Bustrengo jabłkowo-figowe z sosem jogurtowym

przez Monika w dniu 4 stycznia 2014 · 2 odpowiedzi

bustrengo1Dzień dobry w Nowym Roku:-) Wszystkiego co najlepsze, najsmaczniejsze i najzdrowsze! Obchodziliście hucznie Sylwestra? Żywieniowa wariatka nie. Oduczyła się kilka lat temu, gdy jej ambitne imprezowe plany roztrząsnęły się o kant… z powodu bólu brzucha, który obrzydliwie złośliwie zjawił się, a jakże, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Ups.

Że się obżarła za bardzo? Jakimś cudem nie. Choć oczywiście panie obsługujące telefon pogotowia ratunkowego miały na ten temat inne zdanie. Lekarze w szpitalu zresztą też i na dzień dobry podawali leki wspomagające trawienie. Tłumaczenia wariatki, że tego dnia nic już nie jadła, bo bolało, zbywali westchnieniami i spojrzeniami na kolejnych kilkanaście osób na korytarzu, które także wiły się teatralnie i również przekonywały, że ledwo co skubnęły makowiec. Ale nie będę marudzić, bo jednak w końcu zauważono, że w miejscu, w którym spodziewano się usadowionych wygodnie w jelitach pozostałości po 3 karpiach, bigosie, makowcu oraz serniku jest raczej zlokalizowane zapalenie otrzewnej i lekarze postanowili mi życie uratować. Dzięki temu miałam niepowtarzalną okazję poznać życie szpitala w okresie przedsylwestrowym!

bustrengo2Duży szpital wojewódzki. Już na kilka dób przed Sylwestrem cały oddział chirurgii i korytarze w okolicach sal operacyjnych muszą pozostać puste. Potrzeba bowiem duuużo miejsca dla zwożonej w niewielkich odstępach czasu ułańskiej fantazji i noszących ją ciał. Dlatego chorzy z dolegliwościami ze strony trzustki lądują na kardiologii, ci z niesprawnymi jelitami na ortopedii. Migracje masowe, ale pacjenci w windach bardzo dbają, by wyjść ze swoim, a nie innego pacjenta stojakiem na kroplówkę. Ja jakimś cudem zostaję, dzięki czemu w trakcie, gdy oddział zaczyna przypominać serial M*A*S*H, zamieniam się w Sokole Oko, a raczej Sokole Ucho i wysłuchuję opowieści jak to „siamo wibuchło”, albo „to była maleńka petardunia panie, a takie bum!”. Pojawiają się nawet imprezowicze w strojach policjantów. Przystają przy jednym z łóżek na korytarzu:

- Kto Pani to zrobił?

- Ja sama… – stęka damski głos z wyraźnym trudem.

- Sama sobie Pani wbiła nóż w brzuch?

- Tak, bo ja się oparłam o blat w kuchni, a tam ten nóż leżał.

- A jak głęboko sobie go Pani wbiła?

- Jakieś 4 centymetry…

- I nic pani nie czuła?

Pani bełkotała tak bardzo, że ja byłam w stanie uwierzyć, że nie czuła, że zrobiła to sama, nawet gdyby miała takich ran – jak w dowcipie – kilka. A nawet na plecach. Ech. To musiała być niezła impreza. W każdym razie od czasu mojej szpitalnej poświątecznej przygody zawsze w Sylwestra wychylam łyk napoju za zdrowie i cierpliwość tych, co na służbie wysłuchują głupot i opatrują poparzone pyski.

Natomiast w Nowy Rok od razu zaczynam marzyć o wakacjach. A te marzenia stają się bardziej realne, gdy na stole pojawi się bustrengo, pachnące jak Bolonia w środku gorącego lata. Jak dojrzewające na słońcu figi, świeże jabłka i spacer włoskimi uliczkami.

Bustrengo jabłkowo-figowe z sosem jogurtowym z kardamonem

Przesympatyczny, pachnący wakacjami zakalec;-) Pyszny, ale raczej nie lekki jak biszkopt. Spodziewajcie się cięższego, wilgotnego, bardzo owocowego wypieku.

Sos: jogurt grecki, cukier brązowy, kardamon. Ilości aż do osiągnięcia ulubionego stężenia słodyczy i aromatu (ja kardamonu daję dosłownie 2-3 szczypty na duży jogurt 500 ml).

bustrengo3Ciasto:

- 100 g kaszy kukurydzianej typu polenta

- 100 g cukru brązowego

- 200 g mąki pszennej

- 100 g bułki tartej

- 1/2 łyżeczki cynamonu

- 500 ml mleka 3,2 proc.

- 3 jajka

- 100 g miodu

- 50 ml oleju rzepakowego (uwielbiam ciasta, w których nie ma zatykaczy tętnic w postaci masła lub margaryny!)

- owoce: 100 g rodzynek, 150-200 g suszonych fig (100 g do środka i ok. 50-100 g do dekoracji), 0,5 kg jabłek, twardych

- skórka z dwóch eko pomarańczy (koniecznie eko, nie pryskane, żebyśmy wraz z ciastem nie jedli ortofenylofenolu!)

- łyżeczka soli

Mieszamy suche składniki (kasza, cukier, przesiana mąka, bułka tarta, cynamon, sól). Dodajemy ubite jajka  połączone z olejem i miodem. Wrzucamy pokrojone w kostkę (obrane oczywiście) jabłka, kawałki fig oraz rodzynki, skórkę z pomarańczy. Merdamy.

Wlewamy ciasto do formy (moja ok. 20×30 cm) wysmarowanej olejem lub masłem. Pieczemy ok. 50 minut w temp. 180 st. C. Podajemy koniecznie ciepłe! Najlepiej z plasterkami suszonych fig, lekko posypane brązowym cukrem i z odrobiną sosu jogurtowego. Jedząc, wyobrażamy sobie, że siedzimy na Piazza Maggiore, a potem, żeby spalić kalorie długo spacerujemy pod bolońskimi arkadami.

bustrengo4

{ 2 odpowiedzi… przeczytaj je poniżejdodaj jeden komentarz }

gin Styczeń 4, 2014 o 9:33 pm

Ja, na szczęście, szpitala w Sylwestra nie odwiedzałam. Za to zdarzyło mi się w nim wylądować w drugi dzień prawdziwej zimy, ze śniegiem, lodem i wszystkimi innymi bajerami, na które drogowcy oczywiście nie byli przygotowani. I ponieważ nie miałam złamania ani nawet błahego zwichnięcia, czekałam ponad 12 godzin na operację, na którą przyszłam umówiona…
Nigdy jeszcze nie słyszałam o takim cieście, ale ponieważ bardzo lubię wszelkie zakalcowate i ciężkie twory, wypróbuję z pewnością :)

Odpowiedz

Monika Styczeń 4, 2014 o 9:51 pm

Ups. To też niewesoło…
A wilgotne ciasta uwielbiam! Drożdżowe puchate mogłoby dla mnie nie istnieć:-)))) Suchary bez sensu;-)

Odpowiedz

Zostaw Komentarz

Poprzedni wpis:

Kolejny wpis: