Chilifiga w Londynie – część pierwsza

przez Natasza w dniu 27 września 2013 · 0 odpowiedzi

Foto 19

Pamiętacie ubiegłoroczną edycję Bloga Roku? Bo my bardzo dobrze, zwłaszcza, że powoli szykujemy się do następnej. :-) Ale ubiegłoroczną o tyle miło wspominamy, że nasz blog został nagrodzony w kategorii „najciekawszy blog traktujący w interesujący, kreatywny czy niestandardowy sposób o zdrowiu, stylu życia i kulinariach (więcej o tym – tutaj). Nagroda od sponsora Queen of Juice – wyjazd do Londynu plus wizyta na meczu Arsenal London, właśnie została wykorzystana!

Londyn futbolowo-kulinarny. Zaczęłyśmy oczywiście kulinarnie od przekąsek na Portobello Markt w cudownym Notting Hill. Sam hotel był już bajkowy, zwłaszcza, że podobno bywał w nim Hugh Grant podczas kręcenia filmu „Notting Hill”. Co prawda bywał w nim w celach przyziemnych i zwiedzał głównie męską toaletę, ale i tak uznajemy to za pewien smaczek. Na Portobello Markt – całe mnóstwo przekąsek. Najlepsze okazały się mini tarty, mini kisze i naleśniki faszerowane kozim serem i oberżyną, mocno czosnkowe.

Foto 3 (2)

Pół godzinki spacerem dalej naszym oczom ukazał się sklep, a w zasadzie sklep i restauracja w jednym czyli RECIPEASE’S JAMIE OLIVER. Przepisy wyłącznie z książek Jamiego, a na dodatek prowadzone na bieżąco warsztaty kulinarne z siekania i szatkowania, zwijania sushi, faszerowania makaronu czy przygotowywania meksykańskich przekąsek.

DSC04158

DSC04159

My dorwałyśmy wielką kromkę podpiekanego chleba z guacamole wymieszanym z czosnkiem, chili i pomidorami oraz plastrem chrupiącego boczku! Proste i skandalicznie smaczne.

Foto 16

Do tego bezalkoholowe Mojito, była bowiem dopiero 10.00 rano, a na deser – karmelowe ciasteczko na kruchym spodzie z ciągnącą się masą toffi, posypaną kryształkami morskiej soli. To ciasteczko jest uzależniające podobnie jak inne ciasteczka (kupowane w holenderskich coffee shopach ) – dlatego zmuszone byłyśmy jeść je przynajmniej raz dziennie.

Foto 76

Wieczorem mały wypad do Chinatown, gdzie roiło się od kaczek, upieczonych oczywiście i wiszących wdzięcznie na wystawowych hakach. Zatrzymałyśmy się w jednej z lokalnych knajpek i zanim zorientowałyśmy się, że jest w niej dość brudno, pani w mieszance chińsko-angielskiej wyskrzeczała powitanie i siłą posadziła nas na krzesłach, po czym skasowała za bufet, przyniosła talerze i kazała jeść. Było smacznie, ale do toalety nie odważyłyśmy się wejść. To pewnie brzmi dość dziwnie – zaryzykować jedzenie w lokalu, w którym obawy natury higienicznej kazały nam omijać WC szerokim łukiem, ale z Panią Chinką nie było dyskusji. Jak tylko przełknęłyśmy ostatani kęs, sprzątnęła nam talerze sprzed nosa, brudną ścierą omiotła stól i dała do zrozumienia, że to nie jest miejsce na pogaduszki, więc mamy spadać. No to poszłyśmy pooglądać dyndające kaczki.

Foto 28

Następnego dnia rano – very english breakfest na słodko i bardzo dobrze, bowiem fasola, boczek i smażone pomidory o poranku mogłyby nam zepsuć apetyt i wydąć brzuchy. A zatem: tosty, ciepłe bułeczki, no i konfitura z gorzkich pomarańczy. Plus świeży sok i kawa.

Foto 24

W niedzielę, w okolicach godziny 12.00 na stacji metra zrobiło się wyjątkowo tłoczno i czerwono. Fani Arsenal London wybierali się na mecz i wejście do metra graniczyło  cudem. Godzina 13.30 – Arsenal London przeciwko Stoke City. Nawet jeśli ktoś nie znosi futbolu, to warto wybrać się na angielski stadion i wwąchać w angielską murawę. Zanim jednak zasiadłyśmy w honorowej loży Vipów i zaczęłyśmy profesjonalnie się wydzierać - przedstawiciele firmy, która ufundowała nam nagrodę - zaprosili nas na składankę angielskich smakołyków. Pieczone pomidory, pieczone kiełbaski, boczek, sola w sosie cytrynowym, jajecznica oraz ravioli z dynią. No i pudding oczywiście. Pękate niczym foki zaczęłyśmy kibicować Arsenalowi, a nawet dostrzegłyśmy na bramce Wojtka Szczęsnego oraz niejakiego Kościelnego, którego nazwisko wprawdzie brzmi polsko, ale niewiele nam mówi. Arsenal wygrał 3:1. Szalików nie kupiłyśmy, ale to tylko dlatego, że było ciepło.

Foto 72

Foto 81

Na część drugą zapraszamy w poniedziałek – będzie Union Jack Jamiego Olivera i szkocka wołowina na sałacie, knajpa sushi, w której zabrakło sushi, będą przekąski z wszystkich krajów świata w Camden Town oraz o tym – dlaczego spóźniłyśmy się na samolot powrotny, spędziłyśmy noc na Heatrow i uciekłyśmy pewnemu Arabowi, którego podejrzewałyśmy o handel ludzkimi organami…

Foto 103 - Kopie

{ 0 odpowiedzi… dodaj teraz jeden komentarz }

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: