Ciasto-pudding o smaku toffi plus kokosowe stopy

przez Natasza w dniu 15 kwietnia 2013 · 4 odpowiedzi

toffi2

Ciągnące się toffi, lekko spieczona, chrupiąca skórka, do tego lody waniliowe lub odrobina śmietany. Ten deser jest grzesznością samą w sobie, grzesznością dupopuchnącą, gdyż kalorie w nim aż krzyczą z uciechy, ale raz na jakiś czas można sobie na niego pozwolić. Na przykład w ramach poprawy nastroju.

Moje popołudnie z toffi było formą pocieszenia po zabiegu kosmetycznym, który miał zamienić moje stopy w stópki elfickiej księżnczki, ale… coś nie wyszło…

Niemal wszystkie poradniki dla kobiet pouczają, że zanim wiosna naprawdę nas dopadnie, trzeba przejść serię poważnych zabiegów, aby móc stawić jej odważnie czoła. Należy mieć promienną twarz, odtłuszczone cielsko, zdrową i świeżą cerę, zadbane włosy oraz wypielęgnowane stopy. Po zimie jesteśmy bowiem lekko wygnieceni, poszarzali i zmięci niczym stary pled. Aby zatem wiosna nie padła powalona naszym zgrzebnym widokiem, musimy poważnie zainwestować w siebie. Oferta gabinetów kosmetycznych jest tak ujmująca, czarująca i obiecująca, że głupotą byłoby nie skorzystać. Więc skorzystałam, aby tchnąć w swoje ciało wiosenny powiew świeżości, młodości i wdzięku.

Każdą kobietę zniewoliłaby różana kąpiel stóp z masażem kryształkowo-kokosowym i rytuałem herbacianym. Pognałam zatem jak łania do salonu urody, który oferował podobny raj, zrzuciłam zabłocone kozaki i boso stanęłam przed panią kosmetyczką dając jej już samą mimiką do zrozumienia, że przyszłam w sprawie różano-kryształkowej plus rytuał. Pani uśmiechnęła się zachęcająco i przystąpiłyśmy do rozpieszczania mych stóp. Nie chciałabym wyjść na osobę pozbawioną romantyzmu czy też poszukującą uparcie dziury w całym, ale zabieg wyglądał następująco:

  • w parszywie letniej wodzie, a w zasadzie zimnawej pływały smętnie cztery płatki róż
  • wsadziłam stopy w misę i poprosiłam o dolanie ciepłej wody, gdyż poczułam, że marznę
  • pani przyniosła parujący plastikowy czajnik i prawie sparzyła mi nogi lejąc z niego ukrop, ale byłam cicho, bo w końcu sama tego chciałam
  • po piętnastu minutach siedzenia w nogami w misie i prywatnej pogawędce pani kosmetyczki przez telefon, misę odsunięto, a ja pacnęłam stopami o posadzkę
  • obiecany masaż trwał pół minuty i choć wytrzeszczałam oczy i nochal, nie zobaczyłam, ani też nie poczułam kokosu. Kryształki owszem były, solne i przejechano mi nimi po piętach
  • pazury obcięto mi równo, choć nie bez uszczerbku na skórze i raz nawet trysnęła krew, ale powstrzymano ją kosmetycznym wacikiem
  • na koniec dostałam filiżankę dość podłej herbaty z osadem po zakamienionej wodzie

Aby zapomnieć o tej klęsce udałam się na moich „wypielęgnowanych” stopach do kuchni, sięgnęłam po księgę Nigelli i wyszukałam w niej najbardziej kaloryczną z potraw. Oto i ona. Ciasto-pudding toffi.

 toffi3

Potrzebujemy:

na ciasto:

100 g ciemnego cukru muscovado lub palmowego

170 g mąki

1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia

1 jajko

125 ml tłustego mleka

kilka kropli ekstraktu waniliowego

50 g rozpuszczonego masła

150 g daktyli (opcjonalnie, ja nie dałam)

 na sos:

200 g ciemnego cukru muscovado

30 g masła w kawałkach

450 ml wrzątku

Naczynie do zapiekania smarujemy masłem. W misce mieszamy cukier z mąką i proszkiem do pieczenia. W drugiej misce mieszamy jajko, mleko, ekstrakt z wanilii, rozpuszczone masło. Następnie płynne składniki wlewamy do sypkich i mieszamy drewnianą łyżką do połączenia się wszystkiego w jednolitą masę. Całość wlewamy do naczynia żaroodpornego. Na wierzch wysypujemy 200 g cukru, układamy kawałki masła i zalewamy wrzątkiem. Całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na około 45 minut.  Upieczony wierzch będzie przypominał ciasto, pod spodem zaś z wrzątku, masła i cukru powstanie gęsty sos toffi. Deser można jeść z lodami waniliowym, można z płynną śmietaną kremówką, lub bitą śmietaną.

 toffi

Pycha. Zapomniałam nawet o pseudo kokosowych stopach….

toffi1

:-)

{ 4 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

Patyska Kwiecień 15, 2013 o 9:48 am

Oł dzisassss… Nati, litości!

Odpowiedz

Natasza Kwiecień 15, 2013 o 10:07 am

No raz w roku :-) można sobie pozwolić przecież :-)

Odpowiedz

whiness Kwiecień 15, 2013 o 3:35 pm

Kupiłaś mnie już samym opisem tego deseru! Musi smakować bosko :)

Odpowiedz

Natasza Kwiecień 15, 2013 o 7:04 pm

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: