastek! Błagam o wybaczenie!”

clafoutis3Kto do jasnej ciasnej wymyślił, żeby tak skomponować układ w galerii handlowej (w metropolii najbliższej mojego miasteczka i najbliższej ode mnie galerii), że nie można dojść do sklepów odzieżowych?! Robiłam kilka podejść. Próbowałam zamykać oczy, gadać przez telefon, grzebać w torebce, patrzyłam na brud na swoim lewym bucie, ale za każdym razem wzrok na chwilę, sekundę, albo pół, uciekał w bok, zatrzymywał się na jakimś cudeńku na wystawie i… koniec. Głosów nie słyszałam, aż tak źle nie jest, ale i tak porażka. Ślinotok, kulinarna wyobraźnia szaleje. Wyniosłam do auta siaty z m.in. formą do dużej baby, maleńkimi foremeczkami do „jeszczeniewiemczego”, a także szkiełkiem idealnym do czegoś, co mi ostatnio chodziło po głowie. Zataszczyłam, usatysfakcjonowana postanowiłam w końcu poszukać kiecki. Ale ta nowa szklana foremka tak na mnie patrzyła… no i musiałam zrobić zakupy, żeby coś do niej szybko wpakować.

clafoutis4„Szanowni Organizatorzy, obawiam się, że mój strój galowy nie będzie nawet z kolekcji jesiennej.” Poprzednio, kiedy wybrałam się na ciuchowe zakupy, to po drodze niestety wyskoczyła nagle, całkiem niespodziewanie, dosłownie wyrosła spod ziemi księgarnia medyczna! I jak na złość na samym środeczku te wszystkie książki o dietach, przepisy. Pani przy kasie chichotała cichutko, kiedy stękałam, że po pierwsze nie utargam tego sama do samochodu, po drugie właśnie się spłukałam. Tak, kiedy się jest świrem, to zdecydowanie człowiekowi trudno się ubrać. No chyba, że się jest świrem na punkcie mody. Ja chyba nie jestem, a jedynym łaszkiem, jaki ostatnio widuję w odwiedzanych sklepach, są fartuszki. Ładne nawet!;-) To tak jak ze świeżo upieczoną mamą – jedzie po elegancką sukienkę, a wraca z bodziakiem. „Szanowni Organizatorzy! Jeszcze raz przepraszam! Obiecuję przynajmniej nie wnosić własnego jedzenia na galę!”

Postanowiłam sprawdzić, czy warto było rezygnować z nowych łaszków na rzecz książek i foremek. Dlatego tym razem właśnie przepis z książki kupionej „wtedy”, zostanie załadowany do foremki zakupionej „teraz”. Zapraszam na clafoutis z wersji antyrakowej, bo według przepisu Jeana Vachona, z książki „Kuchnia przeciwrakowa” R. Beliveau i D. Gingrasa.

Clafoutis

clafoutis2Clafoutis to deser francuski (popularny też w Kanadzie i Maroko). W oryginale z wiśniami lub czereśniami, białą mąką, cukrem. W wariacji zaproponowanej przez Jeana Vachona (szef kuchni, wykładowca Stołecznej Szkoły Hotelarskiej w Quebecu) z malinami, zamiast białej mąki razowa, owsiana i siekane migdały. Moje krzaki w ogrodzie ni cholery nie chciały wydać z siebie na tę okazję świeżych malin (choć odśnieżyłam je migiem i pochuchałam), dlatego ciasto zrobiłam z borówkami amerykańskimi, które udało mi się kupić. Na szczęście borówki mają równie silne działanie antyrakowe, jak maliny, zatem liczę, że J. Vachon, R. Beliveau i D.Gingras mi wybaczą.

clafoutis5- 1/2 szkl. mąki razowej

- 1/2 szkl. mąki owsianej

- 1/2 szkl. mielonych migdałów

- 3 jajka

- 1/2 szkl. syropu klonowego

- 1/2 szkl. cukru klonowego

- 2/3 szkl. śmietany 35 %

- 2/3 szkl. mleka sojowego

- 250 g świeżych owoców

clafoutis6W misce ubijamy jajka, dodajemy syrop i cukier, następnie wymieszane w osobnym naczyniu suche składniki (mąka razowa, owsiana i migdały). Wlewamy śmietanę i mleko sojowe. Ciasto wylewamy do formy. Na wierzchu układamy owoce. Pieczemy 30-40 minut w temperaturze 200 st. C. Autor przepisu radzi, żeby po wyjęciu z piekarnika od razu wyjąć ciasto z formy. No i racja, trzeba jeść natychmiast!

Czy było warto? No nie wiem… Siedzę sobie z kawką, widok przez okno na zaśnieżoną okolicę, termometr pokazuje -8 st. C, więc do cukierni nie pójdę za żadne skarby! A w domu pachnie tak, jakbym miała meble ze świeżego ciasta, z gałkami z borówek. Przy trzecim kawałku clafoutis już wiem, że następnym razem dorzucę jeszcze więcej owoców i mąkę razową ciut bardziej zmieloną, żeby kawałki łusek nie utykały między zębami. Ale poza tym rewelacja i świetne antyrakowe przedpołudnie!

clafoutis

PS Diety lecznicze online – zapraszam tutaj

{ 10 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

zufik Luty 21, 2013 o 1:24 pm

Znam ten ból z ciuchowymi zakupami, zawsze ląduję w księgarni albo w gospodarstwie domowym :)
trudno, niektórzy tak mają, pocieszające że nie tylko ja:) zapisuję przepis

Odpowiedz

Monika Luty 21, 2013 o 2:42 pm

Bardzo dziękuję, bo dla mnie to także bardzo pocieszające, że nie jestem jedyna!:-)
Uffff!;-)

Odpowiedz

kimek Luty 21, 2013 o 2:43 pm

O, to ciasto wygląda przepysznie, zdecydowanie w moim guście.
Chyba muszę namówić żonę :)

Odpowiedz

Monika Luty 21, 2013 o 2:48 pm

:-) To właściwie nie ciasto, tylko deser (choć na wierzchu tak wygląda). Nie jest tak „puchaty” jak ciasto, ma zwartą, jednolitą konsystencję, jest gładki i delikatny. No ale nie czepiajmy się szczegółów i nazewnictwa;-) Ja już czekam z utęsknieniem na sezon owocowy. Będę testować z różnymi.

Odpowiedz

Marta Luty 21, 2013 o 3:36 pm

No ja jestem kuchennie beznadziejna… Tzn świetnie zjadam, z produkcją gorzej.
Pytanie 1. czy śmietana 35% jest kwaśna czy słodka – nie spotkałam w R-Z nic powyżej Bakomy do ubijania. Max 30% i słodka. I czy zamiast cukru klonowego można co innego. Pomijając fakt, że mała buteleczka syropu kosztuje tu 35zł to cukru jeszcze nie widziałam.
Jakaś alternatywna wersja deseru dla mniej uposażonych?… może takie co bardziej wypaśne przepisy podawajcie w dwóch wersjach, hę? Bo zjeść by się zjadło, ach… i do tej kawy…

Odpowiedz

Monika Luty 21, 2013 o 5:27 pm

Niektóre smakołyki są naprawdę prościusieńkie do wykonania:-)
- śmietana słodka, ja kupiłam łowicką (chyba ma 36 %), w kartonikach takich samych jak kremówka, tylko ta się często nazywa „tortowa”. W małym sklepiku u mnie zdobyłam, więc może u Ciebie też jest szansa…
- cukier klonowy to już faktycznie trudniej… Ja w sieci Kuchnie Świata kupuję, jak ruszam na zakupy do metropolii
- fakt, że desery dla chorych na raka, z powodu stosowania mniej popularnych produktów, są drogie… O ile potrawy podstawowe są kosztami zbliżone (zielsko to zielsko;-), to dodatki i słodziki (jak tutaj) to koszmar.
Pomysł z różnymi wersjami jest dobry:-) Postaram się wobec tego w przyszłym tygodniu, najdalej za dwa (bo przyszły mam dość mocno pracowity…) zrobić clafoutis w wersji bez ceregieli;-) Wytrzymasz?

Odpowiedz

MSTU Luty 21, 2013 o 6:47 pm

Hej, ale pół szklanki syropu klonowego to jest zabójstwo dla portfela, Moni :( Aha, już przedmówca napisał. Syrop klonowy mamy na bieżąco, ale do naleśników, po łyżeczce do rozsmarowania.

Odpowiedz

Monika Luty 21, 2013 o 7:32 pm

Wiem, ale osoby chore na raka naprawdę nie mogą absolutnie jeść białego cukru rafinowanego.
A zależy mi, żeby pokazać, że nie muszą (chorzy, ale też zdrowi bardzo dbający o zdrowie np. ze względu na obciążenie rodzinne nowotworem) jeść dań niefajnych i niesmacznych. Owszem, to kosztuje więcej, ale nie trzeba sobie dogadzać codziennie;-)
Ale jak już widziałeś, poniżej obiecałam, że niebawem będzie także wersja clafoutis dla osób zdrowych.
Przyda się tym bardziej, że nie każdy lubi specyficzny smak słodyczy/deserów/ciast owsianych albo na mące razowej.:-)

Odpowiedz

Wiewióra Styczeń 19, 2014 o 9:58 am

Ja tam wdawać się w dyskusje nie będę bo zdrowie to zdrowie. Alem i ja obciążona rakowo ze wszech stron i jeszcze posiadająca dwójkę dzieci alergików. Absolutnie bez mleka i jego przetworów, soi, jaj kurzych, kurczaków, orzechów, najlepiej tez bez pomidorów, marchewek, selera, a gluten tez niezbyt zdrowy… zgłupieć można a jeszcze na wychowawczym to raczej się nie zarabia. Wymiękam widząc ceny, tych zdrowych produktów. Cukier staram się zastępować miodem i suszonymi owocami niestety tymi nie bio czy eko, szukam nie eko kasz i mąk ale to wcale nie proste. Rozumiem aż za dobrze przedmówców bo mimo tego, że zdrowie najważniejsze to pewnych rzeczy się nie przeskoczy.
Pozdrawiam cieplutko.

Odpowiedz

Monika Styczeń 19, 2014 o 6:15 pm

Łatwo nie jest. Ale to, że produkt jest eko ma znaczenie ledwo 2-3 procentowe na nasze zdrowie (tak wynika z badań). natomiast kolosalne znaczenie ma ilość spożywanego mięsa cukru i w ogóle chemii. To jak dużo warzyw i owoców itp. nawet, jeśli nie są eko. A tego można się trzymać bez wydawania fortuny:-)

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: